Jak większość – bo ostatnio dowiedziałem się, że jednak nie wszyscy – oglądam seriale. Fascynowałem się Detektywem, z niecierpliwością wyczekiwałem na kolejne odcinki Banshee, w kolejce mam Fargo i Watahę. Najpierw muszę skończyć te rozgrzebane, czyli Wirusa i Gotham. Pierwszego nie polecam. Wampiry kiczowate, postaci mało charakterystyczne – jeżeli nie ma się nic lepszego do roboty albo ma się ochotę na obejrzenie kiepskiego serialu, to wtedy jest idealny. W przeciwnym wypadku lepiej poszukać czegoś ciekawszego.

Chciałbym powiedzieć, że taką propozycją jest Gotham, ale serial ten jest bardzo nierówny. Zdarzają się smutne chwile fabularnej miałkości, które okazjonalnie przeplatane są interesującym interpretacjami postaci z uniwersum Batmana. Bo, jak sama nazwa wskazuje, akcja rozgrywa się w Gotham, mieście Mrocznego Rycerza, ale głównym bohaterem jest Jim Gordon. I ta modyfikacja jest ciekawa, ponieważ autorzy serialu zadali pytanie o początki przestępczości w mieście, a nie o samego Batmana. Zmiana dominanty się udała, ale niekoniecznie doprowadziła do stworzenia nowej jakości.

Tikkakoski, Gotham City /  Jaro Larnos (CC BY 2.0)

Tikkakoski, Gotham City / Jaro Larnos (CC BY 2.0)

Tęsknota za miastem

Od zawsze brakowało mi miasta w filmowych lub animowanych adaptacjach Batmana. Z uwagi na zawód głównego bohatera, czyli bycie łowcą przestępców działającym w nocy, nieczęsto miałem okazję przyjrzeć się Gotham w dzień. Na ulice wychodziło się wraz z Batmanem, rzadko wcześniej. A nawet jeżeli akurat świeciło słońce, to akcja rozgrywała się w posiadłości lub apartamencie. Interesującym przełamaniem tego schematu są filmy Christophera Nolana. Najpierw w Mrocznym rycerzu mieliśmy okazję przyjrzeć się kradzieży pieniędzy i wysadzeniu szpitala. Oba wydarzenia są wynikiem działalności Jokera. Na wycieczkę po Gotham zabrał nas także Bane. Kilka ujęć z lotu ptaka i gonienie ciężarówek. Mroczny rycerz powstaje to film, w którym faktycznie można przyjrzeć się samemu Gotham, ale w dalszym ciągu odgrywa ono drugoplanową rolę.

Bardzo chciałem zobaczyć Gotham podobne do tego, którego doświadczyłem w trakcie lektury komiksu. Tam miasto jest takim samym bohaterem jak sam Batman. Jego istnienie jest bardzo mocno związane z miejscem pochodzenia i zamieszkania. To przywiązanie pojawia się w Powrocie Mrocznego Rycerza, ale to tylko echo emocji, które pojawiają się w komiksach. Takim „Gotham w pigułce” jest seria gier komputerowych o Batmanie. Można liznąć charakterystycznej dla komiksów architektury, zanurzyć się w ciemne uliczki i tłuc bandytów zagrażających mieszkańcom miasta. Bo właśnie o to chodzi w komiksach o Batmanie – o zapewnienie bezpieczeństwa Gotham, cena nie gra tutaj roli. I znowu warto wrócić do filmu Christophera Nolana. Szczególnie ważny jest moment, w którym Batman wynosi bombę atomową poza granice miasta. Dochodzi do złożenia ofiary, której zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom miasta. Gdzieś pojawiają się przebłyski wskazujące na to, że Gotham jest ważne, ale w dalszym ciągu nie jest to, co dostrzegam w komiksie.

Gotham City Police Car on set of The Dark Knight Rises /  Scott Beale (CC BY-NC-ND 2.0)

Gotham City Police Car on set of The Dark Knight Rises / Scott Beale (CC BY-NC-ND 2.0)

Moja tęsknota za miastem w Batmanie wynika ze ścisłych związków tego superbohatera z powieścią kryminalną. Bruce Wayne rozpoczął swoją karierę mściciela w 1939 roku, w 27 numerze Detective Comics. Główny bohater bywa nazywany Mrocznym rycerzem (przydomek ten został jeszcze mocniej utrwalony w popkulturze dzięki filmom Christophera Nolan), ale można powiedzieć, że jest najlepszym na świecie detektywem (The World’s Greatest Detective). Jak widać związki z powieścią kryminalną znajdują swoje odbicie w postaci, ale w kryminałach ważne jest także miasto. Detektyw nie może bez niego istnieć, a za przykład mogą posłużyć bardzo ścisłe związki Eberharda Mocka z Breslau oraz relacje Philipa Marlowe’a z Los Angeles. Dlatego Batman ma swoje Gotham. Trzeba jednak zaznaczyć, że pojawiają się tutaj inne zależności, niż w przypadku Supermana i Metropolis. Dla tego drugiego będzie to zawsze „ziemski dom”, zupełnie odmienny od miejsca, z którego pochodzi. Bruce Wayne jest mieszkańcem Gotham, dlatego jego los jest o wiele bardziej związany z miastem. Obcy, czyli Superman, będzie bronił Metropolis, ale nie można zapominać o jego pozaziemskim pochodzeniu, które zawsze będzie powodowało, że postać ta będzie traktowana jako inny.

Komiksowe Gotham

Gotham ma swoją historię, ale zacznijmy od inspiracji. Miasto Batmana stanowi interesujące połączenie Chicago i Nowego Yorku. Krytycy podzielili się na dwie grupy walczące o przewagę konkretnego fundamentu realności Gotham, jednak ja uważam, że znacznie cenniejsze jest potraktowanie tego miasto jako formy zespolenia dwóch, bardzo ważnych w amerykańskiej kulturze, metropolii. Popkulturowe skojarzenia nasuwają się same. Chicago to dom gangsterów, a Nowy York to dom inwestorów. Doskonale wiadomo, że oba te elementy są bardzo ważne dla Gotham. Jeżeli chodzi o architekturę, to stanowi ona wypadkową różnych stylów, często bywa inspirowana istniejącymi budynkami. Gotham jest sztucznym tworem opartym na różnych i łatwo rozpoznawalnych budowlach. Dzięki temu wydaje się odbiorcy znane. Korzystając z różnych klisz, bardzo szybko staje się nią staje.

Mnie najbardziej podoba się to, że autorzy komiksów o Batmanie postanowili stworzyć fikcyjną historię dla tego sztucznego miasta. W tym przypadku na szczególną wzmiankę zasługują Alan Moore, Peter Milligan oraz Frank Tieri. Trójka ta stworzyła fundamenty wokół, których konstruowana jest historia Gotham i mieszkańców.

Gotham Through Clouds and Smog (New York) /  Jeremy (CC BY-NC-ND 2.0)

Gotham Through Clouds and Smog (New York) / Jeremy (CC BY-NC-ND 2.0)

Miasto miało powstać w 1635 roku za sprawą norweskiego najemnika kapitana Jona Logerquista. Potem losy Gotham układały się różnie. Zostało zajęte przez Brytyjczyków, w trakcie rewolucji amerykańskiej stało się miejscem ważnej bitwy, gdzie szczególną odwagą wykazał się Nathan Cobblepot, czyli przodek Pingwina. Oczywiście są to elementy zapożyczone z historii Nowego Yorku, co jednoznacznie wskazywałoby na źródło inspiracji. Jednak zostaje to rozbite poprzez wprowadzenie wątków kryminalnych, do których można zaliczyć wojny gangów. Do takowej miało dojść w XIX wieku. Gotham było wtedy rządzone przez pięć różnych zorganizowanych grup przestępczych.

Trudno pominąć wątki nadprzyrodzone, które są związane z Gotham. W jednej z serii dotyczących Batmana pojawiły się informacje mówiące o tym, że amerykańscy Ojcowie Założyciele zajmowali się przyzywaniem demonów, które akurat upodobały sobie Gotham. Była także wzmianka o złej istocie, śpiącej w miejscu założenia miasta i oddziałującej na mieszkańców.

Zdarzały się zagłady. Miasto przeżyło zarazę oraz trzęsienie ziemi. Jak widać Gotham ma całkiem interesującą historię i jest konstrukcją trudną do zniszczenia. Zawsze podnosi się z gruzów. I właśnie tego elementu, aspektu bycia miejscem niezniszczalnym, a jednocześnie groźnym brakuje mi w ekranizacjach Batmana. Historia miasta wpływa także na mieszkańców. Temu jak radzą sobie w tym mrocznym mieście możemy przyjrzeć się w serialu Gotham.

Gotham w serialu

Na pewno na pierwszy plan wysuwa się destrukcyjny charakter miasta. Negatywnie wpływa ono na wszystkich mieszkańców, wplątuje ich w różnego rodzaju dziwne relacje. Żaden z bohaterów nie jest kryształowy, nawet Jim Gordon wydaje się być powoli konsumowany przez Gotham. Bo w serialu miasto to przypomina potwora, który żywi się niegodziwością. Wszyscy są świadkami zbrodni, wymuszeń, morderstw oraz wszelkiego rodzaju innych negatywnych ludzkich działań. Ten stan zagrożenia mam uzasadnienie – jest to Gotham przez Batmanem, ta postać się dopiero rodzi. Dlatego tak ważne są relacje młodego Bruce’a Wayne’a z Jimem Gordonem.

Warto spojrzeć na serial z perspektywy tekstu inspirowanego uniwersum Batmana, a nie w pełni realizującego jego założenia. Wtedy Gotham staje się interesujące. Szczególnie dla fanów Mrocznego Rycerza. Obawiam się, że pozostałych może zrazić. Szczególnie w chwilach, w których zaczyna flirtować z konwencją komiksu superbohaterskiego.