Wkradł nam się mały chaos do modelu podziału nauk. Wysysamy go z mlekiem matki, od razu wiemy, że są humaniści i ścisłowcy. Ci pierwsi powinni zniknąć, bo nie przystają do nowej rzeczywistości, w której potrzebni się tylko programiści, robotycy, matematycy i tak dalej, i tak dalej. Jest, oczywiście, stereotypowe, a więc mocno upraszczające, przedstawienie problemu, jednak w taki sposób jest on prezentowany w mediach. Przesiąkamy nim i osoby o mniejszym nastawieniu krytycznym zaczynają go powtarzać.

Na szczęście są takie teksty jak Humanistyka ścisła Ewy Lalik. W tym felietonie jest wiele nieścisłości, ale spostrzeżenia autorki są cenne, podobnie jak dyskusja w komentarzach. Ciekawe jest to, że wciąż są ludzie, którzy bronią się przed medialną nagonką dzielącą świat na dwa przeciwstawne sobie i zwalczające się obozy. Spostrzeżenie, że potrzebujemy zarówno humanistów, jak i ścisłowców jest, po prostu, słuszne. Te nauki się uzupełniają, czasem stanowią dla siebie inspirację. Bo czym byłaby fantastyka naukowa bez odkryć? Pewnie w ogóle by jej nie było, a dzięki temu, że jest, to mam się czym zajmować jako literaturoznawca. Trzeba szukać połączeń, budować mosty, a nie obrażać się na siebie i traktować jak wrogów. Nikt na tym nie skorzysta. Dzięki różnicom w postrzeganiu świata interdyscyplinarna współpraca na pewno będzie owocna. Trzeba tylko chcieć.

Warto również zadać sobie pytanie, skąd w ogóle wziął się taki podział. Czy faktycznie jest sztuczny, a może prawdziwy, odpowiadający na realne potrzeby oraz cechy danych nauk? Stworzyliśmy tę opozycję – bo tak widzą to media – w wyniku racjonalnego przebłysku w szaleństwie katalogowania? Przyzwyczajenie każe nam myśleć, że skoro tak jest, to są ku temu powody, że zawsze tak było, że ten podział na pewno jest naturalny. Dla dobrze wykształconego kulturoznawcy nie ma nic naturalnego, dlatego na wykładach zajmowaliśmy się również tym problemem. Wniosek jest jeden – usystematyzowania naszych pól zainteresowań potrzebowaliśmy zawsze i zawsze zastanawialiśmy się, jak nasze myślenie opisuje świat.

Arystoteles wprowadził trójpodział nauk. Twierdził, że są one teoretyczne, praktyczne i pojetyczne, a za najcenniejsze uważał tylko te pierwsze. Zaliczał do nich metafizykę (była najważniejsza!), matematykę oraz fizykę, ich wyjątkową cechą miało być to, że tworzyły wiedzę, dla samej wiedzy. Stąd umiłowanie do metafizyki, która miała prowadzić do głębokiego poznania rzeczywistości. Nauki praktyczne miały na celu doskonalenie moralne, a pojetyczne wykorzystywały wiedzę, do opisu świata. To może wrócimy do arystotelesowskiego podziału? Myślę, że nie sprawdziłby się w naszej rzeczywistości, ze względu na model nauki, które współcześnie stosujemy. Bardzo dobrym przykładem jest tutaj okres średniowiecza, w którym funkcjonowało siedem sztuk wyzwolonych, znane nam z lekcji historii jako artes liberales. Podzielone były na Trivium (gramatyka, retoryka, dialektyka) oraz Quadrivium (arytmetyka, geometria, astronomia i muzyka). Nie przez przypadek brakuje teologii – nauka artes liberales, nauk wyraźnie świeckich, stanowiła wstęp do teologii. Taki był obowiązujący model nauki w średniowieczu i chociaż dzisiaj wydaje nam się on kompletnie pozbawiony sensu, to wtedy był traktowany ze śmiertelną powagą.

Postrzeganie dziedzin umożliwiających nam poznanie zmienia się cały czas. Warto wspomnieć o pozytywizmie oraz o bardzo ważnym dla tego ruchu intelektualnego naukowcu. Auguste Comte stworzył jego fundament, który nazwał filozofią pozytywistyczną. Trzeba zapytać o różnice, czym różniła się ona od filozofii niepozytywistycznej? Auguste Comte kładł duży nacisk na praktyczność badań, to aby można było je do czegoś konkretnego wykorzystać. Trzeba było być pewnym tego, czym się człowiek zajmuje, filozofia pozytywistyczna wykluczała krytyka dla samej krytyki i zakładała konieczność poszukiwania skutecznych rozwiązań. Jak widać potrzeba praktyczność, nie jest wyłącznie cechą XXI wieku, jeszcze mocniej upominał się o nią wiek XIX, bo w tym okresie działał Auguste Comte.

Zamiast kłótni potrzebujemy świadomości. Warto zacząć od przeanalizowania modelu nauki jakim współcześnie się posługujemy. To pierwszy krok, konieczny, ponieważ pozwoli na zbudowanie fundamentu dyskusji. Zadanie dla odważnych i mam nadzieję, że już tacy się znaleźli.