Jeśli chodzi o giereczki, to ostatnio wróciłem do ogrywania tytułów bardziej niezależnych. Żeby nie było niedomówień, Wasteland 3 mam już pobrane, nawet przeszedłem dwie misje. Jednak o tej produkcji napiszę na DailyWeb. Dlaczego? Bo tam też muszą pojawiać się jakieś treści. Na blogu postanowiłem, że podzielę się wrażeniami z czegoś mniejszego. A jednocześnie pięknego, wzruszającego i przykuwającego do ekranu cudownie dopracowaną grafiką. Takie perełki w dalszym ciągu można znaleźć wśród niezależnych produkcji.

Spiritfarer został wydany kilka dni temu. Nie ukrywam, że zainteresował mnie opis tego tytułu. Symulator zarządzania statkiem, którym przewozi się dusze na drugą stronę? Ktoś postanowił stworzyć grę o byciu Charonem? Wchodzę w to! Pobrałem, odpaliłem i przepadłem. Przede wszystkim uderzyła mnie pięknie wykonana grafika. Szczególne animacje. Twórcy zadbali o to, aby poruszanie się postaci wyglądało ciekawie i nie było drewniane, ale prawdziwym majstersztykiem są animacje bezczynności. Ten element świadczy o tym, że ludzie pracujący przy Spiritfarer zwracają uwagę na szczegóły i zdają sobie sprawę z tego, że to one świadczą o jakości gry. Pozostałe elementy również są dopracowane. Mnie Spiritfarer kojarzy się z intuicyjną prostotą. Z realizacją, która nie próbuje być na siłę oryginalną. Twórcy zdecydowali się na połączenie kilku minigier oraz systemu zarządzania potrzebami podróżników.

Co doskonale się udało. Eksploracja świata w Spiritfarer sprawia dużo przyjemności. Odkrywanie kolejnych wysp oraz poszukiwanie dusz, które należy przewieźć, stanowią dwa ważne elementy całej rozgrywki. Wokół nich zostały zbudowane kolejne aspekty produkcji. Takie jak zbieranie materiałów, sprzedaż zdobytych skarbów, a także poznawania pasażerów. Każdy z nich ma inne potrzebny, odmienny charakter oraz ciekawe umiejętności, które warto wykorzystać do swoich celów. Spiritfarer opiera się na odruchu ciekawości u odbiorcy. Trzeba mieć w sobie chęć poznawania świata, rozwijania jego historii. Hodowanie roślin, praca w tartaku lub kuźni to tylko dodatki. Ciekawe, zmieniające rytm, ale dalej dodatki. Najważniejsza jest tutaj opowieść, której strzępy są poukrywane w rozmowach oraz drobnych śladach na wyspach.

Spiritfarer gwarantuje prostą i wciągającą zabawę. Nie ma w tej produkcji jakiejś agresji, ciągłego konfliktu lub wyścigu do celu. Zamiast tego jest spokojna eksploracja, z jasno wydzielonymi fragmentami otwierającymi kolejne rozdziały historii głównej bohaterki. Spiritfarer ma w sobie coś ujmującego, przykuwającego do ekranu. Cieszę się, że wciąż zdarzają się produkcje, które cechuje specyficzna nieuchwytność charakterystyczna dla studiów niezależnych. Nie wyobrażam sobie, aby taki tytuł został opracowany przez wielkiego wydawcę kierującego się wyliczeniami na temat trendów. Spiritfarer pokazuje, że o grach w dalszym ciągu można myśleć w kategoriach pięknej rozgrywki, a nie wyłącznie maszynek do monetyzacji za pomocą skórek w skrzynkach.