Niektóre filmy są tak beznadziejne, że dystrybutorzy powinni zwracać pieniądze za stracony czas. To byłoby nawet miłe. Pójść do kina, wynudzić się jak mops i dostać bilety na inny, może bardziej interesujący, seans. A co z serwisami streamingowymi? Myślę, za pewne produkcje Netfliks powinien przedłużać subskrypcje. O jeden dzień. Bardzo żałuję, że nikt nie zwróci mi czasu, jaki poświęciłem na obejrzenie Bez słowa.

To jest doskonały przykład filmu wyprodukowanego po to, aby zmonetyzować cyberpunk. Pod koniec 2017 roku stała się to niezwykle popularna konwencja, głownie za sprawą premiery Blade Runnera 2049. Początek 2018 przyniósł nam Altered Carbon, co jeszcze mocniej rozbudziło apetyty widzów. Nie dziwię się. Mam wrażenie, że istnieje niewiele produkcji, które doskonale radzą sobie z trudnym cyberpunkiem. Tutaj potrzebny jest pomysł na świat przedstawiony, odpowiednie jego umotywowanie. Bez słowa stanowi doskonały przykład złej realizacji zasad konwencji. Jako widz wręcz potykałem się o uproszczenia, denerwowały mnie plastikowe postaci, a najbardziej drażniła mnie sztuczność świata przedstawionego. Cała narracja jest zawieszona w próżni. Przyszłość w Bez słowa przypomina nieudolnie wycięty karton. Po pierwszych dwudziestu minutach czekałem na to, aż ktoś się przewróci i zniszczy tę kiepską scenografię.

Mam wrażenie, że film miał być cyberpunkową wersją Drive. Zabrakło polotu, umiejętności poprowadzenia historii oraz porządnego głównego bohatera. Milczący człowiek w Bez słowa jest doskonałą wydmuszką. Mimika twarzy na poziomie kamienia porzuconego na polu. Aktorstwo rodem z zajęć na prywatnej Akademii Przystosowania do Roli Aktora i Płodozmianu. Irytowała mnie ta papierowa postać. Bohater pojawiał się na ekranie i swoją obecnością niewiele wnosił. Równie dobrze mogłoby go tam nie być. Jego jedynym zadaniem było utrzymywanie narracji w jednolitej formie. Po spojrzeniu na Bez słowa z perspektywy czasu widzę, że cała opowieść była drobno pocięta. Film składa się z drobnych fragmentów, które mają tworzyć spójną historię. Niestety, to się nie udało, ponieważ cała struktura po prostu się rozpada. Główny bohater ma być spiritus movens, ma być klamrą spinającą wszystko, ale ze względu na swoją słabość, doprowadza do jeszcze większego bałaganu.

Omijajcie Bez słowa szerokim łukiem! Nie dajcie się zwieść trailerom, mogą wskazywać na atrakcyjny film, ale to tylko sprytny marketingowy montaż. Film jest szczególnie przykrym doświadczeniem dla osób lubiących cyberpunk. W każdej scenie widać zupełny brak zrozumienia konwencji, błędne przekonanie o tym, że wystarczy wrzucić trochę neonów i ciemnych uliczek, aby otrzymać interesującą produkcję opowiadającą o mrocznej przeszłości. Bez słowa to bolesne rozczarowanie. Dowód na to, że najgorsze są te film, które usiłują udawać, że są dziełami interesującymi, że mają co interesującego do powiedzenia. Tam nie ma nic. Pustka, próżnia i szczątki narracji. Bolesne rozczarowanie trwające blisko dwie godziny!

Jeżeli chcecie zmarnować trochę czasu, droga wolna. Ostrzegałem.