Nie jestem fanem X-Menów. Niby świat wykreowany w komiksach o mutantach jest ciekawy, konflikt pomiędzy dwiema frakcjami bywa gwałtowny, a postaci wydają się być bardzo ciekawe. Filmy tylko wyolbrzymiają te pozory. Seria ta była dla mnie zawsze wydmuszką, którą bardzo trudno wypełnić i interpretacja w stylu noir zdaje się tę tezę potwierdzać.

W tym jednym komiksie zawarto wszystko to, co najbardziej denerwuje mnie w X-Menach. Mnogość postaci, która powoduje, że jeden wątek zostaje rozdzielony na kilka losów. Wprowadzanie bohaterów tylko po to, aby ich zaprezentować, aby utwierdzić odbiorcę w tym, że dalej siedzi po uszy w świecie ukrywających się mutantów. I jeszcze ta sztuczna dyskusja na temat ludzkiej natury i niechęci do innych. Te elementy znacznie lepiej funkcjonują, gdy są realizowane na przykładzie jednej postaci. Mam na myśli Wolverine’a, ale na niego przyjdzie czas. Teraz pora na krótką wycieczkę po świecie przedstawionym stworzonym w X-Men Noir.

Zaczyna się od trupa, a potem twórcy zabierają nas do kostnicy, w której leży martwa akcja. Morderstwo na początku tylko pozornie ustala gatunek, nie warto traktować tej pozycji jako komiksowej realizacji kryminału czarnego. Trudno jednoznacznie ustalić do czego twórcy chcieli nawiązać. Pomieszali różne elementy i wyszła im niestrawna pulpa, która – na dodatek! – bardzo rozwarstwia się na samym końcu. Miało być kryminalnie, ale brakuje postaci detektywa, który to wszystko pociągnie. W takim razie wzrok twórców padł na horror. Zaczęli grzebać przy postaci Xaviera. W X-Men Noir pracuje on z ludźmi przejawiającymi wyjątkowe zdolności i jego celem jest badanie zachować antyspołecznych – szczególnie interesują go osoby przejawiające zachowanie psychopatyczne i funkcjonujące na granicy społeczeństwa. Ten motyw był najciekawszy, ale nie został rozwinięty. Moim zdaniem właśnie w ten sposób można było wnieść świeżość w świat X-Menów. Żadnym potrzeb jednoczenia, tworzenia sekretnych stowarzyszeń i specjalnych szkoleń pozwalających na okiełznanie umiejętności. Tylko potrzeba badania oraz kontroli wyjątkowych, ale skrzywionych jednostek. Ukazanie Xaviera jako naukowca pragnącego zrozumieć granice ludzkiej psychiki byłoby bardzo interesujące. Najważniejsze jest jednak to, że wniosłoby dodatkową warstwę do komiksu. Nawet jeżeli całkowicie by go zdominowała i zapachnęła w nicość wątki kryminalno-horrorowe.

X-Men Noir / Marvel

X-Men Noir / Marvel

Niestety, twórcy postanowili poprowadzić narrację inaczej. Wersja noir X-Menów pokazuje jak sztuczne są to postaci. Sprawdzają się w czasach im współczesnych, nawet w odmianach futurystycznych, ale przeszłość im szkodzi. Wraz ze swoimi zdolnościami tracą całe piękno. Cyklop, jak gdyby nigdy nic, zdejmuje okulary, bo nie razi promieniem z oczu. Ta cała cudowność, niemożliwość sprawiała, że świat X-Menów mógł być pociągający. Bez tej dziwności staje się mierną, silącą się na patetyczność, opowieścią o ludzkiej nieumiejętności akceptacji innych. Ale nawet to udało się zepsuć autorom.

Odmienność, aby zaistnieć, musi zostać skonfrontowana z normalnością. A tej w X-Men Noir jest jak na lekarstwo. Fabuła jest nakręcana poprzez wprowadzanie kolejnych postaci, bez głębszego opisu ich relacji lub przeszłości. Jest to podziemny świat X-Menów, w takim razie, gdzie podział się świat ludzi? Względem kogo lub czego są oni wyjątkowi? Bo wybrał ich Xavier? To nieudolne tłumaczenie odmienności irytowało mnie najbardziej. Dyskusja o ludzkiej naturze jest nieobecna w X-Men Noir. Liczyłem na to, że umieszczenie mutantów w klimatach noir będzie przynajmniej w połowie tak ciekawe jak w przypadku Człowieka Pająką. Okazało się, że Peter Parker jest znacznie bardzie plastyczny i wielowymiarowy, niż menażeria Magneto i Xaviera.