W zeszłym tygodniu świat zelektryzowała wiadomości o tym, że bot zdał test Turinga. Co prawda grzeszył inteligencją trzynastolatka, ale jednak. Informację tę przeczytałem w kilku miejscach (AntyWeb to jedno z nich), nie obyło się bez krytyki, wskazywania na to, że nic takiego wielkiego się nie stało. Czy na naszych oczach doszło do narodzin prawdziwej sztucznej inteligencji? Prawdę mówiąc: nie wiem, ale zdaję sobie sprawę z tego, że temat inteligentnych maszyn krąży w kulturze od wielu lat.

Problem współżycia sztucznej inteligencji i ludzi podnosili artyści reprezentujący najróżniejsze formy sztuki. Do moich ulubionych realizacji tego problemu zaliczam filmową serię Obcy (jak mam dobry dzień to nawet jej prequel, czyli Prometeusza), Blade Runner, czy androidy śnią o elektrycznych owcach? Philipa K. Dicka, opowiadanie Ananke autorstwa Stanisława Lema (znajduje się, w niedocenianym, zbiorze Opowieści o pilocie Pirxie) oraz książkę Janusza A. Zajdla Limes inferior. W każdym z tych dzieł odbiorca znajdzie inną realizację problemu, ale pytanie jest zawsze to samo: gdzie są granice człowieczeństwa? Na wyjątkową uwagę zasługuje Limes inferior, ponieważ Janusz A. Zajdel postanowił podjeść do tego zagadnienia trochę inaczej.

Czego obawiamy się bardziej?

Nie mam zamiaru przytaczać całej fabuły Limes inferior, ale potencjalnych czytelników zapewniam o tym, że książka ta jest wielowarstwowa i otwarta na różne interpretacje. Należy do nurty społecznego science fiction i jest odczytywana jako alegoria ustroju socjalistycznego oraz sytuacji człowieka żyjącego w totalitaryzmie. Ale sądzę, że można wynieść z niej znacznie więcej. Najbardziej zainteresowały mnie dwie sprawy: jak wewnątrz świata funkcjonują przedmioty (co nie będzie tematem tego wpisu) oraz problem człowieczeństwa (co będzie tematem tego wpisu).

Sneer, czyli główny bohater, miał okazję obejrzeć prezentację najnowszego sexomatu, czyli maszyny do uprawiania seksu. Po wsłuchaniu przemowy prezentera Sneer stwierdza następującą rzecz:

To jest to – wychlipał półgłosem, opanowując z trudem drgania przepony. – To jest właśnie pełna synteza, szczyt wszystkiego, pierwsza zapowiedź ostatecznego końca. Oto, do czego gnamy w tym naszym beznadziejnym, ślepym, baranim pędzie. Automaty do wszystkiego! Wszystko automatyczne! I oto nagle przytomniejemy w obliczu dylematu: jeśli jeden automat potrafi kopulować drugi tak sprawnie, zgrabnie i na tyle sposobów, to co jeszcze, u diabła, robią ludzie na tej planecie?!

Wizja ta nie jest zbyt pozytywna, ale nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ Janusz A. Zajdel uwielbiał tworzyć antyutopie. Poruszony powyżej problem całkowitej automatyzacji prowadzi do zadania pytania: czy dzięki pojawianiu się sztucznej inteligencji dostrzeżemy więcej człowieczeństwa w maszynie, a może więcej maszyny w człowieku? Trzeba zwrócić tutaj uwagę na niewydolność języka. Użycie słowa automatyzacja w stosunku do istoty ludzkiej, nie oznacza tego samego, co mówienie o człowieczeństwie maszyny. Narodziny sztucznej inteligencji powinny skłonić ludzi do pokonaniu tej bariery i poszukanie w sobie maszyństwa.

Problem ze zdefiniowaniem człowieczeństwa jest niezwykle skomplikowany. Szczególnie gdyby doszło do konfrontacji człowiek-maszyna. Ale jeszcze bardziej przerażające jest traktowanie człowieka jako zwykłego urządzenia do wykonywania czynności. Co ciekawe wszyscy, zapewne z małymi wyjątkami, pozwalamy sobie na ciągły wzrost maszyństwa. Robimy to w bardzo prosty sposób: poprzez traktowanie takich narzędzi jak Internet i smartfon jako najwierniejszych przyjaciół. Ludzka egzystencja zaczyna bazować wyłącznie na kilku ruchach kciuka oraz postrzeganiu obrazków. Więcej uczuć mamy do najnowszego PlayStation 4, niż do najbliższej nam osoby. Otaczamy się rzeczami i nieubłaganie się uprzedmiotowiamy. Bo czym jest dzisiaj człowieczeństwo? Być może tylko zalajkowaniem posta oraz dodaniem komentarza, a przypominam, że dokładnie to samo potrafią robić boty.

Co by się stało, gdyby wprowadzony został Stopień Człowieczeństwa? To kolejny pomysł Janusza A. Zajdla, tym razem z Paradyzji. Co prawda wskaźnik SC nie dotyczył relacji człowiek-maszyna, ale pomyślmy, co by się stało, gdyby zaczął on obowiązywać. Ilu z nas okazałoby się androidami, pomimo ludzkiego sposobu urodzenia? Uczłowieczony automat nieuchronnie pociąga za sobą problem człowieka-automatu. A mnie ocenianie maszyństwa przeraża znacznie bardziej, niż doszukiwanie się człowieczeństwa w maszynach.

Przeciwko hipotezie myśli: złudzenie Sztucznej Inteligencji

Powyższy śródtytuł to cytat z książki Pakt jasności. O inteligencji zła autorstwa Jeana Boudrillarda i mam wrażenie, że oddaje moment historyczny, w którym aktualnie jesteśmy. Kryzys humanistyki zbiegł się z wyraźnym odtrąceniem wszelkich wartości metafizycznych. Mało kto zadaje o nie pytania, a filozofowie są powoli wypędzani z uniwersytetów. Akurat to ostanie to mało zabawna ironia losu, w końcu to im zawdzięczamy akademie, a teraz odmawiamy im na nią wstępu. Nikogo nie interesuję historia myśli, bo po co się tym zajmować? W końcu jesteśmy o krok od stworzenia sztucznej inteligencji! Maszyny, która pomyśli za nas.

A co jeżeli te poszukiwania spełzną na niczym? Jeżeli okaże się, że zamiast faktycznych prawdziwie myślących maszyn, które będą malowały, komponowały i obliczały (a my będziemy siedzieć i tyć), dostaniemy iluzję inteligencji? Zwykły substytut udający nasze procesy myślowe. Czy poczujemy się wtedy rozczarowani? Nie sądzę. Ze zdumieniem obserwuję postępującą nieumiejętność krytycznego myślenia. We wszystkich klasach społecznych. Raczej połkniemy marketingową papkę i dzięki niej uwierzymy, że mamy obok siebie maszynę pełną człowieczeństwa. Będziemy się cieszyć, że robi ona wszystko za nas, że ułatwia nam życie. Nawet nie dostrzeżemy w tym krzty oszustwa, a krytyków nie będziemy słuchać. Bo to pewnie niespełnieni humaniści, którzy nie mają nic lepszego do roboty.

Brak sensownej dyskusji wokół problemu sztucznej inteligencji i pospolitą medialną podnietę botem uznaję za dowód tego, że dotarliśmy do momentu, w którym przestaliśmy rozumieć technologię. Nie mam na myśli, że nie znamy jej działa, ale nie potrafimy umieścić jej w żadnym kontekście.

Witamy w medialnie uporządkowanym świecie, w którym toniemy w morzu chaosu, bo nikt nie nauczył nas w nim pływać.