Nie mogę! Po prostu nie mogę znieść tego, co słyszę w mediach! Dlaczego my, Polacy, zawsze zaczynamy dyskusję od końca? Czy nikt z szanownych państwa dziennikarzy nie słyszał o tym, że zawsze trzeba kopać głębiej? Media z wielką przyjemnością zatrzymują się na powierzchni lub koncentrują swoją uwagę na jednym problemie i tracą z oczu całą perspektywę. Każda reforma powinna być całościowa, a nie przypadkowa. Niestety, mam wrażenie, że fragmentaryczne zmienianie systemu jest naszą cechą narodową.

Denerwuje mnie dyskusja wokół systemu edukacji. Oczywiście, podstawowym problemem są gimnazja. Sam nie wiem, dlaczego zostały wprowadzone, jaki był ich cel, co miały zrobić z młodymi ludźmi – na pewno efekty są opłakane. Obserwuję je dwa razy w tygodniu, w pięciu grupach. Jednak samo usunięcie gimnazjów nie sprawi, że system się naprawi. Potrzeba jest dyskusja o dwóch elementach. Po pierwsze program, a po drugie finansowanie. Obawiam się, że ani jednego, ani drugiego nikt nie tknie. To dwie bomby, które trzeba rozbroić, bo prędzej czy później zburzą cały system edukacji. Media ich nie widzą, potykają się o nie, ale stwierdzają, że to tylko eksponaty z II Wojny Światowej. Błąd! Ładunki wybuchowe są coraz bliższe eksplozji, tykanie zegarów jest coraz głośniejsze.

Poruszam kwestię programu, bo polskie szkoły nie wiedzą kogo kształcą i po co kształcą. W zasadzie przyświeca im jeden cel – nauczyć młodego człowieka rozwiązywania testów. Podejrzewam, że to się udaje, ale ta umiejętność na nic się nie zadaje w życiu. Jak często praca polega na wypełnianiu kart z czterema gotowymi odpowiedziami? Rzadko, a wielu młodych ludzi tylko to potrafi. Z trudem piszą, jeszcze ciężej im argumentować odpowiedz. Być może to stąd bierze się popularność kołczingu i innych programów samorozwoju. Skoro człowiek nigdy nie był uczony poszukiwania rozwiązań na własną rękę, to będzie zawsze oczekiwał gotowych odpowiedzi, jakiegoś klucza, do którego będzie mógł się odnieść. Klucznictwo – oto największy sukces polskiej nowoczesnej edukacji. Wszechobecne testy, pogoń za statystką sprawiają, że młodzi ludzie są całkowicie nieprzygotowani do krytycznego myślenia. Trwa ogłupianie obywateli, na które wszyscy się godzimy.

Finansowanie polskiej edukacji, to temat jeszcze trudniejszy. Często słyszę, że mamy niż demograficzny i sprawa jest trudna. W takim razie, dlaczego system nie został przygotowany na radzenie sobie w takiej sytuacja społecznej? Dla mnie uznanie, że jedynym ratunkiem dla edukacji jest wyż demograficzny, jest absurdalne! Urodźcie więcej dzieci, to będzie więcej pieniędzy, jak będzie więcej pieniędzy, to zaczniemy lepiej kształcić. Wyż demograficzny nazywa się wyżem, bo po nim, najczęściej, następuje niż. Założenie, że zawsze będzie się rodzić dużo dzieci, w świecie, w którym mamy coraz mniej miejsca i zasobów, jest durne. Potrzebujemy strukturalnych rozwiązań na każdą sytuację. Recepta „500 zł na dziecko” nie poprawi sytuacji, nie sprawi, że urodzi się więcej Polaków. Problemy pozostaną, będą się nawarstwiać i wkrótce, to wszystko runie.

Zastanawiam się, kto zostanie obwiniony za klęskę polskiego systemu edukacji. Trzy lata temu powiedziałbym, że jest ona tylko z jedną możliwości, obecnie uważam, że jest nieuchronna. Teraz musimy zacząć zastanawiać się nad tym, co z gruzów możemy zbudować.