Tag: anthem

Matthew Keefe / Microphone (CC BY 2.0)

Hymn upadku

To już oficjalne! “Anthem” zdechło. Miało być wspierane przez 10 lat, wytrzymało ledwo 2. Czy to oznacza, że kończy się złoty czas gier jako usług (GaaS)? Na początku chciałem tak poprowadzić ten materiał, ale potem przemyślałem sprawę.Myślę, że nie. GaaS jeszcze pokaże swój pokraczny uśmiech. W ramach giereczkowych subskrypcji!

Hymn porażki

Anthem to pierwsza gra, której wydawca za wszelką cenę próbuje położyć premierę. Electronic Arts z godnym uszanowania uporem rzuca kłody pod nogi twórcom gry. BioWare nie ma łatwo. Najpierw klęska dema dla VIPów. Okazało się późną wersją alfa, a serwery dostały tak potężnej czkawki, że padła całą infrastruktura Electornic Arts. Demo dostępne dla wszystkich przeszło bez większych problemów. Jednak trudno je nazwać stabilnym. Osobiście spędziłem w Anthem 10 godzin. Oczywiście nie liczę oglądania zawieszonych ekranów ładowania i ciągłych restartów gry.

To nie jest odkrywcza produkcja. Shootery z masą przedmiotów lecących z gąbczastych przeciwników są z nami od kilka lat. Szlak przetarło Destiny, kierunek został utrwalony przez darmowe Warframe, a Ubisoft dołożył swoje trzy grosze za sprawą The Division. We wszystkich tych tytułach cel gracze jest jeden – zdobyć jak najrzadsze przedmioty, aby jak najlepiej rozwinąć swoją postać. Anthem doskonale wpisuje się w tę pętlę. Świat jest w porządku, strzelania i latanie sprawia frajdę, podobała mi się zabawa grupie, a grind nigdy mi nie przeszkadzał. Jednak po 10 godzinach stwierdzam, że ta gra jest po prostu w porządku. Tyle. Ma swoje plusy i minusy, na pewno jest grupa odbiorców, która chętnie polata mechaniczną zbroją po nieznanym świecie. Nie zdziwię się, jeżeli po premierze, gra zbierze średnie oceny, jakieś 7 lub 6 na 10. Po tym, co zobaczyłem w demie, będą to noty w pełni zasłużone. Czy to źle? Nie sądzę. Żyjemy w czasach, w których na rynek wypuszcza się produkty niedokończone, często rozgrzebane. Anthem, jeżeli nie chce dołączyć do tej grupy, musi zostać wydane w stanie zadowalającym. Bez większych kontrowersji dotyczących mikropłatności.

W tym momencie na scenę wchodzi Electronic Arts. Zadaniem wydawcy, w świecie idealnym, jest dbanie o produkty, które wziął pod swoje skrzydła. Czy tak jest w przypadku Anthem? Wątpię. Problemy z serwerami dotyczyły obu dem. Co prawda w tym otwartym było lepiej, ale wciąż zdarzały się przypadki, w których grupa została rozłączona w trakcie walki. Pół biedy, jeśli wylecieli po 10 minutach. Mnie serwer wysłał na przymusowe wakacje po 90, gdy moja grupa walczyła już z ostatnim bossem. Straciliśmy wszystko. Jak zapewne się domyślacie, wyłączyłem grę i dałem sobie spokój. Już zostawmy te płonące serwery w spokoju, załóżmy, że czegoś się na nauczyli i w dniu premiery będzie lepiej… Szczerze mówiąc, sam w to nie wierzę. Podejrzewam, że znowu będzie gorąco. Przejdźmy do niesławnego obrazka z wypisanymi edycjami. Jeżeli model sprzedażowy wymaga sporządzenia takiego przewodniczka, to coś jest nie w porządku. Jedyni zaczynają zabawę 15 lutego, inni czekają do 22 lutego. Ta praktyka z wczesnym dostępem jest dziwna, a samo tworzenie setek edycji jednego produktu, po prostu idiotyczne. Pojawienie się tej grafiki wskazuje na to, że potencjalni klienci kompletnie nie rozumieli, kiedy będą mogli zacząć grać. Electronic Arts potrafi zachęcić do kupna, prawda?

Sami odbiorcy są pełni obaw i daleko im do pozytywnego nastawienia. Electronic Arts jest znane z agresywnej monetyzacji. Co prawda w Anthem ma nie być skrzynek z losową zawartością, jednak nie oznacza to, że nie pojawią się później. Mikrotransakcje mają gwarantować różnego rodzaju skórki oraz przedmioty pozwalające na spersonalizowanie wyglądu swojej zbroi. Brzmi tak, jakby to nie wyszło spod ręki Electronic Arts! Tylko wygląd?! Zero elementów przyspieszających rozgrywkę?! Chciałoby się stwierdzić, że czegoś się nauczyli, ale podstawowym problemem będą ceny. Szczególnie ważny jest koszt zakupu waluty premium oraz szybkość zdobywania monet, które pozwalają na zakupy w sklepie bez konieczności wydawania pieniędzy. Wystarczy zainwestować swój własny czas. Niestety, nie wiadomo, jak długo trzeba będzie powtarzać misje, aby kupić sobie nowy wygląd dla zbroi. O tym przekonamy się dopiero w dniu premiery. A szkoda, ponieważ dla wielu graczy było to jeden z istotnych elementów.

Anthem ma szansę stać się produkcją, która przyciągnie spore grono odbiorców. Jednak łatwo tę premierę położyć. Wystarczy kilka niejasności w kwestii mikrotransakcji lub problemy w działaniu serwerów. Nawet jeżeli gra upadnie, to wątpię, aby szczególnie zaszkodziło to Electronic Arts. W swoim portfolio mają mnóstwo innych tytułów. Podejrzewam, że odpowiedzialność za porażkę spadnie na BioWare. Nawet jeżeli nie będzie to ich wina.

Koszt cyfrowej rozrywki

Zbliża się premiera Anthem. Gry, która być może jest ostatnią szansą na odbicie się od dna dla studia BioWare. Twórcy postawili na współpracę pomiędzy graczami, chcą stworzyć zdrową społeczność. Jednak wydawcą pozostaje Electronic Arts. Firma kochająca monetyzować wszystko w swoich grach. Tak do granic możliwości. W przypadku Anthem duży nacisk został położony na program abonamentowy Origin Access Premier.

Dla osób, które zdecydowały się na wykupienie subskrypcji, Anthem zostanie otwarty tydzień wcześniej. Poza tym tacy klienci będą mieli dostęp do olbrzymiej biblioteki tytułów wydanych przez Electronic Arts. Sam korzystam z wersji Basic i w zupełności mi ona wystarcza. Za 80 złotych na rok mogę w każdym miesiącu ograć jakiś znany tytuł. Natychmiastowy dostęp do premier jakoś mnie nie przekonuje. W dalszym ciągu wolę zapłacić raz, niż obserwować, jak pokaźna kwota znika z mojego konta na rzecz giereczkowych abonamentów. Tak, nie przez przypadek pojawiła się tutaj liczba mnoga.

Subskrypcję proponuje także Microsoft. W ramach Xbox Game Pass można otrzymać dostęp do wielu różnych tytułów. Niektóre, na przykład Sea of Thieves, dostępne są w ramach Xbox Anywhere, dzięki czemu można je odpalić na komputerach z Windowsem 10. Nie należy zapominać o Humble Monthly Bundle. Co miesiąc nowa paczka z grami, ale także dostęp do Trove, w którym można znaleźć wiele interesujących tytułów. Na przykład Trine, produkcję mocno inspirowaną grą The Lost Vikings. W tym tekście wymieniłem 3 różne rodzaje subskrypcji, a patrzę wyłącznie z perspektywy osoby, która gra na PC. Jeżeli ktoś posiada jeszcze konsolę, to musi się liczyć z dodatkowymi opłatami, jeżeli chce korzystać z możliwości zabawy w trybie wieloosobowym. Abonamenty w cyfrowym świecie nie są pomysłem nowym. Wystarczy wskazać na Worlds of Warcraft i konieczność opłacania abonamentu, aby mieć dostęp do gry. Jednak, jak do tej pory, trudno wskazać tytuł MMORPG, który powtórzył taki sukces. Zarówno nieistniejących już Wildstar, jak i The Elder Scrolls Online zrezygnowały z comiesięcznych opłat. Nie oznacza to, że branża całkowicie zrezygnowała z tego pomysłu.

Może rok 2019 będzie okresem, w którym pojawi się więcej takich usług? Wydawcy już posiadają własne sklepy, więc naturalnym krokiem byłoby ogłoszenie usługi abonamentowej pozwalającej na dostęp do biblioteki zbudowanej z wybranych tytułów. W świecie streamingu ciekawym przykładem jest Twitch. W zamian za subskrypcję klienci otrzymują nie tylko gry, ale także różnego rodzaju dodatki, na przykład skrzynki do Overwatcha. Uważam, że popularność tego typu rozwiązań będzie rosła. Za sprawą serwisów streamingowych, takich jak Spotify oraz Netflix, zmieniło się podejście do subskrypcji. Mam wrażenie, że łatwiej je akceptujemy. Jednak warto pamiętać, że są one dość niebezpieczne! Łatwo dołącza się do różnych programów abonamentowych, ale czy aby na pewno wszyscy pamiętamy, aby później się z nich wypisać? A pieniądze znikają.

Stwórzmy na chwilę rekina cyfrowych mórz, człowieka grającego i korzystającego z dobrodziejstw Sieci. Niech bawi się zarówno na komputerze, jak i na konsoli. Dajmy mu na imię Patryk. Policzmy, ile wydaje na różnego rodzaju abonamenty, ale z pominięciem kosztów związanych z prądem i dostępem do Internetu. Patryk na pewno ma Netfliksa, wybrał Pakiet Standard za 43 złote. Za Spotify płaci 19,99 złotych. Dodatkowo zdecydował się na Humble Monthly Bundle, co kosztuje go 45 złotych. Skusił się na ofertę Electronic Arts, chciał mieć wcześniejszy dostęp do premier, za co płaci 59,90 złotych. Korzysta z Discorda, a w ramach Nitro ma dostęp do gier niezależnych. Też mu się spodobały, więc płaci 38 złotych. A konsola? Oczywiście, że korzysta z Playstation Plus, czyli z konta znikają 33 złote. Patryk na cyfrowe subskrypcje wydaje prawie 240 złotych miesięcznie! Wymyślony przeze mnie zestaw wcale nie wydaje mi się taki nierealny. Podejrzewam, że jest wiele osób, które wychodzi z założenia, że cena nie jest wysoka, biblioteki spore, więc dostęp może się przydać. A potem szok i niedowierzanie! Gdzie się podziały te pieniądze?! Gdzie znikają?!

Prawda jest taka, że wydawcy gier będą szukali nowych metod zarobku. Agresywna monetyzacja nie spotyka z się z aprobatą klientów. Abonamenty wydają się dobrą alternatywą. Stały przychód, bonusy dla graczy, dostępy do pokaźnych bibliotek. W ten sposób łapie się osoby, które niechętnie kupują rzeczy w sklepach premium. Na dodatek taki model sprzedaży odpowiada traktowaniu gier jako usług. Subskrypcje, po lootbokasach i mikrotransakcjach, wydają się wręcz naturalnym krokiem. Z punktu widzenia biznesowego mają wiele plusów. Również klienci mogą potraktować taką ofertę jako sprawiedliwą. W końcu nie dostają jakiejś skrzynki z losową zawartością, tylko dostęp do biblioteki gier! Z jasno określonymi tytułami! Z pewnością, że będą mogli w grać!

Nie zdziwię się, jeżeli rok 2019 będzie dla gamedevu wielkim czasem subskrypcji.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén