Tag: crpg

Jewels of an RPG / IBBoard

Filary wspomnień

Premierę Pillars of Eternity przywitałem z radością i nadzieją. Od chwili, gdy ukończyłem fenomenalne Divinity: Orginal Sin zacząłem oczekiwać od gier cRPG czegoś więcej, niż tylko odrobiny rozrywki. Produkcje z tego gatunku mają mi także dostarczyć historii, dopiero wtedy będę mógł szczerze stwierdzić, że były warte spędzonych godzin. I z Pillars of Eternity mam poważny problem.

Grało mi się świetnie. Niewiele elementów mnie rozczarowało, dialogi najmniej, mechanika była w porządku, a sama historia nie odbiegała od średniej. Zaproponowana przez twórców fabuła jest dla mnie przeciętna, miałem okazję uczestniczyć w znacznie bardziej „bohaterskich” wydarzeniach. Najbardziej spodobała mi się eksploracja map, poszukiwanie dodatkowych zdań, a czasem po prostu czytanie opisów przedmiotów rozrzuconych po lokacji. Twórcy Pillars of Eternity stworzyli wciągający świat przedstawiony, który trudno opuścić i w ten sposób przypomnieli o fundamencie gier RPG – o historii, o narracji sprawiającej, że gracz zaczyna się utożsamiać z prowadzoną postacią.

Problem polega na tym, że – przynajmniej w moim przypadku – wejście w historię było także związane z tęsknotą za Wrotami Baldura. Grało mi się świetnie, ponieważ miałem wrażenie, że wsiadłem do wehikułu czasu, który przeniósł mnie w świat izometrycznych i wymagających gier cRPG. Na pozytywnej ocenie zaważyła nostalgia i zacząłem się obawiać tego, że z wiekiem robię się coraz bardziej sentymentalny, co negatywnie wpłynęło na jakość rozgrywki.

Wielokrotnie przyłapałem się na nostalgicznych porównaniach Pillars of Eternity z Wrotami Baldura. Uśmiechałem się i myślałem: tak jak we Wrotach kiedy… lub we Wrotach było lepiej… lub szkoda, że we Wrotach nie było takiej twierdzy…, i tak dalej, i tak dalej. W końcu zacząłem się zastanawiać, w co ja w zasadzie gram? Po chwili dotarło do mnie, że gram sobie we własne wspomnienia. Doświadczenie to było bardzo przyjemne i sądzę, że wielu starszych fan(atyków) cRPG z radością sięgnie po Pillars of Eternity. Chociaż by po to, aby dać się porwać nostalgii. Tylko czy to wystarczy, aby gra zapisała się na dłużej w prywatnych historiach graczy?

Pillars of Eternity / Obsidian Entertainment

Pillars of Eternity / Obsidian Entertainment

Darkest Dungeon / Red Hook Studios Inc

Najmroczniejszy z lochów

Czy jesteście już zmęczeni opowieściami o odważnych bohaterach pokonujących mroczne lochy? A może macie dość bajkowych historii o szlachetnych złodziejach zdobywających skarb w celu ratowania świat? I jeszcze jedna rzecz – macie powyżej uszu łatwych gier, w których twórcy prowadzą graczy za rękę przez kolejne lochy? Jeżeli, Droga Czytelniczko lub Drogi Czytelniku, odpowiedziałaś/odpowiedziałeś* na wszystkie pytania słowem “tak”, to koniecznie sięgnij po Darkest Dungeon.

Grę można nabyć we wczesnym dostępie na platformie Steam. Przyznam szczerze, że nie jestem fanem tego rozwiązania i wolę poczekać, aż dana gra zostanie dokończona i wydana w sposób „normalny”. Przerażające są także ceny: za Darkest Dungeon trzeba zapłacić 19,99 EUR, co – w przeliczeniu – daje jakieś 82 złote! Za taką cenę można już kupić Cities: Skyline, które premierę miało kilka dni temu! Niezależna gra w cenie jednej z najciekawszych pozycji tego roku? I właśnie dlatego nie przepadam za systemem wczesnego dostępu na Steamie. Bardzo często człowiek płaci za bycie betatesterem, na szczęście w przypadku Darkest Dungeon jest inaczej.

Darkest Dungeon / Red Hook Studios Inc

Darkest Dungeon / Red Hook Studios Inc

Sam produkt jest już całkiem dopracowany. Piękna i mroczna dwuwymiarowa grafika, ciekawie rozwiązany turowy system walki i wiele interesujących wyzwań. Twórcy Darkest Dungeon atakują znany wszystkim graczom schemat „bohaterskiej podróży po lochach, w której herosi biorą na klatę najgroźniejsze potwory i nic sobie z tego nie robią”. Tutaj jest całkowicie inaczej. Każda z postaci ma współczynnik stresu, który wzrasta wraz z czasem przebywania w lochach oraz w trakcie walki. Gdy pasek się wypełni bohater może oszaleć i wtedy jego czyny staną się całkowicie nieprzewidywalne. Sukces jest rzadkością, przynajmniej do momentu opanowania mechaniki gry, i czasem trzeba cieszyć się z szybkiej ucieczki i uratowaniu kilku bohaterów. Jest ciekawie i trudno.

Darkest Dungeon wnosi trochę świeżego powiewu do gier wykorzystujących model RPG. Jest czymś pomiędzy udawanym dark fantasty w postaci Blackguards i piekielnie trudnym Dark Souls. Zamiast bohaterskiej podróży mamy walkę o przetrwanie, o każdy punkt życia i kawałek skarbu. Wydarzyć się może wiele, czasem śmierć jest koniecznością, a innym razem poświęceniem. Darkest Dungeon zabiera gracza w bardzo specyficzną podróż i na pewno nie jest dla każdego. Ale wartą ją wypróbować. Gdy już będzie w promocji, bo jeszcze nie jest warta tych 82 złotych.

(niepotrzebne skreślić zmywalnym markerem na ekranie komputera)

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén