Kupa kulturyOstatnio przyczepiłem się wyłącznie do pierwszego felietonu Leszka Bugajskiego, który został umieszczony w zbiorze Kupa kultury. Teraz przyszedł czas na konfrontację z całą książką, z tym jakie sprawia wrażenie i dlaczego nie warto czytać jej całej. Dla mnie interesujące były tylko dwa teksty – analizowana przeze mnie wcześniej Apokalipsa oraz felieton o literaturze popularnej, którego ponowne czytanie sobie odpuszczę.

Tak, tam też pojawia się coś, co mnie niezwykle rozdrażniło. Otóż Leszek Bugajski wprowadza pojęcie literatury nieprawdziwej. Jest to, jak łatwo można się domyślić, synonim literatury popularnej, gorszej od literatury wysokiej, którą Leszek Bugajski nazywa literaturą prawdziwą. Nie mogę wyjść z podziwu, ponieważ już dawno nie widziałem tak beznadziejnej typologii. Podstawowa wątpliwość – na czym polega nieprawdziwość literatury popularnej? Jest zrobiona z innego materiału? Z powietrza na przykład? Albo z gąbki? Tylko książki papierowe są prawdziwe? Nie trafia do mnie argument, że podejmuje ona tematy nieważne albo unika zderzeń z egzystencją człowieka. Jako element kultury popularnej jest najbliżej ludzkich losów, stara się uchwycić najciekawsze przemiany zachodzące aktualnie w społeczeństwie. Oczywiście zdarzają się tam teksty beznadziejnie schematyczne i absolutnie niewarte uwagi. Jednak podobnie jest w przypadku literatury prawdziwej! Istotą ludzkiej twórczości jest to, że przydarzają się nam buble. Przypadłość ta dotyczy każdego rodzaju sztuki w takim samym stopniu.

Chciałbym napisać, że nie podobały mi się tylko dwa teksty z całego zestawu, że pozostałe są bardzo dobre i pełne interesujących tez. Tak nie jest. Kupa kultury ma napisane na okładce, że jest „przewodnikiem inteligenta”. W żadnym wypadku. Leszek Bugajski wielokrotnie sam sobie zaprzecza. Próbuje krytykować niektóre elementy kultury popularnej lub masowej, ale potem stwierdza, że o gustach się nie dyskutuje. To w jakim celu w ogóle zajmuje się tymi problemami? Brak zdecydowania autora całkowicie niszczy strukturę książki. A dobijają ją osobiste wtrącenia autora, często bardzo prywatne, oraz stwierdzenia, które wprawiły mnie w osłupienie i sprawiły, że poczułem się – delikatnie mówiąc – zażenowany. Szczególnie w chwilach, gdy Leszek Bugajski pisze o feminizmie. Jeżeli ktoś dotrze do literki F – bo Kupa kultury opiera się na alfabecie i próbuje uchodzić za dzieło totalne opisujące popkulturę – to zapewne wielokrotnie otworzy oczy ze zdziwienia. Dalej jest jeszcze gorzej, dlatego w tym momencie warto rozważyć odłożenie książki.

Teksty takie jak Kupa kultury przyczyniają się do całkowitego niezrozumienia popkultury. Zostaje ona przedstawiona jako zestaw mało interesujących tekstów, którymi nie warto się zajmować. A przecież zadaniem elity intelektualnej jest opisywanie rzeczywistości, w której żyje społeczeństwo. Leszek Bugajski, w swoich felietonach, bo eseje to na pewno nie są, podpowiada, że jedyną metodą opisu tych zjawisk jest narzekanie, że kiedyś było lepiej. Metoda godna naśladowania.

Książka jest zła. Lektura to strata czasu. Leszek Bugajski wielokrotnie się myli. Popkultura – osobiście wolę mówić o kulturze popularnej i kulturze masowej – pełna jest wartościowych i interesujących tekstów. Wystarczy poszukać, zrobić coś więcej, niż tylko narzekać.