Tag: digital dragons 2017

Szaleństwa gamedevu

Gry komputerowe to w dalszym ciągu temat interesujący i mody. Z wielką uwagą śledzimy poczynania naszych rodzimych twórców. Są tacy, którzy wciąż czekają na zapowiedź czwartej części komputerowego Wiedźmina. Jednak warto pamiętać o tym, że ten segment cyfrowej rozrywki nie składa się wyłącznie z otwartych światów i trudnych moralnych wyborów. W dalszym ciągu pojawiają się produkcje całkowicie nastawione na rozrywkę. To dobrze, że wciąż umiemy się bawić.

Nie neguję sensowności istnienia takich tytułów jak This War of Mine, Frostpunk (wciąż powstaje, ale zapowiada się na moralny surwiwal) lub Firewatch. Takie produkcje są potrzebne, ponieważ wprowadzają do gier komputerowych trudne tematy istniejąca w kulturze. Pokazanie niektórych problemów – np. życia cywilów w trakcie wojny – w formie interaktywnej rozgrywki z interesującą historią, budzi w odbiorcy inne doświadczenia, niż film lub książka. Istotny staje się element uczestnictwa. Jednak w dobie coraz cięższych tematycznie gier, warto poszukać także tych tytułów, które mają rozbawić odbiorcę.

Swojego czasu przez Steama przetoczyła się fala dziwnych symulatorów. Gracz miał możliwość zostania kozłem, kromką chleba, a nawet chirurgiem, któremu obce były sterylne przestrzenie szpitala. Te tematy znalazły swoich nabywców, nawet zagorzałych fanów. Był dowodem na to, że twórcy gier komputerowych wciąż poszukują nietypowych historii dla medium, w którym się poruszają. Na pewno symulator kozy, w którym jedynym celem była demolka, nie gwarantował szczególnych przeżyć estetyczny, ale był interesującą formą rozrywki. Bawił, w odmienny sposób, ale bawił. Często mam tak, że chcę odpocząć od walki z codziennością i wtedy sięgam po produkcje, które wymagają minimum myślenia. Jednak w dalszym ciągu muszą mieć pomysł, wizję, coś, co mnie przyciągnie. Bycie kromką chleba wydaje się doświadczeniem niestandardowym, a co, gdyby ktoś zrobił symulator gołębia?

Żadne latarnie nad miastem i plamienie ubrań. Walka o życie! Uliczne bójki o kawałek chleba, starcia nad okruszkami bułki! Szalone! Interesujące! Już istniejące. Pigeon Fight po raz pierwszy zobaczyłem na Digital Dragons. Nic odkrywczego, zastosowanie mechaniki bijatyki, gra w formie rozgrywki na imprezę, ze względu na lokalnego multiplayera. LAN party z gołębiami w tle – to do mnie przemówiło i zauważyłem, że nie byłem osamotniony w zainteresowaniu. Pigeon Fight jest dowodem na to, że gra musi mieć pomysł, musi być w interesujący sposób opowiedziana. W przeciwnym razie nawet najbardziej oryginalna mechanika nie znajdzie zbyt wielu odbiorców. Czasem odnoszę wrażenie, że adepci tworzenia gier komputerowych od razu rzucają się na głęboką wodę. Z sosnowieckiego spotkania zapamiętałem interesujące Indygo oraz człowieka, który wraz z kolegami, w sumie było ich z 5 osób, tworzył MMORPG. Skomplikowany system rozwoju postaci, tworzenie przedmiotów, wielowątkową historia – to ma być pierwsza gra nowego studia. Przepis na spektakularną porażkę.

Sam zastanawiając się nad własną grą, bo miewam takie chwilę, wolałbym zająć się czymś mniej skomplikowanym. Może przygodówką point and click? Kiedyś bardzo je lubiłem i pamiętam, że kluczowym problemem była tutaj historia, pomysł na świat i postacie. Sama mechanika jest prosta, intuicyjna i znana wszystkim graczom, co nie oznacza, że nie można jej w ciekawy sposób wykorzystać. Wystarczy dobre opakowanie, kilka minigier w formie zagadek i już zaczyna się klarować przepis na ciekawą przygodówkę.

Cyfrowe smoki

Po co jeździ się na imprezy branżowe? Dla darmowego piwa? Niewykluczone. Dla sprawdzenia czym aktualnie zajmuje się konkurencja? Jak najbardziej. Dla poszerzenia wiedzy? Można, ale to nie jest warunek konieczny. A może po prostu po to, aby posiedzieć wśród swoich i pogadać o grach komputerowych? Tak, ten ostatni powód przemawia do mnie najmocniej. Właśnie dlatego w tym roku wybrałem się na Digital Dragons w Krakowie.

Przywykłem do konferencji naukowych, małych lub większych. Jednak zawsze uderzała mnie na nich hermetyczna atmosfera. Nikt nie był z przypadku, każdy „czymś” się zajmował, w „czymś” się specjalizował. Po pierwszych prelekcjach uczestnicy szybko dzielili się na grupki związane z aktualnie prowadzonymi badaniami i nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ w ten sposób zapewniona była skuteczna wymiana informacji. Jednak literaturoznawcy zawsze trudniej było porozumieć się z językoznawcą. Inne metodologie, odmienne spojrzenia na język oraz jego funkcje. Gdy wybierałem się na Digital Dragons, to zastanawiałem się, czy na targach związanych z grami komputerowymi będzie podobnie.

Na pewno zauważyłem, że łatwo nawiązać kontakt z innymi osobami z branży. W końcu wszyscy siedzimy w tym samym bagnie, mierzymy się z podobnymi problemami i walczymy o stworzenie jak najlepszej gry komputerowej. Digital Dragons było dla mnie doświadczeniem cenny, ponieważ, w trakcie rozmów z twórcami gier niezależnych, dużo dowiedziałem się na temat cyklu wydawniczego tego typu tytułów. Przeczuwałem, że wcale nie jest to piękna bajka, ale potężny wysiłek, który może się nie zwrócić. Digital Dragons to świetna przestrzeń, w której można zderzyć swoje wyobrażenia o branży z szarą rzeczywistością. Dlatego, jeżeli myślicie o tworzeniu cyfrowych produkcji, warto zainwestować w wejściówkę na te targi i porozmawiać z osobami bardziej doświadczonymi przez branże. Same prelekcje również są ciekawe, ale zdarzają się także prezentacje pełne lania wody. Na kilku takich się znalazłem, były efektowne, niestety niosły bardzo mało treści i niewiele udało mi się z nich nauczyć.

Jednak najistotniejsze są nowe produkcje, w które można pograć w ramach Indie Showcase. Idealny przegląd aktualnych trendów w polskim nurcie produkcji niezależnych! Ku mojemu zdziwieniu nie dominowały tam RPGi z domieszką survivalu. Muszę przyznać, że wiele pomysłów zaskoczyło mnie oryginalnymi mechanikami, a także jakością wykonania. Na pewno warto mieć gotową i działającą grę, bo przyjazd z prototypem, ze wstępną realizacją projektu, całkowicie mija się z celem. Indie Showcase na Digital Dragons, to idealna okazja, aby porozmawiać o swojej pierwszej (lub kolejnej) grze z osobami, które mają już kilka tytułów na koncie. W tym roku widziałem wiele interesujących produkcji, o których na pewno wkrótce usłyszymy. Co prawda wiele z nich może nie wyjść poza sferę eksperymentu. Jedną grę zapamiętam na długo – twórcy postanowili przedstawić walkę o przetrwanie z perspektywy gołębia. Czwórka graczy walczy o kromkę chleba, wszystkie chwyty dozwolone. Produkcja genialna w swoim szaleństwie.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén