Najciekawsze dyskusje przydarzają się w firmowej kuchni. Już wiele razy przekonałem się o tym, że towarzystwo elektrycznego czajnika i dystrybutora z wodą pobudzają do wymiany zdań. Dwa dni temu, właśnie w takich okolicznościach, rozgorzała rozmowa o zmęczeniu elektroniką. Rozumiecie? W firmie tworzącej gry komputerowe, która posiada wersję mobilna własnego tytułu. Jednak znalazł się ktoś, kto poczuł, że wszechobecna elektronika go przytłacza. Zresztą wystarczy szybko rozejrzeć się po biurze, żeby stwierdzić, że w zasadzie to ma prawo czuć się lekko przygniecionym.

Na każdym biurku komputer i przynajmniej dwa monitory. Rekordziści mają trzy. Telefony oraz tablety, skrajnie różne, bo jakoś trzeba testować aplikację. W szufladach pochowane pady, kable oraz ładowarki. Przemilczę prywatne smartfony, które również zalegają na biurkach. Taka branża, trzeba liczyć się z wszechobecnymi komputerami, telefonami i tabletami. Jednak mój kolega się nie poddawał. Z wyraźnym niesmakiem stwierdził, że w domu również czuje się przytłoczony. Wraca i pochłania treści na tablecie, do telefonu czuje się przywiązany, a jak chce coś obejrzeć, to najczęściej włącza komputer. Jednak książki czyta papierowe! Bo chce czuć ich fakturę i zapach! Tak, po raz kolejny ktoś przy mnie wyciągnął ten argument.

Nikt nie mówi o tym, że po ebookach nie zawsze dobrze się nawiguje. Sporządzanie notatek w wersji elektronicznej jest mało wygodne. Czasem łatwiej przerzucić strony i znaleźć to, czego się szukało, niż stukać paluchem w ekran. Jakoś nikt nie docenia tego, że już nie trzeba dźwigać ze sobą potężnej cegły. Lektura na zgrabnym urządzeniu jest znacznie bardziej wygodna. A może warto byłoby wspomnieć o tym, że książki nie trzeba ładować? Co prawda nie pamiętam, kiedy ostatni raz podłączyłem Kindle’a do portu USB, ale wiem, że kilka razy chciałem coś poczytać i nie mogłem, bo urządzenie było rozładowane. Nie, żaden z tych argumentów nie pada. Za sprawą rozwoju czytników ebooków pojawiło się mnóstwo osób, dla których szczególnie istotny jest zapach książki. Przykro mi, ale tego kompletnie nie rozumiem.

Jestem osobą do bólu pragmatyczną. Kindle ułatwia mi lekturę oraz oszczędza miejsce na półkach. Książek nigdy nie wąchałem, raczej je czytam i do tego służy mi – uwaga, nazwa sugeruje funkcję! – czytnik ebooków. To nie jest tak, że całkowicie odrzucam papier, w dalszym ciągu sięgam po analogowe lektury. Dla odmiany. Jednak zawsze najważniejsze jest dla mnie samo doświadczenie czytania. Zapach, faktura papieru to dla mnie kwestie drugorzędne. Nie czuję się gorszy od tradycjonalistów, którzy z pogardą patrzą na czytniki i mówią, że nic im tam nie pachnie. Myślę, że wszyscy zgodzimy się z tym, że istotne jest przede wszystkim samo czytanie. Medium niech każdy sam sobie wybierze, ale pod żadnym pozorem nie wolno się nawzajem piętnować.

Dlatego kulturalnie postanowiliśmy się ze sobą nie zgodzić. Kolega dalej czuje się przytłoczony i czyta na papierze. Ja kontynuuję lektury na Kindle’u, bo tak mi wygodnie. Wszyscy szczęśliwi.