Tag: andrzej duda

Kyle Pearce / Choices (CC BY-SA 2.0)

Trudne wybory

Jesteśmy po wyborach. Nowy prezydent odebrał nominację i teraz będzie wprowadzał się do pałacu. Zapewne w mediach pojawią się niezwykle potrzebne reportaże na temat tego, co Andrzej Duda ze sobą zabrał, co zostawił oraz jak czuje się w miejscu, w którym do tej pory mieszkał Bronisław Komorowski. O stanie polskich mediów pisał nie będę, na ten temat pojawiło się wystarczająco dużo wypowiedzi krytycznych. Znacznie ciekawsze jest to, co po zmianie prezydenta wydarzyło się w mediach społecznościowych.

Posty na temat emigracji, nadchodzącego „kaczyzmu”, zmierzającej w naszym kierunku IV RP, strasznie, na zmianę, PiSem i Macierewiczem – a wszystko to były wypowiedzi osób, które, do tej pory, uważałem za inteligentne, dobrze wykształcone oraz świadomie pochodzące do zagadnień współczesności. Z dnia na dzień pragną tworzyć organizacje paramilitarne, gotowi są do partyzanckich działań, już gromadzą zapasy na wojnę domową w Polsce. To najbardziej skrajne i – mam taką nadzieję – wpadające w świadomy absurd przykłady, formy wyśmiewania obecnej w mediach paranoi. A, jak wszyscy wiemy, ale okazjonalnie o tym zapominamy, najlepiej sprzedaje się seks i strach. Gdy już całkowicie straciłem nadzieję i rozważałem wycofanie się z Facebooka, który nagle stał się stolicą miałkiej politycznej walki, nadzieję przywróciło mi jedno stwierdzenie: że to zmiana, której wyniku jeszcze nie znamy.

Dlatego nie dajmy sobą manipulować! Sam nie jestem szczególnym zwolennikiem projektów Andrzeja Dudy, zresztą nie mogę powiedzieć, że specjalnie wspierałem Bronisława Komorowskiego, ale nie będę panikował na zapas. Społeczeństwo obywatelskie, które – rzekomo – obudziło się w trakcie kampanii prezydenckiej, powinno reagować na wszelkie niekorzystne zmiany. Nowy prezydent często wspominał o dialogu, o pragnieniu zrozumienia postawy przeciwnika i z tego – w pierwszej kolejności! – powinien zostać rozliczony przez obywateli. Nasz kraj wygląda tak jak wygląda, ponieważ ze sobą nie rozmawiamy. Przerzucamy się słowami-kluczami, wycieramy sobie gęby, w zależności od postawy ideologicznej, takimi pojęciami jak lewactwo, kuce, oszołomy, katotaliby albo sięgamy po różne postaci i próbujemy grzać się w ich blasku. Zrozumieć swój sposób myślenia można tylko w momencie konfrontacji, ale musi być ona merytoryczna i jeżeli jest oparta wyłącznie na emocjonalnych przesłankach, to przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Mam nadzieję, że każde kolejne wybory, parlamentarne oraz prezydenckie, będą wymagały od kandydujących coraz bardziej konkretnych projektów reform, a nie straszenia przeciwnikiem oraz gwałtownych zmian poglądów. Wybór może być trudny, ale niech nie będzie pozbawiony sensu.

//Obrazek wyróżniający: Kyle Pearce / Choices (CC BY-SA 2.0)

marta ... maduixaaaa / la libertad tiene un precio (CC BY-NC-ND 2.0))

Bycie w kropce

Po pierwszej turze wyborów nie obudziłem się w nowej Polsce. W dalszym ciągu naszym narodem targają sprzeczne emocje. Jeżeli ktoś zagłosował na innego kandydata, niż x (tu wstawić dowolnego z listy), to jest ciemniakiem, niebezpiecznym elementem, osobą, która przyczynia się do upadku Polski. Dlatego nie dziwił mnie styl kampanii.

Skoro potencjalni wybory się oczerniają, to co stoi na przeszkodzie, aby element ten wykorzystywać w spotach? W Polsce jest społeczne przyzwolenie na straszenie obywateli daną partią polityczną, obrażanie się na kandydatów i opuszczenie debaty i – co jest najgorsze! – na zmienność poglądów podyktowaną porażką. Jest dopiero wtorek, a ja już wszystko to widziałem w Internecie. Raz PiS straszy PO, innym razem PO straszy PiSem. Dziwi mnie to, że część obywateli daje się kontrolować w taki sposób. Ktoś może powiedzieć, że to tylko element walki politycznej i będzie miał rację. Ale ta retoryka staje się coraz mocniejsza, zaczyna ona przysłaniać programy wyborcze. Sytuacja jest absurdalna, ponieważ obywatele są w stanie zagłosować na danego kandydata, nie mając pojęcia jak wygląda jego program wyborczy, tylko dlatego, że pod rządami tego drugiego będzie straszniej, głupiej i ciemniej. Pięknie.

Obaj kandydaci, którzy zmierzą się w drugiej turze chwalą się, że liczy się dla nich dialog. I tu, chociaż szczególnym sympatykiem nie jestem, muszę przyznać, że Andrzej Duda wywiązuje się z obietnicy. Wziął udział w debacie? Wziął. Poziomem nie odbiegała ona widowisk kabaretowych, które pojawiają się w ramówce „Dwójki”, ale to urzędującego prezydenta zabrakło i w ten sposób przegrał. Bronisław Komorowski poniósł także porażkę w Internecie. Nie wiem kto prowadzi jego konto na Twitterze, ale niech przestanie. Te krótkie wypowiedzi przynoszą więcej szkody, niż pożytku. Ten element kampanii, aż prosi się o solidne case study, zrobione przez osobę doświadczoną w budowaniu relacji zapośredniczonych przez media społecznościowe.

Ostatnim elementem przygotowań do drugiej tury jest agitacja. Równie wstrętna, jak straszenie obywateli. Nagle wszyscy będą wprowadzać JOW-y, jakby to była jedna metoda, aby zdobyć głosy wyborców Pawła Kukiza. Ale w tych dwudziestu procentach było bardzo dużo wyborców, którzy w ten sposób pragnęli pokazać niechęć do polskiej sceny politycznej! W Polsce jest grupa świadomych obywateli, która pragnie reform, a nie zwykłych obietnic. Te osoby mają dość chamstwa polskiej sceny politycznej, jej arogancji i ignorancji oraz traktowania mieszkańców Polski jak niewolników, których zadaniem jest pracować, płodzić dzieci, płacić podatki i umrzeć. Chcą czegoś więcej.

Dlatego mam poważny problem – nie wiem na kogo głosować. Żaden z kandydatów mnie nie przekonuje. Wątpię, aby ta sytuacja mogła się zmienić po debacie. Chętnie ją obejrzę i mam nadzieję, że będzie mniej kabaretowo, niż poprzednim razem. A dobrze wiem, że rzut kośćmi nigdy nie zniesie przypadku.

Anne-Lise Heinrichs / indecision dice (CC BY 2.0)

Anne-Lise Heinrichs / indecision dice (CC BY 2.0)

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén