Każdego ranka biję się z myślami. Wsiadam do samochodu, odpalam silnik i już się cieszę, ponieważ akumulator wytrzymał mroźną noc. Pierwsza przeszkoda pokona, można żyć, radować się, ale to dopiero początek! Coraz zimniejsze poranki sprawiają, że kłódka przy bramie odmawia wypuszczenia mnie do pracy. I chociaż czasem chciałbym wzruszyć ramionami, odejść od bramy, powiedzieć sobie jedno zdanie: I co zrobisz, jak nic nie zrobisz?. A następnie wrócić do domu. Nic z tego, poczucie obowiązku popycha mnie do tego, aby otworzyć kłódkę i wyruszyć w kierunku korka. Wtedy zaczyna się walka z myślami.

Jaką drogę wybrać? Którędy pojechać? W ilu korkach utknę? W dwóch? A może w trzech? Niby do pracy mam 17 kilometrów krętymi ulicami, ale nigdy nie udało mi się dojechać w mniej, niż pół godziny. Takie czasy, śmierdzące autobusy i spóźniające się pociągi wepchnęły wszystkich do samochodów. Podobno coś się zmienia, komunikacja publiczna jest coraz lepsza, jednak świat wygląda inaczej, gdy spojrzymy na niego poza raportami. Dlatego stoimy w korkach. Słuchamy radia, planujemy swoje życie, zastanawiamy się co będzie robić w pracy i ile tym razem przyjdzie się nam spóźnić. Jedni akceptują ten stan rzeczy, a inni, nerwowo waląc w klaksony, próbują zaczarować nieruchomy korek, aby chociaż przejechać kilka metrów. Nie udaje się.

Korki żyją własną, całkowicie odrębną, egzystencją. Najedzone samochodami niechętnie oddają je pobocznym drogom, uwielbiają sprowadzać na manowce, niby kuszą możliwością szybszego przejazdu, ale zawsze sprawiają, że się stoi. Co robić? Rozglądanie się może doprowadzić do kontaktu wzrokowego z drugim człowiekiem. Twarz wściekłego mężczyzny, który za chwilę spóźni się na kolejny poranek womitacyjny, napawa przerażeniem. Lepiej nie patrzeć! Po co psuć sobie i tak już całkowicie zdruzgotany nastrój? Skoro się stoi, to i w tym staniu trzeba być konsekwentnym! Nieruchomość myśli, pustka w głowie, koncentracja na przejechanych kilku metrach! Remedium doskonałe! Panaceum na korkowy bezsens trwania.

Najgorsze jest to, że tego stanie nie sposób uniknąć! Z trzech możliwych tras przetestowałem wszystkie i daleki jestem od znalezienia logiki korków. To, że na drodze szybkiego ruchu jest zawsze wielominutowe oczekiwanie na swój zjazd, wiem od dawna. Jednak sporym zaskoczeniem okazały się boczne korki, taka mała kopia tego największego. Zapychają mniej popularne trasy i robią to coraz skuteczniej! Z przerażaniem stwierdzam, że nie uniknę stania, muszę pogodzić się z korkiem, zaakceptować oczekiwanie na swoją kolej. Po prostu odliczam czas, unikam zastanawiania się nad kilometrami, liczę tylko na to, że tym razem pójdzie szybciej, niż ostatnio. Odnoszę wrażenie, że nie jestem osamotniony w swojej naiwności. Korkowcy są świadomi tego, że prędzej czy później się zatrzymają, ale i tak myślą, że tym razem się uda.

Nie udaje się. Swoje trzeba odstać. Jak nie w kolejce, to w korku. Ot, polska rzeczywistość – zawsze trzeba poczekać na swoją kolej.