Ostatnio trafiłem w sam środek dyskusji na temat najnowszej gry CD Projekt RED. Jak to się stało? Jakim cudem wpadłem w ten cyklon? Poszedłem sobie zrobić herbatę. W ramach przerwy na śniadanie w firmie. Nie od dziś wiadomo, że najciekawsze rozmowy toczą się w kuchni lub w miejscu, w którym ludzie przechowują jedzenie oraz wodę. Tak było i tym razem.

Cyberpunk 2077 nas podzielił. Są osoby, które hype train zabrał od razu, gdy pojawił się pierwszy trailer. Mało tego! Wykupili nawet bilety na pierwszą klasę! W tej grze widzą mnóstwo ciekawej zabawy, pociąga je wirtualny świat. Jednak zauważyłem coś niepokojącego. W rozmowie często pojawiało się stwierdzenie, że Cyberpunk 2077 na pewno będzie dobry, bo pracuje nad nim CD Projekt RED. A czy oni stworzyli coś kiepskiego? Jest to kwestia subiektywna, jednak warto wspomnieć, że miłośnicy gier komputerowych uważają trylogię Wiedźmina na porządnie zrobiony produktu. Ostatnia część traktowana jest jako kultowa i ludzie są raczej zgodni, że jest to piekielnie dobra gra.

Czyżby miała tutaj działać magia CD Projekt RED? Czego się dotkną, to od razu zamienia się w złoto? Zachęcam do ostrożności. Świat gamedevu już raz spotkał się z takim czarowaniem. Głównie za sprawą działalności BioWare. To studio również było magiczne. Głównie za sprawą specyficznego modelu pracy. Informacje na ten temat pojawiły się głównie za sprawą Anthem, czyli największej giereczkowej porażki tego roku. Produkcja była chaotyczna, ciągle zmieniały się pomysły, zespoły zaangażowane w prace przerzucały się pomysłami. Efekt? Premiera okazała się klapą. Klienci dostali niezła wczesną wersję beta, której brakowało wykończenia. Miała zadziałać magia BioWare, która zawsze sprawiała, że elementy projektu wpadały we właściwe miejsca, a następnie powstało coś genialnego. Tym razem było inaczej.

Nie twierdzę, że Cyberpunk 2077 będzie spektakularną porażką. Opublikowane materiały niespecjalnie wzbudzają we mnie zachwyt. Mimo to uważam, że gra będzie po prostu dobra. Tylko czy to wystarczy graczom? W przypadku najnowszej produkcji CD Projekt RED fani zachowują się dokładnie tak samo, jak w chwili, gdy zapowiedziano Anthem lub Mass Effect: Andromedę. W przypadku tych tytułów również podkreślało się znacznie studia, które za nie odpowiadało. Historia pokazała, że nie jest to gwarantem porządnie wykonanej gry. Jednak to tylko jeden z problemów. Warto także zwrócić uwagę na rosnące oczekiwania fanów. Współczesny marketing polega na nakręcaniu odbiorców, dawkowaniu informacji, podgrzewaniu zainteresowania. Łatwo się domyślić, że taki model promocji może łatwo obrócić się przeciwko firmie. Wystarczy, że wypuszczony produkt nie będzie odpowiadał wysokim oczekiwaniom gracz. Może być bardzo dobry, z solidną narracją i rozgrywkę, jednak nie będzie genialny. A takie wrażenie było budowanie w trakcie promocji.

W przypadku gier komputerowych trzeba być ostrożnym i rozważnym. Warto, aby każdy podejmował decyzje zgodne z własny postrzeganiem świata. Ja, na przykład, zaryzykowałem z Anthem. Byłem ciekaw, czy BioWare wstanie z kolan. Nie wstało. Poleciało na ryj.