Planowałem, że w niedzielę opublikuję recenzję Piątej fali. Najchętniej napisałbym, że książki nie przeczytałem, bo miałem wiele innych obowiązków, a recenzję opublikuję innym razem. Tyle. Dwa zdania, najkrótszy wpis na moim blogu i – prawdopodobnie – najbardziej pozbawiony sensu. Sytuacja jest inna. Piątą falę skończyłem, przebrnąłem przez nierówną narrację i płaskich bohaterów. W takim razie książka zasługuje wyłącznie na pogardę i zapomnienie, bo przecież szkoda tracić czas na dzieła, które nie są nawet średnie. W trakcie rozmyślań doszedłem do wniosku, że warto problem postawić inaczej.

Piąta fala to trylogia, z którą po raz pierwszy zetknąłem się ładnych kilka lat temu. Wcześniej kompletnie nie znałem twórczości Ricka Yancey’a. Zacząłem czytać. Science fiction, zagłada, inwazja obcych, nieufność, rozpad społeczeństwa – wszystko poddane w sposób lekkostrawny, bez niepotrzebnego wchodzenia w szczegóły. Książka nie była szczególnie wybitna, literatura popularna na dwa, może trzy wieczory. Przeczytałem i zapomniałem, że Rick Yancey w ogóle istnieje. O jego egzystencji przypomniał mi drugi tom, czyli Bezkresne morze. Czegoś tak złego nie czytałem dawno. Powieść science fiction wyraźnie idąca w kierunku Zmierzchu. Miłość do kosmity, który pod wpływem uczucia odnajduje swoje człowieczeństwo? To doskonale opisuje absurdy Bezkresnego morza. Ostatnio Rick Yancey znowu wrócił na moją półkę, za sprawą Ostatniej gwiazdy. Zamknięcie trylogii jest dokładnie takie samo jak poprzednia część. Mierne, składające się z przypadkowych fragmentów narracji, z rozpadającym się światem przedstawionym i nudnymi postaciami. Po co w zasadzie tworzyć i czytać takie książki?

Z mojej perspektywy czynności te nie mają żadnego uzasadnienia. Jednak dysponuję zupełnie inną wiedzą, inaczej jestem nastawiony do literatury, niż grupa społeczna, do której skierowana jest trylogia. Rick Yancey pisze dla młodych dorosłych (young adult). Celowo unikam terminu „nastolatek”, ponieważ nie oddaje on skali zjawiska. Młodzi dorośli, to – w literaturze anglosaskiej – istotna grupa odbiorców mających od 12 do 20 lat. To właśnie do takich osób skierowane były takie serie jak Zmierzch oraz Igrzyska śmierci. Teraz drżą serca wszystkich wielkich znawców oraz popularyzatorów literatury! TAKIE RZECZY DLA MŁODYCH UMYSŁÓW, CO TO NIE WIEDZĄ, CZYM JEST PRAWDZIWA KSIĄŻKA?! Zgroza! Intelektualna degrengolada! Niczego się nie nauczą! Gdzie tutaj WARTOŚCI? Zawsze, gdy ktoś przy mnie zaczyna temat wartości, to pytam jakie wartości na myśli. Dodatnie, czy ujemne? Wyrażone w liczbach całkowitych? Taka literatura jest potrzebna. To, że w polskiej kulturze literackiej ze świecą szukać autorów, którzy wprowadzają do świata słowa pisanego, jest tylko i wyłącznie naszym problemem. Na szczęście ta sytuacja się zmienia. Zachęcam do zapoznania się z nowoczesną polską literaturą młodzieżową (wolę to określenie, niż young adult) i dostrzeżenie tego, że czasy Jeżycjady dawno minęły.

Literatura taka jak Zmierzch, Igrzyska śmierci lub Piąta fala jest potrzebna. Jej zadaniem jest wprowadzić czytelnika w świat książek, zaproponować mu coś innego, niż to, co poznał w szkole. Kanon to skomplikowana sprawa, często jest nieczuły na popkulturę. Nic dziwnego, w końcu stoi na straży tradycji. Niestety, tytuły znajdujące się na liście lektur wymagają odpowiednio ukształtowanego czytelnika. Istotna jest tutaj konieczność nauki czytania, nie tego ze zrozumieniem, ale czytania, jako umiejętności poruszania się wśród tekstów pisanych. Wtedy można traktować takie teksty jak Piąta fala jako formy pozwalające na pokazanie określonych tematów, bliskich sercu młodego odbiorcy. Bo człowieka mającego od 12 do 20 lat nie zawsze fascynują problemy polityczne, jest to okres bogaty w kryzysy egzystencjalne, a – przynajmniej na przestrzeni ostatnich 20 lat – ubogi w sensowne drogowskazy.

Przywołane przeze mnie wcześniej trzy serie, czyli Zmierzch, Igrzyska śmierci oraz Piąta fala stanowią opowieści o przyjaźni, miłości, poświęceniu i poszukiwaniu własnej tożsamości. Co prawda tematy te są bardzo spłaszczone, ale mają stanowić zachętę do dalszych poszukiwań. Literatura młodzieżowa powinna być formą trampoliny, umożliwić odczytanie sensów zawartych w innych dziełach literackich, a nie wybitną twórczość samą w sobie.