Ingar Johnsrud / Naśladowcy / Wydawnictwo OtwarteZ radością obserwuję trwającą modę na powieści kryminalne. Co prawda zastanawiam się, kiedy ona przeminie, wyczekuję na moment, w którym czytelnicy zaczną otrzymywać wyłącznie schematycznie realizacje tego gatunku literatury popularnej. Na szczęście wciąż są książki, które delikatnie odświeżają powieść kryminalną i na pewno do takich pozycji należy zaliczyć debiutancką powieść Ingara Johnsruda. Naśladowcy tylko z pozoru przypominają model powieści kryminalnej, jaki znamy z tekstów Stiega Larssona.

Odwołanie do mistrza szwedzkich kryminałów jest koniecznie, ponieważ to za jego sprawą zaczęły pojawiać się interesujące bohaterki. Stieg Larsson zdjął z postaci kobiecych odium femme fatale i sprawił, że zaczęły one znacząco wpływać na narrację. Z Millenium zapamiętamy Lisbeth Salander, a Naśladowcach bardzo istotna jest Kafa Iqbal, która współpracuje Fredrikiem Beierem. Bohaterowie nie są detektywami, to policjanci działający w świetle prawa, ale fabuła powieści wielokrotnie pokazuje, że czasem działają na własną rękę i z powodu brawury wpadają w kłopoty. Te elementy budują dynamiczną narrację w Naśladowcach. Jest to kryminał, który cały czas trzyma czytelnika w napięciu i już to pozwala nazwać książkę Ingara Johnsruda interesującą. Na fali mody na powieści kryminale czasem pojawiają się szablonowe realizacje, które wyrobiony czytelnik z łatwością rozszyfruje, w przypadku Naśladowców tak nie jest. Autor umiejętnie gra napięciem, powoli odsłania kolejne elementy układanki, którą starają się rozwiązać jego bohaterowie. Świetnie jest to, że niektóre pytania pozostawia bez odpowiedzi, co może wskazywać na to, że fani kryminałów jeszcze spotkają się z Frederikiem Beierem i Kafą Iqbal.

Jeżeli kolejne kryminały Ingara Johnsruda będą w dalszym ciągu koncentrowały się na lękach ponowoczesnego społeczeństwa, to jest na co czekać. Autor wykazuje niezwykłą czujność oraz umiejętność grania stereotypami. W Naśladowcach wykorzystuje utrwalone przekonania w stosunku do imigrantów, pokazuje – często niejasne – związki polityki i biznesu, a także porusza trudny problem sekt, które brutalnie wykorzystują swoich członków i pod płaszczykiem wiary w Boga ukrywają prawdziwą twarz. Bohaterowie powieści składają się z różnych konglomeratów stereotypów. W Naśladowcach trudno znaleźć papierową postać, za sprawą jasno określonych poglądów wszystkie osoby włączone w fabułę są bardzo wyraziste. Połączenie lęków ponowoczesnego społeczeństwa z silnymi osobowościami tworzy mieszankę piorunującą, od której trudno się oderwać, ale najpierw trzeba się do niej przekonać.

Gdy zacząłem czytać Naśladowców, to odniosłem wrażenie, że jest to książką złożona wyłącznie z aktualnie modnych elementów. Główny bohater z poplątaną przeszłością, mocna kobieca postać oraz tajemnica sięgająca II Wojny Światowej – wszystko, to już widziałem. Pierwsze wrażenie szybko się rozmyło, ponieważ Ingar Johnsrud zaczyna wprowadzać do tego schematu interesujące elementy. Widać, że nieobcy jest mu aktualnie popularny schemat powieści kryminalnej, ale w żadnym wypadku nie jest bezmyślnym naśladowcą. Umiejętne wykorzystanie stereotypów, a także dobrze poprowadzona narracja ze świetnym, odrobinę cynicznym, zakończenie, wprowadzają powiew świeżości do Naśladowców.

Fani powieści kryminalnych koniecznie powinni zapoznać się z debiutem Ingara Johnsruda. A ci, którzy nie są przekonani do tego gatunku, również powinni przeczytać Naśladowców. Za sprawą tej książki zauważą, że kryminały mogą być interesującą krytyką ponowoczesnego społeczeństwa.