Tag: humble bundle

Cyfrowe gotowanie

W mojej przepastnej kolekcji gier komputerowych trafiają się także tytuły nietypowe. Na przykład takie, których głównym tematem jest gotowanie potraw z potworów. Bo nic tak nie poprawia humoru, jak gulasz z jednorożca lub żeberka ze smoka! Konkurs kulinarny w świecie fantasy brzmi niczym skomplikowany sen wariata. Warto wspomnieć, że to marzenie zostało zrealizowane. Dzisiaj, wiedziony ciekawością, postanowiłem zainstalować Battle Chef Brigade.

Tytuł ten był w jednym z Humble Monthly Bundle. Nawet przez moment mnie nie zainteresował, tę produkcję potraktowałem w kategoriach zapychacza. Myliłem się. Battle Chef Brigade, poza wspaniałą grafiką, oferuje także grywalność najwyższej próby. Jest to świetny materiał do analizy designu, do pokazania, że prosta mechanika jest w stanie zaoferować mnóstwo radości. Wystarczy ją odpowiednio obudować, otoczyć kontekstem i porządnie podgrzać. Myślę, że to sprawdzony przepis na stworzenie ciekawej gry, która na długo pozostanie w głowie i w sercu odbiorcy. Twórcy Battle Chef Brigade potrafią zmusić do myślenia, a w odpowiednich momentach wywołać kołatanie serca.

Sama gra opiera się na dwóch filarach. Pierwszy to klasyczna, doskonale znania i lubiana, mechanika układania podobnych obiektów w pionowe lub poziome linie. Swojego czasu Candy Crush Saga wzięła szturmem social media, szczególnie Facebooka. Ta gra również opierała się na tej mechanice. Wystarczyło ułożyć w jednej linii trzy identyczne owocki, aby zniknęły one z planszy i zmieniły się w punkty. W Battle Chef Brigade jest trochę inaczej. Każdy składnik, z którego należy przygotować potrawę, składa się z określonej ilości elementów. Należy dopasować kolory tak, aby danie zyskało na jakości oraz otrzymało wyższą ocenę od jury. Na wyższych poziomach trzeba się trochę namęczyć, aby upolować właściwą zwierzynę, a następnie odpowiednio ułożyć pozyskane składniki. Battle Chef Brigade to ciekawie obudowane cyfrowe puzzle. Gdyby nie kontekst w postaci konkursu kulinarnego, gra niczym nie odbiegałaby od pasożytujących na użytkownikach gier mobilnych. Wystarczyło dobrze ubrać znaną mechanikę, aby powstał nietuzinkowy produkt.

Drugim filarem jest nieustanna walka z czasem. Na przygotowanie dania oraz zebranie składników gracz ma zawsze kilka minut. Trzeba odpowiednio rozplanować pracę. Podzielić dostępne sekundy na pozyskiwanie surowców oraz ich obróbkę. W tych chwilach gra zaczyna robić się emocjonująca. Zauważyłem, że tykający zegar, który nieubłaganie odlicza pozostałe minuty, zmuszał mnie do poświęcenia większej uwagi temu, z czego gotuję. Battle Chef Brigade, za sprawą czasowego ograniczenia, nie zmieniło się w nudną farmę potworów, z których można przygotować rosół. Czułem, że biorę udział w konkursie, nawet jeżeli moim przeciwnikiem była sztuczna inteligencja, a nie żywy człowiek. Musiałem zdążyć, przygotować najlepsze danie zgodnie ze wskazówki danymi przez jury.

Mam pełną świadomość tego, że po ukończeniu Battle Chef Brigade szybko opuści dysk twardy mojego komputera. To solidna dobra, zabawna gra, która daje dużo przyjemności. Niezobowiązująca produkcja, przerywnik pomiędzy trudniejszymi tytułami.

Pożeracz baterii

Moje mobilne granie, to temat trudny i długi. Nie jestem zwolennikiem tego typu rozrywki, chociaż próbowałem swoich sił w różnych produkcjach wydanych na telefony komórkowe. Drażni mnie potrzeba ładowania baterii, wkurzają mnie wszechobecne mikrotransakcje, a już najbardziej podnosi mi ciśnienie długość trwania pojedynczej sesji. Jeżeli gra jest zaprojektowana dobrze, jak chociażby Clash Royale, to jeszcze mogę poświęcić kilka minut. Jednak dłuższe przykuwanie mnie do ekranu telefonu uznaję za niepotrzebną fanaberię, szczególnie, gdy już zapłaciłem za grę.

Muszę zaprojektować nową funkcjonalność do pewnej aplikacji mobilnej. Dlatego zacząłem się zastanawiać, ile czasu mogę poświęcić na siedzenie przed telefonem i eksplorowanie wirtualnego świata. Pamiętam, że przez pewien czas grywałem w różne mobilne produkcje, najmocniej zapamiętałem takie tytuły jak Bardbarian oraz Out There. Szczególnie ta druga gra przyciągnęła mnie na dłuższy czas. Taki kosmiczny survival, z ciekawym systemem tworzenia przedmiotów oraz depresyjną historią. Natomiast Bardbarian przypominał mi wariację na temat tower defense. Biegałem po ekranie bohaterem i mordowałem zastępy złych potworów. Całkiem ciekawa i przyjemna sprawa. Obie gry pozwalały mi na zabicie czasu, gdy czekałem na środek komunikacji masowej. Raz był to autobus, a innym razem pociąg. Myślę, że wtedy średni czas trwania pojedynczej sesji wynosił u mnie około 20 minut. Sporo, ale też długo musiałem stać na dworcu lub przystanku. Dzisiaj moja sytuacja trochę się zmieniła.

Poczułem to gdy spróbowałem swoich sił w Dungeon Rushers. Gra debiutowała już na desktopach, bez problemu można ją nabyć na Steamie. Pojawiła się też wersja mobilna, która jest sprzedawana w modelu buy2play z mikrotransakcjami. Jest sklep ze skórkami dla postaci, jak komuś bardzo zależy na personalizacji krasnoluda, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby kupił oryginalny strój. Nic więcej nie ma, żadnych dodatkowych map lub specjalnych ulepszeń do własnego lochu. Jak sama nazwa wskazuje celem gry, jest ciągłe plądrowanie podziemi. Można to robić w trakcie kampanii, która jest sztampowa, ale dodatkowe wyzwania są całkiem interesujące, lub atakując lochy stworzone przez innego gracza. Takie małe PvP, które – przynajmniej ja mam takie wrażenie – nie zostało należycie rozwinięte. Jest ciekawie, można sprawdzić, jak ludzie próbują zabezpieczyć skarb i z czego lubią korzystać. Potwory, czy pułapki? Może skomplikowany labirynt? Gdyby w tym trybie można było zdobywać jakieś dodatkowe nagrody, to chętniej bym z niego korzystał.

Problemem Dungeon Rushers jest angażowanie gracza. Gra mobilna powinna być casualowa, gwarantować stosunkowo szybką progresję, aby odbiorca chętnie do niej wracał. Dopiero później, przy zbliżaniu się do engame’u, trudność rozgrywki powinna wzrastać. Dungeon Rushers prezentuje sposób angażowania gracza znany z gier PC. Jest żmudnie i powoli, sesje są długie i wymagają sporo różnych aktywności. Trzeba trochę czasu poświęcić na tworzenie przedmiotów, sprzedaż rzeczy niepotrzebnych, walkę w lochach tworzonych przez graczy i na kampanię. To dużo różnych zadań, na dodatek pojawia się jeszcze rozwijanie postaci, które jest ściśle związanie z misjami fabularnymi i wyzwaniami. Tylko tam otrzymuje się punkty doświadczenia. Jak łatwo się domyślić, taka sesja może trwać nawet 60 minut! A to bardzo, bardzo dużo, jak na grę mobilną, która nie została wydana jako free2play. Skąd znaleźć, aż tyle czasu? Może lepiej poświęcić godzinę na jakąś grę na komputerze?

Daleki jestem od skreślania Dungeon Rushers. To całkiem dobra produkcja, ale granie w nią na telefonie komórkowym nie jest najlepszym rozwiązaniem. Aplikacja doskonale pożera czas oraz baterię, jednak model rozgrywki po prostu mnie odrzuca. Na desktopie potraktowałbym niektóre dłużyzny jako coś naturalnego, ale w przypadku produkcji na urządzenia mobilne okazuje się, że rozwój postaci oraz tworzenie przedmiotów to zdecydowanie zbyt nużące zadania.

Literat przegląda Internet #71

Dzisiaj nie słuchaliśmy listy… Wyłamaliśmy się, ponieważ udaliśmy się na koncert Organka w Pałacu Kultury Zagłębia. Odmiana zawsze się przyda.

Pierwszy tekst jest bardzo, bardzo polityczny. Co gubi rządzącą partię?

Okazuje się, że nawet złodzieje chcą czuć się wyróżnieni.

Dobrej Zmianie i Reporterom bez Granic nie jest po drodze.

Czy można wskrzesić RTSy? Faktycznie ten gatunek trochę podupadł, ale być może jeszcze kiedyś pojawi się godny konkurent StarCrafta II.

Humble Bundle zostaje wydawcą. Interesujący ruch na rynku gier komputerowych.

Mobilna rozrywka

Jestem graczem, czego nie znosi moja Żona. Nic nie potrafię z tym zrobić. Poza pisaniem uwielbiam grać w gry komputerowe. Kolekcję mam dość pokaźną, ale wszystkie wymagają do uruchomienia przynajmniej laptopa. Nigdy nie byłem fanem rozrywki mobilnej. Mój leciwy Note służy mi za notatnik i maszynę do udostępniania plików oraz odpisywania ma maile. Ale to się już zmieniło. Przyjemniej na jakiś czas.

Zaczęło się do wypatrzenia na Humble Bundle jednej gry – Out There. Rzecz mała, z gatunku science-fiction. Wchodzi się w kombinezon astronauty, który obudził się trochę zbyt daleko od domu i teraz musi sobie jakoś poradzić. Wszystko sprowadza się do zbierania surowców, podejmowania różnych decyzji i eksplorowania mapy. Tyle. A gra towarzyszy mi od ponad miesiąca w trakcie moich podróży do Katowic. Siedzę, tak jak wielu innych, a raczej wiszę nad ekranem telefonu i klikam, stukam i przesuwam. I nagle dotarł do mnie sens mobilnej rozrywki.

Chodzi o chwilowość. Na PieCyku człowiek siada i tłucze kilka godzin, jeżeli ma czas, dostęp do prądu, picia i jedzenia. Na telefonie? Cóż, ogranicza bateria, a przecież trudno wytłumaczyć Żonie, że smartfon padł, bo jego użytkownik wcale nie był taki smart i latał statkiem (na szczęście jeszcze mi się nie zdarzyło). Mobilna rozrywka jest niezobowiązująca – na pewno wciąga, ale inaczej niż tradycyjne gry komputerowe. Kilka puknięć, przesunięć, przeskoków i już trzeba wysiadać z pociągu. Telefon wystarczy schować do kieszeni i udać się w kierunku Wydziału. Gra poczeka.

Na pewno wykorzystuję Out There jako zabijacz czasu. Albo remedium na skutki zapominalstwa. Nie zawsze pamiętam o tym, żeby zapakować książkę lub Kindle’a. I wtedy dobrze mieć naładowaną empetrójkę (też zapominam) albo telefon z jakąś grą. Oczekiwanie na pociąg mija przyjemniej i szybciej.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén