Tag: big data

Duże dane i duże konsekwencje

Postanowiłem, że jeszcze trochę pomęczę temat big data. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze, zdecydowanie zbyt mało miejsca poświęcono danym w mediach głównego nurtu. Mam wrażenie, że nawet w trakcie dyskusji o RODO wielu dziennikarzy nie miało pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Po drugie skończyłem The Age of Surveillance Capitalism Shoshany Zuboff. Uważam, że jest to jedna z najważniejszych książek dotyczących struktur postnowoczesnego społeczeństwa wydana w ostatnich 5 latach. Dlatego, jeśli ktoś chce poznać źródło tego felietonu, to musi przeczytać tę książkę. Nie ma innego wyjścia.

Dobra. Wystarczy tego wstępu. Nie będę przynudzał, nie będę rzucał trudnymi pojęciami i popisywał się erudycją. Nie, żebym tego nie lubił, w końcu charakter mi się nie zmienił, dalej jestem chimerycznym aroganckim bucem. Po prostu uważam, że temat big data wymaga odczarowania. Zerwania zasłony, która z takim uporem tkają korporacje. Od razu zaznaczam, że problem dotyczy wszystkich. Nie tylko tych, którzy aktywnie korzystają z nowoczesnych urządzeń. Dlaczego tak uważam? Sposób wykorzystywania big data wpływa na kształt całego społeczeństwa, a więc nie ma znaczenia, czy ktoś siedzi cały dzień przed telefonem lub spędza dnie w lesie. Konsekwencje wykorzystywania i przetwarzania odczuwamy wszyscy.

Pewnie ciągle gdzieś słyszycie o big data. Może nawet ostatnio trochę częściej, głównie za sprawą pandemii. Tylko że nikt Wam nie chce wytłumaczyć, co to jest, prawda? Odsyłam do Shoshany Zuboff, ta autorka doskonale opisuje, z czym ten temat się wiąże. Mnie bardziej zależy na tym, abyście zapamiętali, że w przypadku big data najważniejsze jest to, że można za sprawą różnych narzędzi wpływać na zachowanie ludzie. JEZU! REPITLIANIE – zakrzykniecie. Nie, nie. Popatrzcie na swoje ostatnie decyzje zakupowe. Ile z nich podjęliście dlatego, że po wyszukaniu jakiegoś produktu zostaliście zasypani materiałami powiązanymi z tą rzeczą? A może w jakiś automagiczny sposób w Waszej skrzynce znalazła się informacja o przecenie? Właśnie w tym celu przetwarza się big data! Chodzi o nasze nawyki, rutyny, którym się oddajemy, chwile słabości oraz ciągłe budowanie w nas potrzeb kupowania i konsumowania.

Spotkałem się ze stwierdzeniem, że marketing przed boomem związanym z Internetem i powstaniem takich gigantów jak Google, koncentrował się na wyszukiwaniu potrzeb klientów. Obecnie się je kreuje, nie przewiduje, ale kreuje. Właśnie za sprawą odpowiednio przetworzonych zbiorów danych. Jeśli myślicie, że mijam się z prawdą, to – ponownie! – zachęcam do przyjrzenia się własnym decyzjom zakupowym. Najlepiej z ostatnich sześciu miesięcy. Szukajcie głównie tych transakcji, których dokonaliście pod wpływem impulsu. A potem zacznijcie kopać głębiej, zobaczycie, że Wasze zachowania stopniowo układają się pewien wzór.

Jeśli odpowiednie wykorzystanie big data wpływa na decyzje zakupowe pojedynczego konsumenta, to co jeszcze można zrobić? Na przykład zmienić układ sił na scenie polityczne, co już się stało za sprawą działań Cambrige Analytica. Pójdźmy krok dalej. Zastanówmy się, jak będzie wyglądało życie w mieście, którego fundamentem będzie zbierania i przetwarzania danych jego mieszkańców.

Myślę, że zajmę się tym następnym razem, gdy najdzie mnie ochota na felietonowanie o big data.

Lokalizacja rozsądku

Porozmawiajmy o big data. O danych. O tym co wielkie korporacje mają na nasz temat. Po żadnym pozorem nie wzruszajcie ramionami i nie mówcie, że teraz ta dyskusja nie ma znaczenia ze względu na pandemię koronawirusa. Teraz jest doskonały moment na to, aby porozmawiać na temat tego, jak wyglądają nasze cyfrowe profile. Wyobraźcie sobie świat, w którym koncerny doskonale znają wasze przyzwyczajenia, nawyki i bez problemu są w stanie opisać waszą codzienną rutynę. A potem zaczynają wpływać na wasze decyzje. Moment! Nic nie musicie sobie wyobrażać, to nasza szara codzienności.

Słyszeliście o raportach mobilności, które udostępnił Google na czas pandemii koronawirusa? Jeśli nie, to zapraszam do odwiedzenia tej strony. Obejrzyjcie wykresy, zobaczcie, jak zmieniło się nasze zachowanie. Miło ze strony Google’a prawda? Taka dobra korporacja, podzieliła się danymi, wszyscy możemy się z nimi zapoznać. Skąd Google ma takie informacje? Z historii lokalizacji, o której możecie poczytać tutaj. Jeśli macie ją włączoną, to zachęcam do sprawdzenia Waszych osi czasu w mapach Google’a. To właśnie stąd wzięły się dane zawarte w raportach mobilności.

W wielu newsach na temat tej inicjatywy Google’a mogliście przeczytać, że jest to rozwiązanie tymczasowe. Pozwolę sobie doprecyzować jedną rzecz – raporty z mobilności są publicznie dostępne na czas ogólnoświatowego zagrożenia zdrowia, historia lokalizacji dalej spokojnie będzie zbierana i przetwarzana przez algorytmy Google’a. Przez cały czas informacje o nas są mielone, nie tylko przez wielkie korporacje, ale także przez rządy. Pandemia pokazała wszystkim, jak istotne w obecnym świecie są nowe technologii, w dużej mierze korzystające z różnych form big data. Właśnie dlatego tak istotne jest to, abyśmy zaczęli się zastanawiać nie tylko nad tym, kto zbierania dane i gdzie są przechowywane, ale także, w jakim celu są przetwarzane.

Jeśli ktoś Wam powie, że robi to specjalny algorytm i zamilknie, to pytajcie dalej. Drążcie, domagajcie się informacji na temat tego, z jakich danych korzysta, jak je przetwarza, jak tworzone są wyniki jego pracy, jak są interpretowane i czy macie możliwość odwołania się. Ten ostatni element jest dość istotny, ponieważ w ten sposób możecie żądać tego, aby pracy maszyny przyjrzał się człowiek. Jedną z wielu rzeczy, o których nie mówi się w kontekście big data, jest to, że algorytmy mogą być stronnicze. Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest mnóstwo, dlatego tak ważne jest to, aby wiedzieć, na jakim zbiorze danych była trenowana podejmująca decyzje maszyna. Może już na tym etapie pojawiła się pewna stronniczość, którą potem struktura zaczęła utrwalać?

Dlatego w przypadku przetwarzania naszych danych w trakcie trwania pandemii koronawirusa, istotne jest pytanie o to, na jakich zasadach będzie ono przebiegało. Pytajcie o to, czytajcie regulaminy, sprawdzajcie po kilka razy, co będzie działo się z waszą lokalizacją, informacjami o kontaktach, WiFi, a nawet Bluetooth.

Literat przegląda Internet #113

W tym tygodniu odpuściliśmy sobie notowanie listy przebojów. Męczą nas aktualne propozycje, czekamy, aż się trochę pozmienia. Ja szykuję się do powrotu do normalnego funkcjonowania!

Komu bardziej ufać? Danym? A może użytkownikom?

Jak RPG wpłynęły na gry akcji? Ciekawy artykuł.

ADSL działa na mokrym kablu. Potwierdzone.

Facebook powoduje rozpad więzi społecznych. Prawda czy fałsz?

Czego chce Putin? To pytanie zadaje sobie wiele osób.

Literat przegląda Internet #106

Przegląd z poślizgiem, bo wczoraj wieczór rozpoczął się od walki z niesfornym serwerem. Na szczęście po dwóch godzinach wszystko wróciło do normy, ale działy się bardzo dziwne rzeczy.

Skoro już o komputerach piszę, to na start materiał o AI w Pacmanie.

D&D przeżywa drugą młodość?

Skąd wzięły się spadające litery w filmie Matrix?

Praca doktorska Stephena Hawkinga jest publicznie dostępna!

Big data w chińskim wydaniu, czyli Wielki Brat Patrzy!

Czujne psy

W Internecie pojawia się coraz więcej informacji na temat gry Watch_Dogs 2. Jest to produkcja studia Ubisoft, które słynie z obiecywania wspaniałych grafik oraz interesujących mechanik, a daje graczom tytuły mniej lub bardziej dopracowane. Pierwsze Watch_Dogs zdobyło trochę fanów, ale tej produkcji daleko do popularności takiej serii jak Assasin’s Creed. Przyznam szczerze, że Watch_Dogs kupiłem na jakiejś promocji i od razu o nim zapomniałem. Wylądowało na wirtualnej półce i czekało na swoją szansę.

Nadeszła ona teraz. Zainstalowałem grę, odpaliłem i muszę przyznać, że nie poczułem się szczególnie oczarowany. Fabuła Watch_Dogs to taki narracyjny klocek, samej opowieści zabrakło porządnego doszlifowania, a system używania przedmiotów jest do bólu nieintuicyjny. Dla mnie całą grę ratuje interesujący kontekst. Gracz w Watch_Dogs trafia do nowoczesnego Chicago, ale nie jest to produkcja utrzymania w konwencji science fiction. Miastem zarządza system ctOS -jest zainstalowany absolutnie wszędzie, dzięki czemu pozwala na całkowitą kontrolę mieszkańców. I ten temat w Watch_Dogs jest bardzo, bardzo ciekawy i aktualny. Dyskutujemy na temat danych zbieranych przez Google’a oraz Facebooka i zastanawiamy się, ile jeszcze prywatności poświęcimy, aby żyło się nam lepiej.

W Watch_Dogs wyraźnie widać, że takiej granicy nie ma. Mieszkańcy Chicago są nieustannie monitorowani, ale nie tylko poprzez kamery na ulicach. Każdy, absolutnie każdy sprzęt podłączony do Sieci i działający na ctOSie pozwala na kontrolowanie jego właściciela. Z włamań, jakich dokonuje Aiden Price, (główny bohater gry Watch_Dogs) możemy dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy o mieszkańcach miasta. Gracz otrzymuje dostęp do pragnień, tęsknot oraz problemów wszystkich osób, które posiadają telefon. Z łatwością może sprawdzić, o czym ostatnio rozmawiali, do kogo dzwonili, a także, czy nie popełnią przestępstwa.

Świat zaprezentowany w Watch_Dogs nosi znamiona antyutopii. Użytkownicy system ctOS są mamieni poczuciem bezpieczeństwa, a także tym, że firma Blume, która zarządza tym oprogramowanie, działa wyłącznie dla ich dobra. Chicago, przynajmniej pozornie, jest bezpieczne, odpowiednio monitorowane oraz przyjazne dla wszystkich. Jednak w trakcie eksploracji miasta w Watch_Dogs zauważyłem, że wcale tak nie jest. System ctOS zbiera wiele wrażliwych danych, wręcz inwigiluje mieszkańców. Oczywiście wszystko to dla ich dobra, ten element wszechobecnej kontroli jest przerażający. Zbieranie kolejnych danych pozwala na dostrzeżenie, że Chicago nie jest krainą mlekiem i miodem płynącą. Wprost przeciwnie – gdzieś w cieniu czai się bolesna prawda o osobach, które zarządzają ctOS, o tym do kogo właściwie należy to miasto.

Liczę na to, że właśnie te problemy zostaną mocniej podkreślone w Watch_Dogs 2. Przyszłość pokazana w obu grach wcale nie jest, aż tak odległa. Wprost przeciwnie – zaczynamy żyć w świecie, w którym ciągle ktoś zbiera dane na nasz temat. Pytanie brzmi: co z nimi robi?

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén