W zeszłym tygodniu lekko się zdenerwowałem. Przyczyna moich nerwów leży obecnie schowana w pudełku i odmawia posłuszeństwa. Nie pomagają prośby, groźby, ponowne wrzucenie softu, nawet przeniesienie danych poza bad sectory kompletnie nic nie dało. Fachowcy z serwisu próbowali – polegli. Tak zostałem posiadaczem całkiem zgrabnego przycisku do papieru. Na kolejny wietrzny dzień będzie, jak znalazł! Co mi się zepsuło? Telefon.

Tak po prostu, umarł, odmówił dalszego działa. Nic nie pomogło, a próbowałem go wskrzesić! Trafił nawet do serwisu, ale tam również nic nie udało się zrobić. Pozostało mi jedynie pogodzić się z awarią, poszukać sobie nowego telefonu i przenieść aplikacje. Na szczęście – nie mam ich zbyt wiele. Gram wyłącznie na komputerze, produkcje mobilne wciągają mnie dosłownie na moment. Dlatego mój telefon służy mi główne za narzędzie wspomagające pracę i jako urządzenie, za pomocą którego autoryzuję sobie dostęp do różnych kont. Ten ostatni element okazał się być sporym problemem.

Nagła zmiana urządzenia doprowadziła do kilku, niezbyt typowych, sytuacji. Straciłem możliwość potwierdzenia przelewu w banku, bo nie miałem innego telefonu. Okazało się, że w nic nie pogram, bo nie Steam poprosił o kod z aplikacji mobilnej, do której nie miałem dostępu. Na szczęście tutaj nie musiałem kontaktować się z biurem obsługi klienta, wystarczył reset za pomocą przesłanego emaila. Inaczej było z Blizzardem. Lubię to studio, chętnie spędzam czas w tych cyfrowych światach. Ze względu na to, że trochę pieniędzy tam wrzuciłem, postanowiłem, że dobrze będzie odpowiednio zabezpieczyć swoje konto. Najlepiej za pomocą dwuetapowej autoryzacji. Oczywiście nie pomyślałem o tym, że warto gdzieś zapisać kody konfiguracyjne i tydzień temu zderzyłem się z brutalną prawdą – bez klucza się nie dostanę. Reset? Wyłącznie za pośrednictwem biura obsługi klienta. Poszło całkiem szybko, po 10 godzinach odzyskałem dostęp, ponownie uruchomiłem dwuetapową weryfikację, ale tym razem zapisałem klucz konfiguracyjny. Przy następnej awarii będę już przygotowany.

Nie czułem się przerażony brakiem dostępu do przeglądówki mobilnej lub sieci społecznościowych. Miałem taki okres, w którym mocno ograniczyłem czas spędzony przed telefonem i wciąż staram się go zmniejszyć. Nie muszę wiedzieć wszystkiego od razu, wiadomości i artykuły poczekają na swoją kolej. W trakcie ostatniej awarii poczułem coś w rodzaju rozdrażnienia. Ciągle uważam, że dwuetapowa weryfikacja dostępu do danego konta jest równoznaczna z poprawą bezpieczeństwa, szczególnie w przypadku miejsc, w których dokonuje się płatności. Okazało się, że w wiele cyfrowych miejsc otoczyłem wysokimi murami. Jeżeli zapomnę klucza do furtki, to nie dostanę się do środka. Nie powinienem być zły, to oznacza, że zabezpieczenia spełniają swoją funkcję, ja po prostu czułem się zbyt pewnie. Nauczka była irytująca, dawno już nie wymieniłem tylu wiadomości z różnymi biurami obsługi. Pozostaje mi mieć nadzieję, że wyciągnę z niej wnioski i następnym razem ta komunikacja nie będzie potrzebna.