Tag: humanistyka

Literat przegląda Internet #25

To był przerażający tydzień za sprawą premiery świetnej polskiej produkcji – Layers of Fear. Krakowskie studio Bloober Team stworzyło grę absolutnie wyjątkową i koniecznie należy w nią zagrać. Koniec! Teraz czas wrócić do pisania i czytania! Zacząłem od przejrzenia listy zaległości i trafiłem na kilka interesujących tekstów. Jak zawsze – nie ze wszystkim się zgadzam.

Na start Tomasz Zarycki i spór o pańszczyznę w Polsce. Nigdy się nad tym problemem nie zastanawiałem i przyznam szczerze, że niektóre tezy w tekście są interesujące. W końcu to część naszej tożsamości, o której niewiele mówimy.

Moda na współpracę – wszędzie ją widzę, nawet studentów musimy przyuczać do pracy w grupie. Czy to dobrze? Może powinniśmy pozwolić niektórym działać w samotności? W tym tekście jest kilka ciekawych spostrzeżeń. Warto się nad nimi pochylić.

Słownik pojęć młodego humanisty jest po prostu rewelacyjny! Pokazuje jak moda na postmodernizm i rozpuszczanie granic, sprawiły, że nie jesteśmy w stanie pracować. Obyśmy w końcu zeszli z tej drogi prowadzącej donikąd…

Mamy czas studniówek i już trafiłem na krytyczne ujęcie tej aktywności. Ciekawy tekst Jarosława Dudycza. Przyznam szczerze, że treść jest trochę niepokojąca.

Na koniec – porno! Trafiłem na ciekawy zbiór zdjęć, w których główną rolę gra przestrzeń. Każdy z obrazów pokazuje miejsce po nakręconym zbliżeniu.

Chaos naukowy

Wkradł nam się mały chaos do modelu podziału nauk. Wysysamy go z mlekiem matki, od razu wiemy, że są humaniści i ścisłowcy. Ci pierwsi powinni zniknąć, bo nie przystają do nowej rzeczywistości, w której potrzebni się tylko programiści, robotycy, matematycy i tak dalej, i tak dalej. Jest, oczywiście, stereotypowe, a więc mocno upraszczające, przedstawienie problemu, jednak w taki sposób jest on prezentowany w mediach. Przesiąkamy nim i osoby o mniejszym nastawieniu krytycznym zaczynają go powtarzać.

Na szczęście są takie teksty jak Humanistyka ścisła Ewy Lalik. W tym felietonie jest wiele nieścisłości, ale spostrzeżenia autorki są cenne, podobnie jak dyskusja w komentarzach. Ciekawe jest to, że wciąż są ludzie, którzy bronią się przed medialną nagonką dzielącą świat na dwa przeciwstawne sobie i zwalczające się obozy. Spostrzeżenie, że potrzebujemy zarówno humanistów, jak i ścisłowców jest, po prostu, słuszne. Te nauki się uzupełniają, czasem stanowią dla siebie inspirację. Bo czym byłaby fantastyka naukowa bez odkryć? Pewnie w ogóle by jej nie było, a dzięki temu, że jest, to mam się czym zajmować jako literaturoznawca. Trzeba szukać połączeń, budować mosty, a nie obrażać się na siebie i traktować jak wrogów. Nikt na tym nie skorzysta. Dzięki różnicom w postrzeganiu świata interdyscyplinarna współpraca na pewno będzie owocna. Trzeba tylko chcieć.

Warto również zadać sobie pytanie, skąd w ogóle wziął się taki podział. Czy faktycznie jest sztuczny, a może prawdziwy, odpowiadający na realne potrzeby oraz cechy danych nauk? Stworzyliśmy tę opozycję – bo tak widzą to media – w wyniku racjonalnego przebłysku w szaleństwie katalogowania? Przyzwyczajenie każe nam myśleć, że skoro tak jest, to są ku temu powody, że zawsze tak było, że ten podział na pewno jest naturalny. Dla dobrze wykształconego kulturoznawcy nie ma nic naturalnego, dlatego na wykładach zajmowaliśmy się również tym problemem. Wniosek jest jeden – usystematyzowania naszych pól zainteresowań potrzebowaliśmy zawsze i zawsze zastanawialiśmy się, jak nasze myślenie opisuje świat.

Arystoteles wprowadził trójpodział nauk. Twierdził, że są one teoretyczne, praktyczne i pojetyczne, a za najcenniejsze uważał tylko te pierwsze. Zaliczał do nich metafizykę (była najważniejsza!), matematykę oraz fizykę, ich wyjątkową cechą miało być to, że tworzyły wiedzę, dla samej wiedzy. Stąd umiłowanie do metafizyki, która miała prowadzić do głębokiego poznania rzeczywistości. Nauki praktyczne miały na celu doskonalenie moralne, a pojetyczne wykorzystywały wiedzę, do opisu świata. To może wrócimy do arystotelesowskiego podziału? Myślę, że nie sprawdziłby się w naszej rzeczywistości, ze względu na model nauki, które współcześnie stosujemy. Bardzo dobrym przykładem jest tutaj okres średniowiecza, w którym funkcjonowało siedem sztuk wyzwolonych, znane nam z lekcji historii jako artes liberales. Podzielone były na Trivium (gramatyka, retoryka, dialektyka) oraz Quadrivium (arytmetyka, geometria, astronomia i muzyka). Nie przez przypadek brakuje teologii – nauka artes liberales, nauk wyraźnie świeckich, stanowiła wstęp do teologii. Taki był obowiązujący model nauki w średniowieczu i chociaż dzisiaj wydaje nam się on kompletnie pozbawiony sensu, to wtedy był traktowany ze śmiertelną powagą.

Postrzeganie dziedzin umożliwiających nam poznanie zmienia się cały czas. Warto wspomnieć o pozytywizmie oraz o bardzo ważnym dla tego ruchu intelektualnego naukowcu. Auguste Comte stworzył jego fundament, który nazwał filozofią pozytywistyczną. Trzeba zapytać o różnice, czym różniła się ona od filozofii niepozytywistycznej? Auguste Comte kładł duży nacisk na praktyczność badań, to aby można było je do czegoś konkretnego wykorzystać. Trzeba było być pewnym tego, czym się człowiek zajmuje, filozofia pozytywistyczna wykluczała krytyka dla samej krytyki i zakładała konieczność poszukiwania skutecznych rozwiązań. Jak widać potrzeba praktyczność, nie jest wyłącznie cechą XXI wieku, jeszcze mocniej upominał się o nią wiek XIX, bo w tym okresie działał Auguste Comte.

Zamiast kłótni potrzebujemy świadomości. Warto zacząć od przeanalizowania modelu nauki jakim współcześnie się posługujemy. To pierwszy krok, konieczny, ponieważ pozwoli na zbudowanie fundamentu dyskusji. Zadanie dla odważnych i mam nadzieję, że już tacy się znaleźli.

Kobiety w grze

Po obejrzeniu kilku niemych filmów, w których mężczyzna przebierał się za kobietę, mój kolega stwierdził, że jest to najstarszy gag na świecie. Czasy się zmieniły, a dalej możemy zobaczyć aktorów biegających w damskich ciuchach. U jednych wywołuje to niesmak, u innych wybuch śmiechu. Są jeszcze tacy – mam przynajmniej taką nadzieję – których skłania to do refleksji nad rolą kobiety (a tym samym i mężczyzny) w kulturze. Osobiście, po inwazji “znawców” ideologii gender, miałem dość tego tematu, ale przeczytałem krótki tekst na sPlay.pl i postanowiłem ponownie przyjrzeć się temu problemowi. Tym razem w świetle kultury masowej i popularnej.

Obejrzałem dwie serie poświęcone grom komputerowym oraz przedstawionym w nim kobietom – Damsel in Distress oraz Women as Background Decoration (obie serie dostępne na kanale YT autorki). Filmy te opracowała Anita Sarkeesian, która – według artykułu na sPlay.pl – boi się o swoje życie, ponieważ jest atakowana przez “myślących” inaczej. Przyznam szczerze, że po obejrzeniu wybranych odcinków byłem w szoku. Autora podeszła do tematu w sposób bardzo profesjonalny, podając definicje zjawisk, zajmując określone miejsce w dyskursie i przygotowując spory przegląd gier komputerowych.Nie jest to żadne bezmyślne bicie piany, które mogłoby prowadzić do tak skrajnych reakcji. Już słyszę te zarzuty o brak obiektywizmu i od razu dostaję palpitacji. Nikt z nas nie jest obiektywny. Postrzegamy świat przez pryzmat siebie, swoich poglądów oraz przekonań. Anita Sarkessian wybiera określoną metodologię badań, która stosuje do wybranych tekstów! Jej wywód jest bardzo spójny i precyzyjny, więc nie można tej decyzji traktować jako złej. Tak wygląda badanie treści w dyscyplinach humanistycznych. Wybiera się metodologię – lub ją tworzy – a następnie buduje się interpretacje. Ktoś inny bierze inną i otrzymuje inne wyniki. Czy to znaczy, że ten pierwszy nie miał racji? Niekoniecznie – na podstawie innych przesłanek, doszedł do innych rezultatów. Kultura nie jest zjawiskiem, które można z łatwością zmierzyć i wrzucić w tabelki. Dlatego zamiast wrzeszczeć, że Anita Sarkeesian myli się, że przykłady są przypadkowe, a wnioski jeszcze bardziej, należy przyjrzeć się temu, co ma do powiedzenia.

A mówi wiele ciekawych rzeczy.

Kobieta w potrzebie i kobieta jako tło

Problem roli kobiety w grach komputerowych zostaje sprowadzony do traktowania ich jako nagrody (damsel in disstress; dama w potrzebie) oraz przedmiotu (jako tła, dodatku do akcji). W obu przypadkach wniosek jest jeden – postacie żeńskie rzadko występują w roli protagonistów, częściej są ratowane, niż same się ratują oraz bywają zwykłymi rzeczami umieszczonymi w świecie gry. Autorka przywołuje fragmenty takich tytułów jak Dishonored, GTA V, Thief, sięga nawet po – pozoru niewinną – serię platformówek z braćmi Mario (a właściwie to z jednym). Wnioski nie są pozytywne. Kobiety się pomija, napastuje, morduje, obsadzane są w roli uwięzionej królewny lub prostytutki, a działania graczy (w między innymi GTA V) względem żeńskich NPC (postaci niekierowanych przez gracza) pełne są bezmyślnej i niepotrzebnej agresji. Te aspekt jest dla autorki najważniejszy. Podaje statystyki dotyczące przemocy wobec kobiet i pośrednio zadaje pytanie – czy grą są temu winne?

Po obejrzeniu wszystkich fragmentów można dojść do wniosku, że tak. Ale pamiętajmy, że kultura masowa i popularna pełna jest przemocy w najróżniejszych formach, a gry są tylko jednym z tekstów. Ich wyjątkowość polega na interaktywność, ponieważ to gracz decyduje w jaki sposób będzie się poruszał po zaprojektowanym wcześniej świecie. Jeżeli spojrzymy na problem w ten sposób, to zaczyna robić się ciekawie. Mamy gracza-człowieka, który przemierza świat zaprogramowanej gry. Twórcy ustalają pewne zasady, a użytkownik sprawdza, co mu wolno, czego nie i jakie są konsekwencje jego decyzji. Właśnie to zauważyła Anita Sarkessian i myślę, że właśnie ten aspekt jest kluczowy dla jej interpretacji. Analizując ten element autorka posłużyła się przykładami z gier sandboxowych, czyli z Red Dead Redemption, GTA V lub Watch Dogs. Ujawniła, że mechanizm gry karze gracza tylko na chwilę, a potem pozwala mu kontynuować rozgrywkę. Problem polega na tym, że gra reaguje w ten sam sposób także na inne działania użytkownika naruszające, występujące w świecie przedstawionym, prawo. Znowu należy spojrzeć na ten problem inaczej.

Kluczem otwierającym wszystkie zamknięte drzwi będzie jedno słowo – stereotyp. Wszystkie wymienione przez autorkę gry utrwalają męską dominację i ukazują kobiety jako bezbronne, wręcz wymagające ciągłej opieki mężczyzny. Nie radzą sobie, muszą być uratowane i wtedy stają się formą nagrody. Buduje to pewien model kobiety jako istoty słabszej i gorszej. Faktycznie jest to powielanie pewnego stereotypu, co znaczy, że będzie on utrwalał się w umysłach graczy. Rzecz ważna, zanim ktoś zacznie krzyczeć, że te gry to nie wzory moralne, a swoje stereotypy znamy. Tak, bardzo często mamy do czynienia z antywzorami, z działaniami, które rozkładają świat przedstawiony. Trzeba pamiętać, że nie wszyscy stawiają wyraźną granicą między fikcją, a realnością. Przykładem mogą być aktorzy grający rolę, ale postrzegani przez widzów jako prawdziwe postacie. Mechanizm ten może działać także w przypadku gry komputerowej, gdzie dochodzi do przeniesienia zasad wirtualnych do rzeczywistości. Jest w tym sporo czarnowidztwa, ale nie wierzę, że używanie nowych mediów nie wpływa na sposób postrzegania świata lub ich działanie jest wyłącznie pozytywne. Jednak znacznie niebezpieczniejsze do przeniesienia zasad są stereotypizacje.

Wstrętny stereotyp!

To taka bestia, która wielokrotnie kąsa każdego z nas. Przyczepia się już po narodzinach, a swoje mordercze instynkty rozwija wraz z postępująca w człowieku socjalizacją. Stereotyp jest przeźroczysty do momentu, w którym ktoś go nam nie wskaże. Podstawową zaletą filmów Anity Sarkessian jest właśnie ich odkrywanie. Pokazuje jakie stereotypizacje są wykorzystywane w grach komputerowych i opisuje ich negatywny wydźwięk. Robi to zawsze w taki sposób, aby odróżnić metodą przedstawienia mężczyzny od kobiety. Ale nie oznacza to, że względem płci męskiej nie zostały zbudowane żadne stereotypy.

Jest ich mniej więcej tyle samo, ile w przypadku kobiety. Wystarczy zapytać dowolną przedstawicielkę płci pięknej i poprosić o stereotypowego facet. Po kilku takich sondach można już stworzyć model wraz z jego wariacjami, a następnie porównać go ze wzorem kulturowym. Co to jest? Zestaw cech, które ma posiadać jednostka, aby dobrze funkcjonować w danej kulturze. To właśnie dzięki niemu wiemy jak zachować się w danej sytuacji. Najlepszym przykładem wzoru kulturowego są zasady dobrego wychowania, znane też jako savoir-vivre. Wyróżniamy też wzór idealny (czyli ten doskonały) oraz rzeczywisty (czyli ten, który aktualnie funkcjonuje). Tym samym Anita Sarkessian zajmuje się wyłącznie stereotypami, a nie wzorami kultury. Nie umniejsza to jej pracy, ale sprawdza ją na inny poziom.

Teraz ważne stanie się to jak te zestawy stereotypów wpływają na wzory kultury. I tego mi brakuje w jej filmach. Obejrzałem zastosowanie feministycznej metodologii do analizy i interpretacji gier komputerowych, ale wnioski zawisły w próżni. Jakie to ma przełożenie na wzory istniejące w społeczeństwie? Na chwilę obecną wiadomo, że dochodzi do utrwalenia stereotypów, a nawet ich wzmocnienia. Kolejnym krokiem powinno być sprawdzenie związku między przemocą w grach, a przemocą wobec kobiet. Wtedy praca Anity Sarkessian byłaby jeszcze ciekawsza. Obraz kobiety oraz mężczyzny wyłaniający się z wybranych przez autorkę przykładów nie jest pozytywny, ale to nie znaczy, że wszyscy gracze tak sądzą. A pojawiające się pogróżki mogą świadczyć o czymś innym.

Zostawanie określonej ideologii oraz wykorzystanie metodologii prowadzi do konfliktu. Ujawnione zostają pewne stereotypy, które można zauważyć także w innych tekstach kultury masowej i popularnej. Obrazy silnie nacechowane seksem widać w praktycznie każdej reklamie, nawet tabletki na wątrobę są sprzedawane z “podtekstem”. Jest to wynikiem zmiany postrzegania cielesności i współcześnie nie przez wszystkich jest traktowane w sposób negatywny (wniosek ten wysnułem na podstawie rozmów ze studentami). Inaczej postrzegana jest cielesność, a wraz z nią erotyka i pornografia. Anita Sarkessian przypomina o poważnym problemie przemocy wobec kobiet oraz o traktowaniu ich jak przedmioty i robi to na przykładzie gier komputerowych. Jej filmy prowadzą do tego, że temat ten nie staje się przeźroczysty, ale ulega uwidocznieniu.

Właśnie to podkreślanie problemu jest największą wartością jej pracy. A z niektórymi modelami można dyskutować, w końcu autorka pominęła wszystkie femme fatale. Co ciekawe kobiety fatalne nie ratują mężczyzn, ale są dla nich zgubą. Motyw ten można bez problemy przeciwstawić damie w opałach i na podstawie tej konfrontacji stworzyć jeszcze bardzie bogaty obraz stereotypów.

//Pozostałe teksty o ideologii w kulturze masowej i popularnej:

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén