Tak już mam, że z uwagą śledzę dyskusje na temat polskiej kultury w Internecie. Teksty bywają różne. Jedne lepsze, a inne gorsze, ale jest jeden element wspólny dla wszystkich krytykujących współczesną kulturę – zdają się nie widzieć środka. Ostatnio trafiłem na felieton Ewy Lalik Kulturowy rozbiór Polski. Kilka argumentów było słusznych, ale moim zdaniem autorka popełnia klasyczny błąd polskich krytyków kultury. Przeciwstawia, korzysta z jednoznacznej i nieruchomego podziału, słowem widzi kulturę wysoką oraz kulturę niską. Jest to bolesne uproszczenie, z którym walczę przynajmniej od czterech lat.

Podział jest prosty i wszystkim znany. Mamy kulturę wysoką, w której spokojnie siedzą najdoskonalsze dzieła, twórcy natchnieni i wyjątkowi. Mickiewicz obok Słowackiego, Norwid ramię w ramię z Herbertem. Tą kulturą wypada się zajmować, mówić o niej. Stanowi centrum naszej edukacji. Zaraz obok niej jest kultura niska, którą można przedstawić jako niezwykle przepasany wór. Ląduje tam wszystko to, co nie wpadło do tego lepszego zestawu. Dlatego można tam bez problemu znaleźć disco polo, ale także twórczość Andrzeja Sapkowskiego. Żadnego rozróżniania, porównywania wzorców. Po prostu to, co nie jest kulturą wysoką, jest kulturą niską. Takie rozumowanie zupełnie nie oddaje dynamicznych przemian wśród tekstów kultury. Znacznie bezpieczniej byłoby porzucić tę typologię i wprowadzić trzeci rodzaj, ten będący pomiędzy. Właśnie z nim mamy najwięcej problemów.

Prostym i zdroworozsądkowym podziałem jest następujące przedstawienie: kultura wysoka, kultura popularna oraz kultura masowa. Oczywiście należy unikać szkodliwego wartościowania, ponieważ klasyfikacja poszczególnych tekstów może łatwą ulec zmianie. Świadczy to o tym, że myślenie o podziale kultury, jej polach, jest wyraźnie historyczne i należy je za każdym razem dopasować do aktualnego kontekstu. Problem polskiej kultury polega na tym, że nigdy nie udało się nam wykształcić kultury środka, czyli kultury popularnej. Zauważono to już w dwudziestoleciu międzywojennym. Kwestia ta została poruszona w kilku tekstach Karola Irzykowskiego, szczególnie w tych poświęconych Stefanowi Grabińskiemu, oraz była ważna w myśli Ignacego Fika, który zauważył ważność kultury popularnej poprzez dostrzeżenie różnych rodzajów fantastyki. Kwestię tę, poprzez próby opisywania literatury popularnej, opisywały „Wiadomości Literackie”. Celem tego czasopisma było właśnie łączenie różnych nurtów, z artykule programowym redakcja wyraźnie wskazuje potrzebę znalezienia pewnego rodzaju pomostu pomiędzy zjawiskami kultury wysokiej a treściami popularnymi.

Po dwudziestoleciu międzywojennym, po tym chwilowym oddechu wolności, przyszła wojna, a następnie, zaraz po niej, komunizm. W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej teksty popularne miały jeden cel: wykuwać nowego człowieka. Stąd potrzeba pisania powieści produkcyjnych oraz kryminałów milicyjnych, w których wychwalano jedyny słuszny porządek. Trudno oczekiwać, aby tak mocno zaangażowane ideologicznie gatunki zostały uznane za dobre przykłady tekstów kultury popularnej, tak się nie stało. Jednocześnie trudno powiedzieć, że po transformacji cokolwiek się w tej kwestii zmieniło. Powierzchownie na pewno tak, w końcu mamy szkołę polskiego kryminału, na czele z Markiem Krajewskim, polską fantastykę, czyli Andrzeja Sapkowskiego oraz wyjątkową fantastykę naukową z genialnym Stanisławem Lemem. W dalszym ciągu funkcjonuje u nas kult nazwiska, konieczność znalezienia genialnego twórcy. Nie potrafimy przyznać, że sama rozrywka jest wartością, a jest to jeden z podstawowych elementów kultury popularnej.

Ten brak środka doskwiera nam przez cały czas. Co z tego, że kogoś bawi disco polo? Śmiem twierdzić, że trudno znaleźć osobę, którą przynajmniej raz nie bawiła się przy tym rodzaju muzyki. Uczymy o wielkich dziełach i z wielką łatwością dyskryminujemy te popularne. Zapomnieliśmy o tym, że umiejętność poruszania się po różnych tekstów jest bardzo, bardzo ważna.