Tag: kultura popularna (Page 2 of 9)

Literat przegląda Internet #52

Kolejny tydzień minął! Nieubłaganie zbliżamy do początku roku akademickiego. Po raz pierwszy od czterech lat jestem poza systemem. W zasadzie to nie wiem, czy mam się cieszyć, czy może płakać, ale pewien jestem jednego – będzie mi brakowało pracy ze studentami. Nic nie trwa wiecznie. Aktualnie zajmuję się czymś zupełnie innym i okazało się, że w sektorze prywatnym również poznałem interesujące osoby.

Na dobry start postanowiłem przypomnieć wywiad z osobami odpowiedzialnymi za „Zaklinaczy”. Ta karcianka już do mnie dotarła, w ostatni piątek została przetestowana. Wrażeniami podzielę się wkrótce!

Mamy jesień, więc być może komuś przyda się taka playlista. Zrobiona na podstawie wpisu na reddicie.

Inne spojrzenie na aferę z Andrzejem Sapkowskim.

Ostrożnie z kupowaniem w Internecie! Okazuje się, że oszuści są coraz bardziej przebiegli…

Coś dla doktoratów oraz innych osób zaangażowanych w polskie życie akademickie – raport na temat polskich czasopism naukowych!

A tak w ogóle, to w zeszłym tygodniu widzieliśmy DZIKA! [pozdro dla kumatych!]

Kulturowy konflikt

Tak już mam, że z uwagą śledzę dyskusje na temat polskiej kultury w Internecie. Teksty bywają różne. Jedne lepsze, a inne gorsze, ale jest jeden element wspólny dla wszystkich krytykujących współczesną kulturę – zdają się nie widzieć środka. Ostatnio trafiłem na felieton Ewy Lalik Kulturowy rozbiór Polski. Kilka argumentów było słusznych, ale moim zdaniem autorka popełnia klasyczny błąd polskich krytyków kultury. Przeciwstawia, korzysta z jednoznacznej i nieruchomego podziału, słowem widzi kulturę wysoką oraz kulturę niską. Jest to bolesne uproszczenie, z którym walczę przynajmniej od czterech lat.

Podział jest prosty i wszystkim znany. Mamy kulturę wysoką, w której spokojnie siedzą najdoskonalsze dzieła, twórcy natchnieni i wyjątkowi. Mickiewicz obok Słowackiego, Norwid ramię w ramię z Herbertem. Tą kulturą wypada się zajmować, mówić o niej. Stanowi centrum naszej edukacji. Zaraz obok niej jest kultura niska, którą można przedstawić jako niezwykle przepasany wór. Ląduje tam wszystko to, co nie wpadło do tego lepszego zestawu. Dlatego można tam bez problemu znaleźć disco polo, ale także twórczość Andrzeja Sapkowskiego. Żadnego rozróżniania, porównywania wzorców. Po prostu to, co nie jest kulturą wysoką, jest kulturą niską. Takie rozumowanie zupełnie nie oddaje dynamicznych przemian wśród tekstów kultury. Znacznie bezpieczniej byłoby porzucić tę typologię i wprowadzić trzeci rodzaj, ten będący pomiędzy. Właśnie z nim mamy najwięcej problemów.

Prostym i zdroworozsądkowym podziałem jest następujące przedstawienie: kultura wysoka, kultura popularna oraz kultura masowa. Oczywiście należy unikać szkodliwego wartościowania, ponieważ klasyfikacja poszczególnych tekstów może łatwą ulec zmianie. Świadczy to o tym, że myślenie o podziale kultury, jej polach, jest wyraźnie historyczne i należy je za każdym razem dopasować do aktualnego kontekstu. Problem polskiej kultury polega na tym, że nigdy nie udało się nam wykształcić kultury środka, czyli kultury popularnej. Zauważono to już w dwudziestoleciu międzywojennym. Kwestia ta została poruszona w kilku tekstach Karola Irzykowskiego, szczególnie w tych poświęconych Stefanowi Grabińskiemu, oraz była ważna w myśli Ignacego Fika, który zauważył ważność kultury popularnej poprzez dostrzeżenie różnych rodzajów fantastyki. Kwestię tę, poprzez próby opisywania literatury popularnej, opisywały „Wiadomości Literackie”. Celem tego czasopisma było właśnie łączenie różnych nurtów, z artykule programowym redakcja wyraźnie wskazuje potrzebę znalezienia pewnego rodzaju pomostu pomiędzy zjawiskami kultury wysokiej a treściami popularnymi.

Po dwudziestoleciu międzywojennym, po tym chwilowym oddechu wolności, przyszła wojna, a następnie, zaraz po niej, komunizm. W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej teksty popularne miały jeden cel: wykuwać nowego człowieka. Stąd potrzeba pisania powieści produkcyjnych oraz kryminałów milicyjnych, w których wychwalano jedyny słuszny porządek. Trudno oczekiwać, aby tak mocno zaangażowane ideologicznie gatunki zostały uznane za dobre przykłady tekstów kultury popularnej, tak się nie stało. Jednocześnie trudno powiedzieć, że po transformacji cokolwiek się w tej kwestii zmieniło. Powierzchownie na pewno tak, w końcu mamy szkołę polskiego kryminału, na czele z Markiem Krajewskim, polską fantastykę, czyli Andrzeja Sapkowskiego oraz wyjątkową fantastykę naukową z genialnym Stanisławem Lemem. W dalszym ciągu funkcjonuje u nas kult nazwiska, konieczność znalezienia genialnego twórcy. Nie potrafimy przyznać, że sama rozrywka jest wartością, a jest to jeden z podstawowych elementów kultury popularnej.

Ten brak środka doskwiera nam przez cały czas. Co z tego, że kogoś bawi disco polo? Śmiem twierdzić, że trudno znaleźć osobę, którą przynajmniej raz nie bawiła się przy tym rodzaju muzyki. Uczymy o wielkich dziełach i z wielką łatwością dyskryminujemy te popularne. Zapomnieliśmy o tym, że umiejętność poruszania się po różnych tekstów jest bardzo, bardzo ważna.

Zestaw koszmarów

Stephen King / Bazar złych snów / Prószyński i S-ka

Stephen King / Bazar złych snów / Prószyński i S-ka

Moje lekturowe przygody ze Stephenem Kingiem były różne. Przeczytałem te najważniejsze rzeczy, parę razy dałem się uwieść tekstom, które traktowane były jako mniej istotne. Dlatego za szczególnego znawcę się nie uważam. Lubię prozę tego autora, ale nie czekam na premiery jego książek, nie trzęsę się z emocji, gdy dostaję najnowszą powieść. Tym razem było dokładnie tak samo. W moje pewne ręce trafił zbiór opowiadań Stephena Kinga Bazar złych słów.

Krótka forma potrafi zemścić się na każdym pisarzu. Opowiadanie wymaga bardzo dużo precyzji oraz solidnego pomysłu. Nie ma w nim miejsca na dygresje, zbędne rozpisywanie się lub nadbudowywanie nastroju. Treść musi być klarowna, konkretna dla odbiorcy, który decyduje się na poświęcenie swojego czasu na lekturę opowiadania. Dlatego nie lubię, gdy autorzy bawią się w otwarte zakończenia, puszczają oko do czytelnika, że to nie wszystko, a potem porzucają swój projekt. Rytm opowiadania wymaga odpowiedniego rozłożenia, twórca musi wyczuć, kiedy może uderzyć, a kiedy skończyć. Tylko wtedy ta krótka forma staje się interesująca.

Jedną rzecz charakteryzuje wszystkie teksty w Bazarze złych snów – brak jakichkolwiek dłużyzn. Autor precyzyjnie konstruuje swoje opowiadania. Od samego początku są to struktury trwałe, a nie jakieś jąkanie niezdecydowanego pisarza. Stephen King doskonale wie, co chce osiągnąć i jakich narzędzi do tego użyć. Być może właśnie dlatego jego opowiadania czyta się świetnie, trudno się od nich oderwać. W literaturze popularnej jest to istotna cecha, bo przecież tego typu teksty powinny pobudzać ciekawość czytelnika. Wszelkie usypanie i przynudzanie jest karane brakiem zainteresowanie i zaprzestaniem lektury. Bazar złych snów, pomimo swojej grubości, zbiór liczy sobie ponad 600 stron, czyta się bardzo szybko. To zasługa dynamicznego stylu Stephena Kinga. Na próżno w tym tomie szukać rozwlekłych opisów. Najwyraźniej dla tego autora opowiadania stanowią esencję akcji, dłużyzny lepiej sprawdzają się w powieściach.

Szczególnie interesujące są wyjaśnienia poprzedzające każde tekst. Stephen King tłumaczy w nich genezę danego opowiadania oraz prezentuje rozwój pomysłu. Trzeba pamiętać o tym, że zbiory opowiadań nie muszą być czytane od deski do deski lub w kolejności, w jakiej zostały rozmieszczone teksty. Można kierować się tytułami lub wybrać tylko te, których pomysły lub formy, po zaprezentowaniu przez Stephena Kinga, wydadzą się interesujące. Takie zbiory zapewniają ciekawą wolność dla odbiorcy i widać, że autor ją uszanował. Każdy tekst stanowi odrębną historię, nie należy doszukiwać się w nich jakichś serii. Oczywiście warto poszukać pojawiających się wszędzie wątków, które związane są z ugruntowanym stylem pisarza. Myślę, że przeczytanie opowiadań i zastanowienie się nad modelem grozy oraz małomiasteczkowością w wydaniu Stephena Kinga może być interesującym przeżyciem.

Nie żałuję czasu spędzonego na lekturze Bazaru złych snów. Przyjemna przerwa pomiędzy kolejnymi, znacznie cięższymi, pozycjami. Ten zbiór warto potraktować jako przerywnik. Coś ciekawego, ale niezobowiązującego, coś dającego odpocząć głowie, ale jednocześnie wywołującego żywe obrazy.

francois schnell / Podcasts anywhere anytime (CC BY 2.0)

NaSłuch #5 – Powrót na Pustkowia

//Muzyka: A Ninja Slob Drew Me / Not I (CC BY-NC 4.0)

//Obrazek wyróżniający: francois schnell / Podcasts anywhere anytime (CC BY 2.0)

//Podcast można odsłuchać na Soundcloud lub pobrać.

 

Svein Halvor Halvorsen / 366 • 25 • Coffee and news (CC BY NC ND 2.0)

Literat przegląda Internet #6

Weekend zacząłem od okładów ze świetlika. Nagle dotarło do mnie, że oczy najbardziej się męczą, gdy człowiek wpatruje się po kilka godzin w białą wirtualną kartkę. Nawet granie tak nie męczy, a ostatnio mam w co. Dla Save!Projectu muszę przygotować dwie recenzje, na promocji ustrzeliłem Starcrafta 2 i jest jeszcze Guild Wars 2. Tylko kiedy znaleźć na to wszystko czas, gdy trzeba czytać i pisać?

Trzeba też czyścić listę rzeczy „na później”. Tym razem, na początek, mam coś bardzo mocnego. Długi, ale ciekawy tekst na temat problemu współczesnej moralności. Czy zmiany klimatu oraz galopujący i wyniszczający kapitalizm doprowadzą do powrotu brutalnych nacjonalizmów? Warto się nad tym zastanowić.

Z rzeczy lżejszych. Polecam tekst na temat tego, jak działa komiks. Historie obrazkowe są nierówne, ale funkcjonują podobnie. Żałuję, że nie trafiłem na ten artykuł, gdy pisałem pracę magisterską o powieści graficznej.

Lubicie gry indie? A co by się stało, gdyby nagle zniknęły? Po przeczytaniu tego tekstu zastanawiam się nad problemem niezależności w grach komputerowych. Argumenty mówiący o narodzinach rynku Triple I mnie nie przekonuje.

Nie wierzę w wartość komentarzy, dlatego wyłączyłem je na swoim blogu. Moim zdaniem ten model komunikacji wyraźnie nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Może Mateusz Nowak ma rację i wkrótce w ogóle nie będziemy mogli nic skomentować? Wątpię, abyśmy wiele na tym stracili.

Na koniec nowa płyta Davida Gilmoura. Coś ciekawego do posłuchania. Mam nadzieję, że nie rozczaruje mnie tak, jak nowi Ironi.

//Obrazek wyróżniający: Svein Halvor Halvorsen / 366 • 25 • Coffee and news (CC  BY NC ND 2.0)

Page 2 of 9

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén