BlizzCon coraz bliżej! Fani z niecierpliwością czekają na potwierdzenie prac nad Diablo IV. Po zeszłorocznym fiasko z mobilną odsłoną serii nie może być gorzej. Czy aby na pewno? Skąd pewność, że święta graczy nie przyćmią jakieś protesty? Pójdźmy dalej! Polityczne deklaracje uczestników. Co zrobili Activision-Blizzard, jeżeli w tym rok cosplay zdominują osoby przebrane za Mei z Overwatch? Tylko, że nie wybiorą stroju z gry. Tylko ten z fanowskich grafik, w których postać jednoznacznie wyrażała poparcie dla protestów w Hongkongu.

Chciałoby się rzecz, że pamięć fanów jest krótka, gdyby nie to, że ciągle znajduje się ktoś, kto przypomina o kontrowersyjnych decyzjach podejmowanych przez Activision-Blizzard. Tym razem zabrać głos postanowił Kongres Stanów Zjednoczonych Ameryki. Tak, to nie jest błąd. Reprezentanci napisali list do CEO Acitivision-Blizzard, w którym proszą przemyślenie stanowiska i zwracają uwagę na to, że chińskie firmy wykorzystują pieniądze w celu ograniczenia wolności wypowiedzi w amerykańskich firmach. Pojawia się nawet nazwa przodującej w tych praktykach korporacji. W liście zostaje wymieniony Tencent. Dlaczego sprawą nagle zainteresowali się amerykańscy politycy?

W tym roku już raz świat obiegły informacje na temat wojny handlowej, w której biorą udział dwa mocarstwa. Stany Zjednoczone pokłóciły się z Chinami, w związku z czym Huawei zmuszony został do ujawnienia własnego systemu operacyjnego, który ma pracować na ich telefonach. Mocarstwa już się dogadały, ale sygnał był jasny – Huawei może mieć problemy we współpracy z amerykańskimi firmami. W końcu nie wiadomo, w którym momencie dojdzie do kolejnego zawieszenia kontraktów. Cała ta sprawa dotyczy rozwoju sieci 5G. W tej technologii niezwykle istotne są wiedza i urządzenia chińskiej korporacji Huawei. Jak to się ma do gier? Do całego zamieszania z Acitivion-Blizzard? Sprawa jest prosta. Wskazanie, że z pieniędzmi z firmy Tencent idą określone wymagania co do przekazu, pokazuje, że Chiny skłonne są do kontrolowania treści. Do ich cenzury. To kolejna cegiełka przypominająca o tym, że jesteśmy świadkami zmiany w układzie sił na świecie.

Kiedyś to Stany Zjednoczone Ameryki narzucały swoją narrację za pomocą popkultury. Tak samo teraz próbują postępować Chiny. Wykupują udziały w firmach zajmujących się produkcją gier i filmów, a następnie delikatnie sugerują, jak mają wyglądać poszczególne wątki. Nie wierzycie? Zobaczcie, jak została zmodyfikowana kurtka w trailerze filmu Top Gun: Maverick. Ubisoft również musiał odpowiednio dostosować grafiki w swojej grze Rainbow Six: Siege, aby móc ją wydać w Chinach, o czym wspomniałem w tym tekście. Idźmy dalej. Riot Games, twórcy ekstremalnie popularnej gry League of Legends poprosili swoich zawodników, aby w trakcie mistrzostw powstrzymali się od politycznych komentarzy. Gwoli ścisłości, Tencent posiada 100% udziałów w Riot Games.

Tak oto dotrawiliśmy do momentu, w którym świat gier komputerowych zauważył, że pochodzenie pieniędzy jednak ma znaczenie. Czy zmieni się nastawienie konsumentów? Nie wiem. Ja przestałem grać w produkcje Activision-Blizzard i już nic od nich nie kupię. Koniec. Jako konsument mogę zagłosować portfelem i dokonuję jasnego wyboru. Nie mam zamiaru finansować firmy, która postępuje w ten sposób.