Sprawy związane ze sztuczną inteligencją fascynują mnie od dłuższego czasu. Zainteresowanie to wywołane jest nie tylko przez urzeczenie fantastyką naukową, wynika ono także z namysłu nad stanem kultury. W końcu jest się tym kulturoznawcą i pięć lat studiów zaprogramowało mnie na specyficzne postrzeganie różnych – ważnych lub całkowicie nieistotnych – spraw. Na pewno kwestią istotną jest rozwój sztucznej inteligencji.

Nie ma co się czarować – rozpędzonej machiny postępu w żaden sposób nie da się zatrzymać. Próbowali tego luddyści, na początku XIX wieku. Ten radykalny ruch związany był z wynalezieniem maszyn tkackich. Rewolucja przemysłowa przyniosła ze sobą zanik miejsc pracy, ponieważ wraz z nią przyszły różnego rodzaju urządzenia, które wykonywały zadania, do tej pory, przeznaczone wyłącznie dla ludzi. Dlatego dzisiaj naszych ubrań nie szyja mistrzowie tkaccy. Jak widać ruch luddystów, został odnotowany przez historię. Jednak trudno powiedzieć, że ich postulaty realnie odbiły się na rzeczywistości. Bliższe prawdzie będzie stwierdzenie, że maszyna postępu ich po prostu rozjechała. Co ciekawe o luddystach uczymy się w szkole, niektórzy pewnie robili o tym nawet prezentację maturalną, ale nie wyciągamy wniosków z przeszłości.

Robotyzacja wkrótce postawi nas przed dokładnie takim samym problemem. Tylko że zamiast XIX wieku, w podręcznikach do historii ludzie napiszą, że był to wiek dwudziestyktóryś. Wynalazek samojeżdżącego samochodu to wspaniała rzecz, ale zagrożeni są kierowcy. Do czego będą wtedy potrzebni? Mogą stać się reliktem przeszłości. Drony, które będą dostarczały towary lub rozkładały je w magazynie – świetne! Tylko że wtedy zupełnie niepotrzebny będzie człowiek. To nie są wymysły przepisane z jakiejś powieści science fiction, ale fakty, pomysły, które już teraz się realizuje. Czy jesteśmy na to przygotowani? W żadnym wypadku, raczej ślepo wierzy w to, że jednak ludzie pozostaną na stanowiskach pracy. Obawiam się, że będzie zupełnie inaczej. To człowiek jest zawsze najdroższym elementem każdego przedsięwzięcia, kto prowadził kiedyś firmę, ten doskonale o tym wie. Czy bezduszne korporacje przejmą się losem swoich pracowników, których zastąpią maszynami? Odpowiedź jest prosta – nie.

To nie jest tak, że zagrożeni mogą czuć się wyłącznie niewykwalifikowani pracownicy. Rozwój sztucznej inteligencji może pozbawić zawodu także innych specjalistów. Bardzo dziwnie pisze mi się te słowa, ponieważ gdzieś w okolicy pleców czuję ciężar tego, co wkładają mi do głowy media. Tam dominuje jednostronne przedstawienie sprawy – nowoczesne technologie, roboty i sztuczna inteligencja, to droga do raju, jedyna możliwość osiągnięcia utopii na Ziemi. A te mnie pozytywne wizje można sobie między bajki włożyć, bo to przecież tylko książki i filmy. Każdy, kto myśli inaczej jest traktowany jako wariat. Korzysta z wynalazków i krytykuje? Hipokryzja! Ja tak nie uważam. Trudno dzisiaj rozdzielić naszą egzystencję od kolejnych wymysłów nowoczesnych technologii, ale to nie znacznie, że mamy je przyjmować jako objawione dobro i je czcić. Pytajmy o to, po co powstają i co z nami robią. Zastanówmy się nad kierunkiem, w jakim to wszystko zmierza.

Gdy przeczytałem Stephen Hawking AMA, to dotarło do mnie, że są na świecie ludzie, którzy jednak się nad tym zastanawiają. Być może to mniejszość, ale przynajmniej bronią się przez medialnym hurraoptymizmem. Na dodatek, to AMA pokazało, że problem sztucznej inteligencji jest bardzo złożony. Wymaga wspólnych działań specjalistów z różnych dziedzin, nie tylko tych związanych z naukami ścisłymi. Szkoda, że nagle postanowiliśmy zadręczyć humanistykę i kochamy jej udowadniać, że jest już zbędna. Lektura wypowiedzi wskazuje, że kontynuowanie tego myślenia może mieć bolesne reprekusje.

//Obrazek wyróżniający: These are the droids you’re looking for / Maciej Korsan (CC0)