Po pierwszej turze wyborów nie obudziłem się w nowej Polsce. W dalszym ciągu naszym narodem targają sprzeczne emocje. Jeżeli ktoś zagłosował na innego kandydata, niż x (tu wstawić dowolnego z listy), to jest ciemniakiem, niebezpiecznym elementem, osobą, która przyczynia się do upadku Polski. Dlatego nie dziwił mnie styl kampanii.

Skoro potencjalni wybory się oczerniają, to co stoi na przeszkodzie, aby element ten wykorzystywać w spotach? W Polsce jest społeczne przyzwolenie na straszenie obywateli daną partią polityczną, obrażanie się na kandydatów i opuszczenie debaty i – co jest najgorsze! – na zmienność poglądów podyktowaną porażką. Jest dopiero wtorek, a ja już wszystko to widziałem w Internecie. Raz PiS straszy PO, innym razem PO straszy PiSem. Dziwi mnie to, że część obywateli daje się kontrolować w taki sposób. Ktoś może powiedzieć, że to tylko element walki politycznej i będzie miał rację. Ale ta retoryka staje się coraz mocniejsza, zaczyna ona przysłaniać programy wyborcze. Sytuacja jest absurdalna, ponieważ obywatele są w stanie zagłosować na danego kandydata, nie mając pojęcia jak wygląda jego program wyborczy, tylko dlatego, że pod rządami tego drugiego będzie straszniej, głupiej i ciemniej. Pięknie.

Obaj kandydaci, którzy zmierzą się w drugiej turze chwalą się, że liczy się dla nich dialog. I tu, chociaż szczególnym sympatykiem nie jestem, muszę przyznać, że Andrzej Duda wywiązuje się z obietnicy. Wziął udział w debacie? Wziął. Poziomem nie odbiegała ona widowisk kabaretowych, które pojawiają się w ramówce „Dwójki”, ale to urzędującego prezydenta zabrakło i w ten sposób przegrał. Bronisław Komorowski poniósł także porażkę w Internecie. Nie wiem kto prowadzi jego konto na Twitterze, ale niech przestanie. Te krótkie wypowiedzi przynoszą więcej szkody, niż pożytku. Ten element kampanii, aż prosi się o solidne case study, zrobione przez osobę doświadczoną w budowaniu relacji zapośredniczonych przez media społecznościowe.

Ostatnim elementem przygotowań do drugiej tury jest agitacja. Równie wstrętna, jak straszenie obywateli. Nagle wszyscy będą wprowadzać JOW-y, jakby to była jedna metoda, aby zdobyć głosy wyborców Pawła Kukiza. Ale w tych dwudziestu procentach było bardzo dużo wyborców, którzy w ten sposób pragnęli pokazać niechęć do polskiej sceny politycznej! W Polsce jest grupa świadomych obywateli, która pragnie reform, a nie zwykłych obietnic. Te osoby mają dość chamstwa polskiej sceny politycznej, jej arogancji i ignorancji oraz traktowania mieszkańców Polski jak niewolników, których zadaniem jest pracować, płodzić dzieci, płacić podatki i umrzeć. Chcą czegoś więcej.

Dlatego mam poważny problem – nie wiem na kogo głosować. Żaden z kandydatów mnie nie przekonuje. Wątpię, aby ta sytuacja mogła się zmienić po debacie. Chętnie ją obejrzę i mam nadzieję, że będzie mniej kabaretowo, niż poprzednim razem. A dobrze wiem, że rzut kośćmi nigdy nie zniesie przypadku.

Anne-Lise Heinrichs / indecision dice (CC BY 2.0)

Anne-Lise Heinrichs / indecision dice (CC BY 2.0)