Jestem przerażony. W poprzedni weekend obejrzałem fragment opolskiego festiwalu. Podobno jest to święto polskiej piosenki, niby muzyczna uczta dla ducha, wydarzenia aspirujące do tego, aby wskazywać trendy w muzyce. Akurat trafiłem na koncert debiutów, którzy mierzyli się z utworami Skaldów. Niektóre interpretacje były ciekawe, przeraziło mnie coś innego – brak umiejętności niektórych „piosenkarzy” i „piosenkarek”.

Rozumiem, że to byli młodzi ludzie rozpoczynający swoją karierę muzyczną. Mieli okazje zaprezentować siebie na wielkim polskim festiwalu. Na szczęście było to “tylko” Opole, a nie taki Open’er lub Off Festival. Tam zostaliby wyśmiani, zmieceni przez tłum, zakrzyczani i wyproszeni ze sceny przez publiczność. Przerażające jest to, że w ramach opolskich debiutów premiowane były miałkość oraz chwytanie się za krocze a’la amerykańscy raperzy, co idealne zgrało się z utworem Skaldów. Jeden wielki absurd. Sytuację uratowali Justyna Panfilewicz i Mariusz Wawrzyńczyk, których interpretacja Nie widzę Ciebie była świetna. Wygrali koncert debiutów i to zwycięstwo było w pełni zasłużone.

Zastawiające jest to, że takie programy jak X Factor lub Mam talent są w stanie znaleźć osoby dysponujące talentem i interesującym głosem. Ci fałszujący są po prostu piętnowani i odsiewani. Po obejrzeniu koncertu debiutów można odnieść wrażenie, że osoby decydujące o wyborze uczestników poszukiwały tych, którzy śpiewali kiepsko lub źle, aby stworzyli tło dla najlepszych i najciekawszych. Takie trendy pragnie wyznaczać opolski festiwal? Weźmy kilku słabych, znajdźmy ze trzy dobre osoby i będzie show. Recepta na oglądalność i sukces, która dla mnie jest smutna, bo pokazuje nijakość masowej rozrywki, nawet nie przeciętność. Ostatni koncert debiutów był groteksową realizacją programu Od przedszkola, do Opola. Z wyraźnym zaznaczeniem, że niektórzy „artyści” zatrzymali się w żłóbku i powinni poważnie rozważyć to, czy chcą wiązać swoją przyszłość z tworzeniem muzyki.

//Obrazek wyróżniający: Matthew Keefe / Microphone (CC BY 2.0)