Tag: gry (Page 1 of 2)

Gwiezdna nostalgia

Jak dzieciak uwielbiałem Gwiezdne Wojny. Kasety ze starą trylogią po prostu zajechałem. Z wielkim skupieniem śledziłem losy Luke’a Skywalkera oraz z niepokojem patrzyłem na zło emanujące z Dartha Vadera. A potem się zestarzałem. Ciągle mierzę się z nowymi odsłonami tej kosmicznej sagi, ale coraz częściej mam wrażenie, że próbuję wzbudzić w sobie emocje, których już nie mam. Ze względu na inny kontekst, na to, że teraz lepiej rozumiem tropy w kulturze. Tak przynajmniej mi się wydaje. Z filmami dałem sobie już spokój, ale zostały jeszcze gry.

W ten weekend na mój dysk wyjechał tytuł Star Wars Jedi: Upadły Zakon. Wsiąkłem. Wirtualna forma świata Gwiezdnych Wojen wciąż do mnie przemawia. Nie przeszkadzają mi soulsowy charakter walki. Z chęcią uczę się ataków przeciwników oraz zastanawiam się, jak uniknąć obrażeń. Przypomniałem sobie, że kiedyś, dawno, dawno temu, ogrywałem wszystkie dostępne produkcje, które nawiązywały do tego uniwersum. Mam na myśli kultowy tytuł Star Wars: Knight of the Old Republic, a także nowsze, ale bardziej kontrowersyjne Star Wars: Battlefront 2. Zacząłem się zastanawiać, czego ja w zasadzie szukam w tym produkcjach?

Żadnym fanem Gwiezdnych Wojen nie jestem. Ba! Wiele razy pisałem i mówiłem, że nowe realizacje mnie nudzą, a do starej trylogii próbowałem wrócić i skończyło się to spektakularną klęską. Drażniła mnie, brakowało mi tych samych emocji, które odczuwałem jako dziecko. Przylepione do ekranu telewizora, słuchające szelesty kasety w odtwarzaczu.

A jednak te gry lubię. Myślę, że moim przypadku jest to zauroczenie science fiction. Mam słabość do fantastyki naukowej, nawet do tej, która wyznaczniki gatunku traktuje wyłącznie jako dekoracje. Zauważyłem, że brakuje mi dobrych realizacji czegoś, co funkcjonuje pod nazwą space opera. Cóż to jest? To taki twór składający się z bitew w kosmosie, romansu, mnóstwa przeciwności losu oraz – obowiązkowo! – szczypty melodramatu. W świecie gier komputerowych dobrym przykładem jest Mass Effect, cała seria, razem z Andromedą, która przez skrajnych fanów bywa traktowania jako apokryf. Tam też były romanse, przeciwności, trochę dramatów (zakończenie drugiej części!) oraz mnóstwo, ale to mnóstwo podróży w kosmosie.

A teraz, gdy znowu mogę sobie pomachać mieczem świetlnym oraz popatrzeć na wielkie statki sunące przez próżnię, czuję się dobrze. Nie wiem jeszcze w jakim stopniu Star Wars Jedi: Upadły Zakon realizuje założenia kosmicznej opery, ale chyba byłem na takim głodzie, że ucieszę się z każdego okruszka.

Najwyraźniej dla mnie Gwiezdne Wojny są tylko ciekawym kontekstem dla historii opowiadanych w różnych mediach. Filmowe realizacje, które pewnie dalej będę oglądał, głównie za sprawą mojej wrodzonej ciekawości, raczej mnie do siebie nie przekonają. Co innego gry. Interaktywna forma lepiej na mnie działa i jestem w stanie wybaczyć niektóre mniej interesujące narracje. Lub nawet żenujące zabiegi fabularne.

Na przekór!

Informację o pojawieniu się gry This War of Mine na liście lektur nieobowiązkowych w liceum, przyjąłem ze zdziwieniem. Daleki jestem od podważania wysokiego poziomu tej produkcji! Polskie 11bit Studios wykonało kawał dobrej roboty. This War of Mine pokazuje brutalną rzeczywistość cywila, który musi przetrwać w mieście owładniętym szaleństwem wojny. Absolutnie każda decyzja może skończyć się śmiercią, a wyprawy po zasoby potrafią podnieść ciśnienie. Po prostu obawiam się, że nasz system edukacji nie jest przygotowany na takie eksperymenty i ta decyzja miała wymiar polityczny.

Była podyktowana potrzebą przypodobania się młodemu wyborcy, szczególnie temu zainteresowanemu grami komputerowymi. Jednocześnie uważam, że pomijanie tego nowoczesnego medium jest dużym błędem. Obecnie wirtualne światy stanowią istotną część życia młodego człowieka i szkoła powinna to zaakceptować. Nauczyć poruszania się po cyfrowej rzeczywistość, pomóc w jej zrozumieniu. Jednak to wymaga przygotowania, nie tylko ze strony nauczycieli, ale także samego systemu. Pandemia koronawirusa doprowadziła do tego, że uczniowie musieli uczyć się w domu. Co dla niektórych okazało się dużym problemem. Posiadanie dobrego komputera, stabilnego połączenia internetowego, kamerki, słuchawek oraz mikrofonu wcale nie jest obecnie standardem. Myślicie, że to jest mały wydatek? Każdego stać? Pomyślcie ponownie. Według informacji opublikowanej w 2019 roku na portalu innpoland.pl:

14 proc. Polaków zarabia równowartość minimalnego wynagrodzenia lub mniej. Przy tym to kobiety stanowią ponad połowę wśród najgorzej zarabiających osób. Na tle innych krajów europejskich wypadamy słabo.

Źródło: https://innpoland.pl/152851,14-proc-polakow-zarabia-minimalna-krajowa-ponad-polowa-to-kobiety

Z tej pensji trzeba pokryć podstawowe koszty, takie jak wyżywienie, czynsz oraz opłaty za media. W 2019 na rękę, czyli po odliczeniu wszystkich potrąceń, osoby zarabiające minimalną krajową otrzymywały 1 634 złote. Policzcie, zastanówcie się, jaki procent tej kwoty ludzie mogą przeznaczyć na sprzęt komputerowy.

A przecież taki jest potrzebny do grania w gry! Tym bardziej jeśli pojawiają się rewolucyjne postulaty o wprowadzeniu wirtualnych światów do kanonu lektur. Zadaniem powszechnej edukacji jest wyrównywanie szans, o to trzeba zabrać przede wszystkim. Na szczęście This War of Mine jest na liście nieobowiązkowej, bo w przeciwnym razie konieczne byłoby rozważanie tego, jak praca z tym tekstem miałaby przebiegać. Uczniowie grają z nauczycielem? Mają grać w domu? A jak ktoś nie ma laptopa lub działającego komputera? Siadaj, pała? Bzdura! Tak nie może działać powszechny system edukacji! Dlatego martwi mnie to, że wraz z ogłoszeniem tej łamiącej wiadomość, nagle wszyscy zapomnieliśmy o innych palących i trawiących system edukacji problemach. A jest ich legion.

Do obecnej, trudnej sytuacji, swoje dokładały kolejne ekipy rządzące. To są lata zaniedbań. Dla mnie szum wokół This War of Mine miał wymiar wyłącznie polityczny i nie przełoży się na żadne dalsze zmiany. Gra będzie leżała na liście uzupełniającej i mało kto, jeśli w ogóle ktoś, ją ruszy, bo program i tak jest już dopchany do granic możliwości.

Siła wykresów

Po miesiącu spędzonym z League of Legends oraz Teamfight Tactics postanowiłem wrócić do gier, które są dla mnie szczególne ważne. Nigdy nie usuwam ich z dysku, zawsze na mnie czekają. Zmienia się jedynie odsłona, ponieważ zawsze wybieram tę uznaną za najlepszą. Jakie to tytuły? Two Points Hospital, bo to duchowy spadkobierca Theme Hospital. Surviving the Aftermath, ponieważ wierzę, że twórcy w końcu znajdą pomysł na wykorzystanie potencjały tej gry. Jest jeszcze jedna produkcja. Myślę, że aktualnie najważniejsza.

Od zeszłego roku gram w Anno 1800. Najnowsza odsłona tej genialnej serii, która towarzyszy mi w moich cyfrowych przygodach od lat. W ostatnich dniach znowu wróciłem do zarządzania swoją osadą i szczególnie doceniłem jedną z ostatnich aktualizacji, która wprowadza ekran statystyk. Piękny, przejrzysty, jasno prezentujący co dzieje się na danej wyspie. Patrzę na paski, planuję, przebudowuję łańcuchy produkcji oraz dostaw, a także ciągle zmieniam szlaki handlowe. Wszystko po to, aby zoptymalizować zyski, a potem zacząć wykupywać udziały w wyspach moich przeciwników. Gry ekonomiczne zawsze sprawiały mi przyjemność, ponieważ zmuszają mnie do ciągłego myślenia, oceniania i kalkulowania ryzyka. W przypadku Anno 1800 wprowadzenie przejrzystego ekranu statystyk wcale nie zepsuło gry. Wprost przeciwnie! Paski, cyferki oraz wykresy sprawiają, że zabawa jest jeszcze lepsza!

Zawsze uważałem, że gry ekonomiczne to w zasadzie arkusz kalkulacyjny z ładniejszą grafiką. Tak, stwierdzenie to jest bardzo ogólne, ponieważ trudno dzisiaj o dobrego tycoona. Twórcy prześcigają się w pomysłach na konteksty. Wystarczył mi rzut oka na moją listę tytułów z tego gatunku, aby zobaczyć, że kilkukrotnie zostałem wysłany w kosmos, a przynajmniej raz brałem udział w obudowywaniu cywilizacji po apokalipsie. Taka zabawa jest fana, ale w grach ekonomicznych najważniejsze jest zarządzanie. Dlatego zawsze dziwię się, gdy nie jestem w stanie dotrzeć do żadnego sensownego ekranu statystyk. Skąd mam wiedzieć, czy idzie mi dobrze? Mam klikać na wszystkie budynki, spisywać na kartce, jakie mam zapasy, a potem planować handel? Wykresy i paseczki są potrzebne w takich grach! Bez nich to żadna zabawa, tym bardziej, jeżeli trzeba szybko reagować.

Jeżeli ktoś tworzy gry, to sądzę, że powinien myśleć o takich elementach. Nie psuję one wrażeń z zabawy, raczej tylko ją podkreślają i sprawiają, że człowiek ma ochotę spędzić jeszcze więcej czasu w cyfrowym świecie. Wszystko w imię lepszej optymalizacji produkcji oraz zwiększenia przychodów. Jak sobie z tym poradzić bez ładnego ekranu statystyk? Przyznaję, że kiedyś prowadziłem zeszyty, w których wyliczałem jakich produktów potrzebuję, aby utrzymać osadę i mieć nadmiar na handel. Czasy się zmieniły, dzisiaj oczekuję, że gra zapewni mi wszystko to, co jest potrzebne do zabawy. Nawet jeżeli jest to możliwość oglądania wykresów i pasków dotyczących prowadzonej przeze mnie rozgrywki.

Poza rynkiem

Dalej gram w The Outer Worlds. Polubiłem ten wirtualny świat. Spodobała mi się eksploracja oraz historia. Walka zdecydowanie stanowi słabszą część całej gry. Odczuwam to okazjonalnie, ponieważ postanowiłem przejść całą fabułę postacią, która potrafi przegadać prawie każdego. Możliwość ograniczenia starć powitałem z dużą radością. Gram i gram, eksploruję, zwiedzam lokacje, gadam z postaciami i coraz częściej dochodzę do wniosku, że The Outer Worlds jest ciekawą, ale trochę nieoszlifowaną produkcją.

Zdarzają się elementy wyraźnie drewniane. Tę sztuczność widać szczególnie na twarzach postaci niezależnych, a także w ekwipunku gracza. W pierwszym przypadku zawsze mam wrażenie, że gadam z maską poruszającą ustami, a w drugim czuję, że pancerze i bronie mogłyby wyglądać lepiej. Wiem, trochę się czepiam, zwracam uwagi na szczegóły, a Obsidian Entertainment wykonało kawał dobrej roboty przy tej produkcji. Trudno mi się z tym nie zgodzić. Na tle obecnej sytuacji na rynku The Outer Worlds jawi się jako wyjątkowo piękna perełka. Myślę, że to właśnie z tego powodu produkcja zaliczyła tak ciepłe recenzje i zjednała sobie miłość graczy. Odbiorcy najwyraźniej są zmęczeni ciągłym udziałem w beta testach, które sami sobie finansują.

Ja również należę do tej grupy. Od dawna szukałem ciekawej produkcji utrzymanej w konwencji science fiction. Liczyłem na to, że tę lukę wypełni Anthem. Nie wyszło. W kierunku Fallout 76 nawet nie patrzyłem. Gra sieciowa w tym uniwersum na pewno wygląda ciekawie, ale ja już przeżyłem dwie najciekawsze części i nie miałem ochoty wracać na Pustkowia w trybie wieloosobowym. Właśnie w takim towarzystwie wylądowało The Outer Worlds. Otoczone przez gry jako usługi, które nie działają lub są brutalnie niedopracowanie. Na dodatek chorują na przewlekłą powtarzalność, oferują różnego rodzaju udogodnienia dostępne w sklepie premium i nie dają żadnych ciekawych wyzwań. Wydmuszki, których jedynym zadaniem jest drenować portfele odbiorców.

Ku zaskoczeniu wszystkich orędowników agresywnej monetyzacji, w The Outer Worlds nie ma sklepu premium. Na dodatek gra po prostu działa. Nie trafiłem na żaden większy, blokujący postęp, błąd. Najwyraźniej w dalszym ciągu można produkować takie tytuły. Męczy mnie jedna sprawa – czy w innym kontekście w ogóle zauważyłbym tę grę? Obawiam się, że nie. Raczej traktowałbym ją jako interesujący tekst zbudowany z solidnej narracji na stelażu z drewnianych elementów. Nie zrozumcie mnie źle, to jest dobra gra, z dużym potencjałem, który Obsidian Entertainment pewnie wykorzysta. Po prostu uważam, że jej wysokie oceny wynikają także z rozczarowania rynkiem. Podejrzewam, że bez tego elementu, wielu recenzentów traktowałoby ją jako średnią lub zwyczajnie dobrą.

Nie uważam, że Obsidian Entertainment zbawi rynek i jest zalążkiem nowego trendu. The Outer Worlds to raczej wyjątek potwierdzający regułę. Wielcy wydawcy długo jeszcze będą pompowali gry jako usługi i kosili kasę. Wszystko zależy od nas, od odbiorców, klientów skłonnych dokonywać przelewów. Gdy skończy się rzeka pieniędzy, to – być może – do łask wrócą produkcje dla pojedynczego gracza? Takie dobrze wykonane gry. Jak The Outer Worlds.

Niedowiarek #9: Wszechświat porzucony

//Muzyka: Phase – Xylo-Ziko

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén