Będzie o literaturze, o czytaniu, o książce. Już kiedyś wspominałem, że będę wracał do pisania o swoich doświadczeniach płynących z różnych lektur. Kilka kolejnych tekstów na pewno będzie poświęconych fantastyce naukowej. Zauważyłem, że na Kindle’u mam sporo książek utrzymanych w tym gatunku. Zastanawiam się, jak wiele z nich będzie dotyczyło zagłady ludzkości, apokalipsy, którą sami sobie zgotowaliśmy. Przedrzeźniacz Waltera Tevisa prezentuje świat, w którym rządzą roboty. A ludzie? Snują się. Dogorywają. Powoli dogasają.

To nie jest zagłada rodem z Terminatora lub Matriksa. Przedrzeźniaczowi daleko nawet do jednego z odcinków Czarnego lustra, w którym grasowały wściekłe robopsy. Walter Tevis zaproponował inna wersję upadku rodzaju ludzkiego. Takiego przesyconego narkotykami, które są dystrybuowane przez maszyny. Na dodatek to właśnie roboty dbają o utrzymanie porządku w powoli dogorywających miastach. A wszystko robią na życzenie swoich konstruktorów, ludzi, którzy za wszelką cenę chcieli mieć wygodne, przyjemne życie. W Przedrzeźniaczu je mają. Co prawda rodzi się coraz mniej dzieci, gatunek jest zagrożony, ale kogo to obchodzi? Wszystkiego jest pod dostatkiem, o resztki ludzkości dbają cały czas pracujące maszyny.

Wizja końca świata, w której ludzie sami zdecydowali się na oddanie swojego losu maszynom, jest w niepokojąca. Założenie, że sztuczna inteligencja będzie sama siebie korygować i dążyć do doskonałego, idealnego porządku, wydaje się niespełnionym snem odważnego wizjonera. W Przedrzeźniaczu autor oparł na tym założeniu cały świat przedstawiony. Efekty? Opłakane. Ludzie nie potrafią czytać i są wyłączeni z porządku symbolicznego. Mało myślą, ponieważ ciągle biorą specjalne tabelki, które wprawiają ich w dobry nastrój, ale otumaniają. Społeczeństwa są obojętne, zdrętwiałe, nie zdają sobie sprawy z tego, że powoli wymierają. Nikt nie zdaje pytań. Po co miałby to robić? O wszystko dbają specjalnie zaprojektowane maszyny. Nawet same się serwisują! A ich jedynym celem jest zapewnienie dobrego samopoczucia ludziom.

W Przedrzeźniaczu świat pada ofiarą własnego wygodnictwa. Ciągłemu dążeniu do przyjemności. Skądś to znamy, prawda? Książka została po raz pierwszy wydana w 1980 roku, ale ten przerażający świat przedstawiony jest nam bliski. Coraz więcej osób ma poważne problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Współczesność woli obrazki. Za wszelką cenę dążymy do ciągłego odczuwania przyjemności. Począwszy od ślepego konsumpcjonizmu, po intelektualne lenistwo. Czy nowoczesny świat chętnie oddałby się w ręce maszyn? Takich sterujących wszystkim, dbających o wszystko? Sądzę, że w każdym społeczeństwie znalazłaby się frakcja, która chętnie by tak postąpiła. Po co się martwić? Lepiej się wycofać i zza narkotycznej zasłony obserwować powolny upadek świata. W Przedrzeźniaczu obojętność jest społecznie akceptowalna, a nawet pożądana i wtłaczana w ludzkie umysły od pierwszego dnia edukacji.

Książka Waltera Tevisa zostawiła mnie z niepokojem. Nawet lekkim przerażeniem. W końcu wszyscy kochamy proste przyjemności i najchętniej byśmy się w nich zanurzyli. Tym bardziej, że takie postępowanie jest mocno promowane przez nowoczesną kulturę. Jednak myślę, że wciąż trafiają się jednostki, które potrafią się temu przeciwstawić. Na szczęście jeszcze jej nadzieja.