Tag: ian tregillis

Nudne zakończenie

W końcu upolowałem trzeci tom Wojen alchemicznych Iana Tregillisa. Czekałem na to zamknięcie z wielką niecierpliwością. Jednak zawsze wybierałem inne lektury, a przez dłuższy czas zdejmowałem książki z cyfrowej kupki wstydu na Kindle’u. Ucieszyłem się, gdy odebrałem Wyzwolonego, liczyłem na solidne zamknięcie, wyjaśnienie opowiedzianych wcześniej tajemnic. Dwa poprzednie tomy trzymały wysoki poziom, były ciekawe i wciągające. Nic dziwnego, że podobnych wrażeń oczekiwałem od ostatniego.

Nie będę owijał w bawełnę – boleśnie się rozczarowałem. Narracja w Wyzwolonym za wszelką cenę pędzi ku końcowi, przemiany w znanych postaciach są delikatne, a wydarzenia istnieją tylko po to, aby zamknąć książkę. Poprzednie tomy obfitowały w filozoficzne pytania dotyczące świadomości, władzy oraz granic człowieczeństwa. W Wyzwolonym jest tylko pośpiech, chęć szybkiego ukończenia fabuły. Odniosłem wrażenie, że autor stracił serce do tej opowieści, stwierdził, że za wszelką cenę chce ją skończyć. Nawet jeżeli doprowadzi to do zbudowania zbioru słabo uzasadnionych wydarzeń i rozwodnienia wcześniejszych motywacji bohaterów.

Narracyjny chaos po prostu mnie zaskoczył. Wcześniej podobało mi się to, że każda część fabuły idealnie pasowała do pozostałych. Wprowadzane postacie nie były tylko marionetkami, ale miały własne, często bardzo ekstremalne, przekonania. Od chęci wyzwolenia mechanicznych służących, bo eksperymentowanie na nich, a nawet próby kontrolowania ludzkiego umysłu za pomocą alchemii. Przechodzenie pomiędzy takimi postawami był interesujące. Opowieść budowana była z różnych perspektywy, dzięki czemu świat przedstawiony nie wypadał płasko. Nabierał głębi, stawał się wielowątkowi, pełen odcieni szarości. Trudno było powiedzieć, kto jest zły, a kto dobry. A w tle ciągle czaiły się różne alchemiczne tajemnice, do których odkrycia dążyli wszyscy bohaterowie. Każdy na swój sposób. Autor przez dwa tomy budował napięcie i miałem nadzieję, że ostatnia odsłona będzie miała siłę rażenia bomby atomowej. Okazało się inaczej.

Cała praca poszła na marne. Ostatnio tom to nudna i mdła narracja. Z poszarpanymi bohaterami, którym odbiera się wszelki charakter. Nagle wszystkie te ciekawe postaci sprowadzone zostają do poziomu papierowych pionków. Rozgrywka jest szybka, bo autor za wszelką cenę, często nawet po trupach, dąży do zakończenia. Dowodem na brak pomysłu w rozwijaniu fabuły jest stopniowe uśmiercanie najważniejszy postaci. Po co wrzucać ich w nowy porządek i zmuszać się do tłumaczenia czemu postępowali tak, a nie inaczej? Najprościej ich wykończyć, zabić. To nie jest tak jak w Grze o Tron, w której wymieranie postaci jest wpisane w rytm narracji. W Wyzwolonym wyraźnie widać, że celem autora jest najzwyklejsze ucięcie wątku. Pozbycie się konieczności jego tłumaczenia, usunięcie tematu, który zmuszałby do dalszej pracy.

Wyzwolony to jedno z najgorszych zamknięć, jakie widziałem w literaturze. Nie mam tam nic dobrego. Szkoda mi steampunkowego świata, który został całkowicie rozwalony. Jak ktoś się nie chce rozczarować, to warto skończyć przygodę na drugim tomie Wojen alchemicznych. Tam Ian Tregillis pisze jeszcze z pomyłem i werwą, później, najwyraźniej, dopadło go zmęczenie tematem.

Walka o świadomość

Steampunkowa estetyka wciąż mnie fascynuje. Dlatego poszukuję tekstów, które ją realizują. Gdy rok temu sięgnąłem po pierwszy tom Wojen alchemicznych Iana Tregillisa, nie spodziewałem się, że będę dalej śledził serię. Wtedy oczekiwałem po prostu znośnej lektury, nawet przez moment nie marzyłem o tym, że Mechaniczny będzie jakimkolwiek powiewem świeżości. Maszyny napędzane parą, świat podzielony konfliktem dwóch mocarstw, a w tle alchemicy oraz ich tajemnice. Uznałem, że to interesujący schemat fabularny i postanowiłem sprawidzić, jak został wypełniony. Nie zawiodłem się, do tego stopnia zainteresował mnie świat wykreowany przez Iana Tregillisa, że sięgnąłem po drugi tom Wojen alchemicznych.

Powstanie – trzeba przyznać, że tytuł od razu naprowadza na pewien trop. Czyżby przyszedł czas na wyzwolenie mechanicznych służących? Będą walczyli o uznanie swoich praw i zdjęcie ograniczających ich zasad? Alchemicy przegrają, a świat ogarnie chaos? I to wszystko wydarzy się na pierwszych stronach? Nie, nic z tych rzeczy. Ian Tregillis doskonale gra napięciem, powoli dawkuje kolejne elementy opowieści, przyciąga czytelnika do swojego świata poprzez nieprzewidywalne zmiany rytmu. Na szczególne wyróżnienie zasługuje doskonała intryga. Czytając Powstanie, szybko zrozumiałem, że intencje wszystkich postaci nie są takie oczywiste, a ich charaktery bywają nieprzewidywalne. Bohaterowie to jedna z najmocniejszych stron książki. Jax, czyli robot, który odzyskał świadomość, zaczyna rozumieć, że wszyscy, nawet Ci podobni do niego, marzą o panowaniu się gotowy zrobić wszystko dla władzy. Berenice za wszelką cenę próbuje przetrwać, odkryć tajemnice alchemików i powstrzymać zagładę swojej ojczyzny. A kapitan Hugo Longchamp po prostu chce obronić miasto, cywili oraz króla. Losy całej trójki w końcu się splotą, jednak za nim to nastąpi, przebędą interesującą drogę, a także wielokrotnie zmierzą się z różnymi niebezpieczeństwami.

Zaskoczyło mnie to, że Ian Tregillis zdecydował się mroczną kreację świata. Już w Mechniczym odczuwałem gęsty klimat narracji, ale w Powstaniu autor poszedł krok dalej. Walka o władzę w drugim tomie Wojen alchemicznych zaczyna się rozpędzać, a alchemicy stają się postaciami, które pragną kontrolować wszystkich ludzi. Nawet jeżeli wymaga to działań nieetycznych jak na przykład operacje i wpływanie na świadomość człowieka. Powstanie pokazuje zepsucie toczące najwyższe warstwy społeczne świata wykreowanego przez Iana Tregillisa. Władza deprawuje wszystkich, pragnienie kontroli dotyka każdego bohatera i wpływa na jego sposób postrzegania rzeczywistości. Jedni się przeciwstawiają, a inni ulegają i dołączają do walki. Nawet Jax, pragnący wyzwolić sobie podobne maszyny, nie do końca rozumie, co może się stać, gdy otrzymają one wolność i świadomość.

Jeżeli Mechaniczny był ciekawie postawionym pytaniem o granice człowieczeństwa i świadomości, to Powstanie dotyczy problemów władzy i wojny. Z niecierpliwością czekam na trzeci tom, na zamknięcie sagi. Ciekaw jestem, czy działania trójki bohaterów faktycznie doprowadziły do końca świata.

Steampunkowi niewolnicy

Zdarza się, że przeoczą premierę jakiejś interesującej książki. Napełnia mnie to dziwnym niepokojem – w świecie, w którym ciągle jestem informowany o absolutnie wszystkim, czemuś uda się umknąć? Potem dociera do mnie, że to zwykły pozór, bo propozycjami rządzą algorytmy. Niestety, do dziś nie wiem dlaczego, zdecydowały, że książka garściami cierpiąca ze steampunku, która na dodatek porusza kwestię człowieczeństwa, na pewno mnie nie zainteresuje. Na szczęście zachowałem odrobinę czujności.

Mam taki dziwny nawyk, że wciąż czytam niektóre newslettery, w szczególności sklepów, w których od premii do premii coś zamawiam. Robiąc porządek w swojej cyfrowej skrzynce pocztowej, trafiłem na krótką informację o książce Mechaniczny Iana Tregillisa. Jest to pierwszy to serii Wojny alchemiczne i po jego lekturze muszę przyznać, że z niecierpliwością wyczekuję na kolejne. Autor podszedł do steampunku w sposób interesujący, odświeżający, uniknął rozwiązania w stylu „znamy to wszyscy, do tej pory nam smakowało, więc odgrzewamy po raz kolejny”. Na dodatek świadomy jest ograniczeń steampunku i w brawurowy sposób je rozsadza. Mechaniczny jest dla mnie powiewem świeżości, czymś interesującym i ciekawym w całkowicie bezbarwnym oraz wielokrotnie zmarnowanym świecie steampunku.

Osią fabularną książki Iana Tregillisa jest kwestia człowieczeństwa. Autor projektuje alternatywną historię, w której ludzie korzystają ze sztucznej inteligencji stworzonej dzięki wysiłkom alchemików. Epoka pary, statki powietrzne, brud na ulicach oraz wszechobecni klakierzy. Steampunkowe odpowiedniki robotów, obdarzone inteligencją, ale pozbawione duszy. Dzięki czemu ludzie mogą traktować ich jako niewolników, jako bezwolne narzędzia, którymi można pomiatać oraz wykorzystywać do granic możliwości. Jednak zdarza się, że jakiś klakier się zbuntuje, zerwie ograniczenia i będzie próbował udowodnić to, że może sam o sobie stanowić. Wtedy dochodzi do egzekucji, właśnie tak rozpoczyna się Mechaniczny. Stopienie klakiera, ukaranie go za zerwanie ograniczających więzów. Pojawia się coś jeszcze, krzyk świadomości, który odbierają wyłącznie inne steampunkowe roboty.

Problem sztucznej inteligencji to tylko część tematów poruszanych w Mechanicznym. Ian Tregillis pokazuje także polityczne manipulacje, przekupywanie najbogatszych oraz niemoralne kontrolowanie ludzi. Alchemicy okazują postaciami mającymi wiele starannie ukrytych tajemnicy. Wiele z nich mogłoby zburzyć ustalony porządek świata, dlatego muszą pozostawać w cieniu. Dlatego książka ma ciężką atmosferę, a autor tak układa narrację, aby czytelnik chciał sięgnąć po kolejne tomy, po prostu nie odkrywa wszystkich kart. Samo zakończenie wskazuje na to, że Mechaniczny jest dopiero początkiem wielkiej intrygi, która zatrzęsie światem przedstawionym, szczególnie ustalonym porządkiem.

Walka o wolność klakierów, bunt, morderstwa oraz bardzo wyrafinowane zamachy. Mechaniczny to porządny kawał literatury. Pozycja obowiązkowa dla osób poszukujących steampunkowych ciekawostek.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén