Tag: II Wojna Światowa

Brak obojętności

Zawsze lubiłem filmy Christophera Nolana. Do trylogii o Batmanie wciąż wracam, Memento zapamiętam na długo, Prestiż to prawdziwy majstersztyk, a Interstellar widziałem już wiele razy i ciągle nie mam dość. Bezsenność przemilczę, bo się wynudziłem. Ostatnio wybrałem się wraz z Żoną na Dunkierkę. Oczekiwaliśmy filmu po prostu interesującego, a mieliśmy przyjemność obejrzeć solidnie wykonany i przemyślany obraz. Christopher Nolan po raz kolejny postanowił rozmontować czas, przez co odbiór Dunkierki może być zaburzony. Jednak na samym końcu wszystkie wątki doskonale się splatają.

Wyzwaniem na pewno było stworzenie filmu wojennego, w którym jedynie przez moment widać wroga. Bohaterom towarzyszom wystrzały oraz wybuchy, walczą o przetrwanie, dzięki czemu atmosfera Dunkierki jest gęsta i ciężka. Widz jest atakowany poprzez dźwięk, na usta ciśnie się stwierdzenie, że wojny nie da się przyciszyć. U Christophera Nolana jest ona hałaśliwa, często na granicy wytrzymałości, jednak dzięki temu sceny ostrzałów wręcz wżynają się w umysł. Trudno o nich zapomnieć, trudno zignorować płynące z ekranu zagrożenie, Dunkierka zmusza do uwagi. Po wyjściu z filmu czułem się wyczerpany, co było wynikiem bycia w stanie ciągłej gotowości. Christopher Nolan tak poprowadził narrację w filmie, aby odbiorca czuł się poddenerwowany, zaniepokojony, a w końcu zaskoczony.

Dunkiera jest dowodem na doskonałą znajomość praw gatunku, jakim jest film wojenny. Wiedzieliśmy różne realizacje ten formy, jednej bardziej, a inne mniej udane. Wielu reżyserów koncentruje swoją uwagę na kwestii przetrwania – cywilów oraz żołnierzy. Chistopher Nolan również podejmuje ten problem, jednak swoją uwagę koncentruje głównie na wojsku. W sposób przerażający portretuje stres, jakiemu poddawani są żołnierze. Elementem wzmacniającym poczucie zagrożenia jest ewakuacja z Dunkierki, odwrót, któremu towarzyszy otoczenie przez niemiecką armię. Reżyser pokazuje wojnę, jako maszynę, która mieli ludzi, zabija ich, łamie charaktery, ale czasem popycha do bohaterskich działań.

Człowieczeństwo staje się towarem deficytowym. Gdy wszyscy walczą o przetrwanie, nawet sojusznik szybko może są się wrogiem i zostać wytypowanym do poświęcenia. Istotniejsza jest przynależność do określonego pułku, w obrazie Christophera Nolana nie ma miejsca na sentymenty. Ich miejsce zajmuje brutalność, chęć przetrwania za wszelką cenę i poczucie rezygnacji. Odwrót, otoczenie przez wrogą armię, ludzie tłoczący się na pomoście, brak statków – wszystko to negatywnie wpływa na moralne żołnierzy. Na dodatek w tle cały czas pojawiają się wątki polityczne, rozkazy, które trzeba wykonać, ale nie zawsze można się z nimi zgodzić. Dunkierka to film wojenny składający się z wielu elementów. Jeżeli ktoś jeszcze nie widział najnowszego obrazu Christophera Nolana, to powinien nadrobić te zaległości. Siłą Dunkierki jest to, że nikogo nie pozostawia obojętnym. Z kina wychodzi się przerażonym, zachwyconym lub rozczarowanym, ale na pewno nie obojętnym.

Amerykański spam

Małe zaskoczenie – ten wpis będzie o jedzeniu. Nie jest to blog kulinarny, więc pominę przepis. Nic nie napiszę także o tym, dlaczego warto jeść, bo nie zajmuję się szeroko rozumianym „lajfstajlem”. A dla tych co się zajmują i rozważają za i przeciw pochłaniania różnych pokarmów: w ten sposób można przeżyć. Wielu „lajfstajowców” właśnie spadło z krzesła. Nie czytajcie dalej! Będzie o mielonce!

Klasycznie danie z puszki i popkultura? Tak. Paradoksalnie są ze sobą związane. Mielonka, po angielsku spam, pojawiła się w 1937 roku i stanowiła podstawę wyżywienia dla amerykańskich żołnierzy w trakcie II Wojny Światowej. Mielonka była tak popularna, że Wujek Sam (Uncle Sam) bywał nazywany Wujkiem Mielonką (Uncle Spam). Obok tej niezwykle wyszukanej potrawy produkowano także inne rzeczy potrzebna na wojnie – na przykład smar do broni, a puste puszki można było ponownie przetopić i wykorzystać. Produkcja ten popularnej konserwy służyła przemysłowi zbrojeniowemu. Ten aspekt umyka człowiekowi w trakcie konsumpcji kanapki z mielonką, prawda?

Po spam sięgnęli także twórcy Monty Pythona. Jeden ze skeczy opowiada o restauracji, w której wszystkie dania zawierają mielonkę. Dzisiaj słowo spam kojarzy nam się jednoznacznie – z zapychającymi nam elektroniczne skrzynki niechcianymi wiadomościami.

A okazuje się, że mielonka ma swoją historię. Polecam podkast nagrany przez Missed in History, który w całości jest poświęcony tej konserwie.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén