Tag: heroes of the storm

Literat przegląda Internet #124

Przez rozgrywki esportowe mój weekend mocno się rozregulował. W piątek wypadło mi całe popołudnie oraz wieczór, dopiero dzisiaj znalazłem odrobinę czasu, aby zająć się tekstami.

Ktoś chce sobie zrobić własny hentai?

Programowanie gier. Nie zawsze wszystko się udaje.

Handlujecie przedmiotami w grach? Czas rozliczyć sprzedaż i podzielić się z fiskusem.

Biurka twórców gier nie zawsze składają się z chaosu.

Czy  rozwiążą problemy z lootboksami?

francois schnell / Podcasts anywhere anytime (CC BY 2.0)

Niedowiarek #7 – Bohaterowie skrzynek

Okazało się, że wróciłem do Heroes of the Storm. Wszystko za sprawą specjalnego wydarzenia, które zorganizował Blizzard. Produkcję tę dotknęły zmiany dotyczące modelu biznesowego, dlatego – po raz kolejny – postanowiłem sprawdzić na jak długo Heroes of the Storm potrafi mnie przyciągnąć.

//Muzyka Pipe Choir – Pipe Choir Fortess Instrulental(CC BY 4.0)

StarCraft 2 / Blizzard Entertainment

StarCraft i stres

Jest taka gra komputerowa, do której co jakiś czas wracam, żeby się w niej upodlić. Przegrywam, dostaję solidny łomot, co prowadzi do mojego złego samopoczucia, a następnie pragnienia odbicia się. Czasem daję radę, coś wygram, ale przychodzi mi to z trudem. Paradoksalnie nie jest to DOTA 2 tylko StarCraft 2. Zastanawiam się, dlaczego ciągle próbuję swoich sił, przecież unikam esportu. Nawet nie oglądałem streamów z IEMu! Tylko od czasu do czasu lubię się trochę zdenerwować.

Potrzebę poczucia stresu, jakbym miał go na co dzień mało, zauważyłem kilka miesięcy temu. Jak ostatni maniak rzuciłem się na Darkest Dungeon. Wrażenie zrobiło na mnie poczucie niepokoju, ciężka atmosfera i świadomość, że każdy krok może być ostatnim dla moich bohaterów. Przegrywanie sprawiało, że wychodziłem z gry, ale po ochłonięciu od razu do niej wracałem. Podobnie miałem z pierwszą częścią Dark Souls, jednak ze względu na brak sensownego kontrolera, po kilku porażkach postanowiłem odstawić grę na cyfrową półkę. Czeka na lepszy czas. Wszystkie wymienione przeze mnie tytuły stworzone zostały dla pojedynczego gracza. Jedynie StarCraft 2 jest inny, ponieważ wymaga walki z żywym graczem, jednak w tych starciach jest coś innego, coś bardziej stresogennego.

Grałem w sezony w Guild Wars 2. Świetna zabawa, po prostu. Próbowałem swoich sił w Heroes of the Storm. Bywało różne, ale raczej przyjemnie. DOTA 2 to zupełnie inna historia. Toksyczni gracze, którzy wiedzą wszystko i niechętnie dzielą się z towarzyszami. Tutaj nie tyle się stresowałem, co denerwowałem, źle reagowałem na graczy, którzy powinni być ze mną w drużynie, a okazywali się moimi największymi przeciwnikami. StarCraft 2 to zupełnie odmienne doświadczenie. Jestem sam, cała odpowiedzialność spada na mnie, więc muszę się skupić. Przegrana lub wygrana zależą od mojej strategii i zręczności, nie mam co liczyć na pomoc innych osób z drużyny. Być może właśnie dlatego tak cenię sobie rozgrywki wieloosobowe w tej strategii – jest to zderzenie dwóch osób i nikogo więcej. Jednocześnie jest to o znacznie bardziej stresogenne.

Zaczęło mnie to zastanawiać. O ile popularność gier drużynowych jestem w stanie zrozumieć, bo tutaj nawet odpowiedzialność jest rozproszona, to chęć uczestnictwa w sezonach w StarCrafcie przypomina masochizm. Na początku się przegrywa, ale każda porażka czegoś uczy. To jest kolejna ciekawa rzecz! Stres działa tutaj jako element motywujący, wzmaga potrzebę szybszego zaplanowania kolejnych ruchów oraz wymyślenia kolejki produkcji. Pod koniec gry człowiek zostaje sam ze swoimi słabościami lub silnymi stronami. Tutaj nie ma na kogo zrzucić winy! Przegrałem, bo źle zaplanowałem rozbudowę bazy, bo byłem zbyt powolny, bo wybrałem złe jednostki – przegrałem, bo byłem słabszy. Koniec. Brutalna prawda.

Trwa kolejny sezon, a ja znowu zmagam się ze swoimi niedoskonałościami. Mało mi stresu w codzienności, muszę sobie jeszcze dokładać tego w wersji wirtualnej. Jedno muszę przyznać: wygrana w StarCrafcie smakuje mi bardziej niż w jakiejkolwiek innej grze wieloosobowej.

Heroes of the Storm / Blizzard

Mecze pełne ambiwalencji

W końcu udało mi się zdobyć klucz do bety Heroes of the Storm – gry MOBA stworzonej przez moje ulubione studio, czyli Blizzarda. Obawiam się, że tej pozycji nie będę uwielbiał tak jak wspaniałego Diablo III lub przyjemnej karcianki Hearthstone. Co prawda do pokonania Pana Grozy podchodziłem kilkukrotnie i dopiero za sprawą Żniwiarza Dusz poczułem magię tej gry, ale mam wrażnie, że  sytuacja z Heroes of the Storm jest trochę bardziej skomplikowana.

Po prostu nie przepadam za grami typu MOBA. Miałem krótki flirt z LoLem – nie wyszło, nie poczułem przyjemności z rozgrywki. DOTA też zawiodła, a kilka osób twierdziło, że to zupełnie inne doświadczenie. Przy drugim tytule spędziłem trochę więcej czasu, ale w dalszym ciągu nie poczułem siły przyciągającej do monitora. Pozostała mi do przetestowania produkcja Blizzarda. Wypróbowałem kilka postaci, zmierzyłem się komputerem, a potem z „żywymi” przeciwnikami – odczucia mam bardzo mieszane. Dlaczego w ogóle próbuję? Z ciekawości, bo może poprzednie gry nie miały tego “czegoś”. Właśnie tak było z Hearthstone – jest to pierwsza cyfrowa karcianka, która faktycznie mi się spodobała. Fanem tych analogowych (rozegrało się kilka pięknych partii w Madżika) jestem od dawna.

Siłą Heroes of the Storm są znani mi bohaterowie i związane z nimi wspomnienia. Kto nie chciał chociaż przez chwilę powalczyć Thrallem, który będzie w jednej drużynie z Utherem i Arthasem? Wiele godzin lekcyjnych w liceum spędziłem przy trzeciej części Warcrafta. Ale same wspomnienia nie są w stanie zapewnić mi przyjemności z rozgrywki. Potrzeba czegoś więcej, jakiegoś haczyka, a może po prostu przyzwyczajenia? Daleki jestem od zniechęcania się i na pewno tak szybko nie porzucę Heroes of the Storm. Być może jeszcze za mało wiem o tej grze, za mało umiem, aby całkowicie ją docenić. Na pewno pociesza mnie jedna rzecz.

Jest nią społeczność. Jeszcze nie jest tak toksyczna jak w przypadku LoLa i Doty. Można odpocząć od słownych przepychanek i osób celowo wychodzących z gry. Być może się to zmieni, ale na chwilę obecną najzdrowsze jest HotS. Na dodatek Blizzard wprowadził ciekawe rozwiązanie – każda mapa ma wyjątkową mechanikę. Może to być golem lub ostrzał umocnień z dział okrętu. Wpływa to na podział ról i wymusza znacznie większą elastyczność wśród graczy. Właśnie ta płynność walki mnie przyciąga, bo – moim zdaniem – to odróżnia tę produkcję od innych.

Mam nadzieję, że HotS pomoże mi zwalczyć moje uprzedzenia. Idzie opornie, powoli i bez większych sukcesów. Ale to beta, tak samo jak moje umiejętności.

Heroes of the Storm / Blizzard

Heroes of the Storm / Blizzard

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén