Niewiele czasu

Dość mam stereotypów na temat wolnych zawodów! Jak słyszę, że mam czas na wszystko, bo nie siedzę w biurze po osiem godzin dziennie, to mnie coś trafia. Jeszcze bardziej podnosi mi ciśnienie mówienie o tym, że każdy dzień jest wolny, bo przecież sam zarządzam swoim czasem i nikt nade mną nie stoi. Domyślam się, że każdy, kto doświadczył pracy w ramach wolnego zawodu, bardzo szybko zweryfikował te uproszczenia. Jednak w dalszym ciągu mają się one dobrze, ponieważ ciągle są powtarzane.

Komuś marzy się praca w domu? W ramach wolnego zawodu? Niekoniecznie pisanie, ale na przykład grafika? Nie będzie łatwo. Polecam przeprowadzić doświadczenie. Najpierw zrobić sobie listę zadań na dany tydzień, taką maksymalnie napchaną, a potem spróbować zrobić wszystko w ciągu siedmiu dni. W modelu idealnym za każde wykonane zlecenie od razu będzie przelew, zero poprawek oraz słuchania uwag klienta, który może i ma zawsze rację, ale to nie znaczy, że zna się absolutnie na wszystkim. W rzeczywistości wolny zawód to walka, a pusta lista zadań, to najgorszy z możliwych koszmarów. Brak zleceń to brak pieniędzy, zero wpływów. Pamiętajcie o tym, że rachunki na nikogo nie czekają. A jak ktoś prowadzi działalność, to musi brać pod uwagę mało cierpliwy ZUS. Same pułapki.

Za to dużo czasu! Można spać do 11, potem popracować dwie godziny i skończyć. Nie przypominam sobie, żebym miał okazję pracować od 11 do 13, a potem się byczyć. Może raz się to zdarzyło, ale zrobiłem to z pełną świadomością tego, że na drugi dzień będę musiał nadrobić ten niewykorzystany czas. Ja pracuję od 6.30 i na każdy dzień mam określoną ilość zadań do zrobienia. To, co zostanie, musi zostać zakończone na drugi dzień. Terminy gonią, a listy rosną – kilka opóźnień i długich tłumaczeń, dlaczego stało się tak, a nie inaczej, szybko nauczyło mnie zarządzania czasem. Bez tego nie da się pracować. Należy odkryć swój rytm, eksperymentować. Są ludzie, którzy siedzą po nocach i są tacy, którzy zrywają się wcześnie rano. W wolnym zawodzie jest się zawsze w pracy. Najgorzej jest, gdy dom staje się biurem, dlatego mam swoją przestrzeń związaną z pracą i tą związaną z odpoczywaniem. Wymieniam zestawy papierów i książek na biurku, dzięki czemu wiem, czy mam teraz wolne, czy dalej pracuję.

Wolny weekend? Dobre! Urlop w dowolnym czasie? Jeszcze lepsze! Jak jest coś do zrobienia, to się robi. Przerwy trzeba zawsze dobrze przemyśleć. Najlepiej sprawdzając poszczególne terminy. Jeżeli ktoś łatwo się rozprasza i brakuje mu samodyscypliny, to nie nadaje się do żadnego wolnego zawodu. Sam musiałem sporo się nad sobą napracować, zanim opanowałem sztukę siedzenia i pracowania, a nie poszukiwania kolejnych form rozpraszania. Podobno najlepiej jest wyłączyć WiFi. W pisaniu się sprawdza, szczególnie gdy trzeba stworzyć coś dłuższego.

Jeżeli chodzi o pracę na Uniwersytecie, to też nie ma się zbyt wiele wolnego czasu. Prowadzenie zajęć ze studentami, praca naukowa, pisanie doktoratu, przygotowywanie zajęć, opracowywanie tekstów, i wiele, wiele innych obowiązków. Myślenia też nie da się tak po prostu wyłączyć. Jak widać zarówno na Uniwersytecie, jak i w wolnym zawodzie, niewiele jest wolności. Za to jest bardzo dużo pracy.

//Obrazek wyróżniający: Chris Piascik / 20100504-available-for-freelance (CC BY-NC-ND)