Tag: miasto (Page 1 of 2)

Inne Miasto

Wybrałem się na spotkanie autorskie. Po raz pierwszy od chwili ogłoszenia pandemii. Zaznaczam, że tego typu imprezy nie są dla mnie nowością. Zdarza mi się oglądać pisarzy, których czytam. W dużej mierze z ciekawości, bo czytanie i słuchanie człowieka, to dwa zupełnie różne doświadczenia. Tym razem postanowiłem sprawdzić, co ciekawego ma do powiedzenia Ziemowit Szczerzek. Z prozą tego autora jestem na bieżąco, więc uznałem, że chętnie poszerzę swoje doświadczenia o osobę, które składa akapity. Było warto.

Paradoksalnie nie będzie to tekst o spotkaniu autorskim. Udanym, ciekawym, pełnym pytań od publiczności, które dobrze rozwinęły poruszone w rozmowie tematy. Bardziej zainteresowała mnie cała otoczka. Reżim sanitarny związany ze spotkaniem autorskim. Maseczki, dezynfekcja rąk, wyznaczone miejsca, w których można siedzieć. Ludzie rozproszeni w przestrzeni, brak obaw, że nagle dosiądzie się ktoś, kto będzie się rozpychał. I jest jeszcze Miasto. Klasycznie, jeden z moich ulubionych tematów. Trochę spokojniejsze, niż przed pandemią. Bo ciągle mam w głowie pewien obrazek, pewne spostrzeżenie, które dopadło mnie jeszcze w poprzednim roku. Wybrałem się z Żoną do kina, na długi film (tak jakby teraz były jakieś krótkie…), wracaliśmy do domu w okoliczny 21:00.

Mijając przestrzenie zachęcające do spotkań, zauważyłem, że Miasto jest pełne podpitych chłopaków i dziewcząt. Po równo najwyraźniej wieczorna alkoholizacja skłania się ku równouprawnieniu. Czy teraz, jako człowiek z trójką z przodu będę krytykował młodzież wychylającą jedno (lub więcej) piwo w czwartek wieczorem? W wakacje? Nie. Z dwóch powodów. Po pierwsze nie widzę niczego złego w lekkim wstawieniu się w trakcie wolnego wieczoru. Po drugie, obawiam się, że mam na wyjebane. Jeśli nie robią sobie krzywdy, to mało mnie obchodzi ta sprawa. Obrońców moralności pragnę w tym miejscu powstrzymać! W dokumenty nikomu nie zaglądałem, bo – jak wspomniałem wcześniej – mam wyjebane i nie wiem, kto był pełnoletni, a kto nie. Niech to zostanie między Miastem a podpitymi.

Tym razem obrazek z powrotu był inny. Pewnie dlatego, że już wrzesień, rok szkolny się zacząłem. Ale i tak w Mieście unosi się specyficzna atmosfera izolacji. Mniej ludzi na zewnątrz, niby wieczory już chłodne, jednak kiedyś nie było to przeszkodą. Nawet na parkingach jest trochę więcej przestrzeni. Nie to, żeby powietrze było czystsze, zawsze mogłoby być trochę lżejsze. Trochę inne jest to postpandemiczne Miasto. Nawet wybierając się na hotdoga zauważyłem spokój przed i w restauracji. Czy to dobrze? Czy to źle? Nie mam pojęcia, nie oceniam, nie moralizuję, tylko konstatuję. Patrzę, widzę, że Miasto jest trochę inne. Mniej buczące, przetłoczone, trochę bardziej poukrywane po kątach.

Cieszę się, że zawsze wracam na Prowincję. Lata mijają, a moje relacje z Miastem dalej pozostają chłodne. Pewnie przez moją niechęć do przesyconej zabudowy i niedostatku zieleni.

Wypad do Miasta

Ostatnio nieczęsto jeżdżę pociągami do Miasta. Trzymam się prowincji oraz jej okolicznych przestrzeni. Z przyczyn całkowicie ode mnie niezależnych musiałem udać się do Miasta. W ostatni piątek. Oczywiście wybrałem się pociągiem, bo mam blisko do dworca. Oczywiście opóźnienie było niewielkie, a sama podróż komfortowa. Nic dziwnego się nie działo, spokój, muzyka w słuchawkach. I tak mijała mi droga, aż dotarłem do Miasta.

Dawno tam nie byłem. Galeria pełna ludzi. Mijają mnie pasażerowie niosący rowery, na które wskakują i pędzą ścieżkami Miasta. Idę dalej, wiem, że muszę kupić bilet powroty. Wolę to zrobić teraz, bo później może być kolejka. Ale najwyraźniej teraz też jest. Galeria stała się wielkim centrum przesiadkowym. Ludzie pędzą na perony, mijają tłumy w przy standach w restauracji o Złotych Łukach. Widać tam zniecierpliwione twarze z napięciem oczekujące na kolejną dużą porcję frytek i hamburgera złożonego z oczekujących na wrzucenie na bułkę produktów. Wszystko w biegu, wszystko dopasowane do rytmu Galerii w Mieście. Ale ja muszę iść dalej.

Wychodzę na zewnątrz. Pod drzwiami rozbiegane oczy ludzi poszukujących dwóch złotych na bilet na piwo. Polują na tych, którzy akurat zerkają do portfeli. Mijam ulicznych grajków, z gitarami, z bębnami zrobionymi z pustych wiader po farbie. Tłuką się niemiłosiernie. Wszystko w imię wrzuconego banknotu. Przebiegam przez tory tramwajowe. Dokładnie tak samo, jak wszyscy. Spoglądam na miejsce, do którego chodziłem jeść, gdy byłem na studiach. Dalej jest, w środku dalej panuje zaduch, ale talerze są czystsze, a obsługa bardziej uśmiechnięta. Wychodzę, bo i tak przygnała mnie tutaj nostalgia i chęć sprawdzenia co się zmieniło. Kolejna restauracja pod Złotymi Łukami, pękająca w szwach od gwaru, rozświetlona ekranami telefonów. Jedzenie dalej jest w realu, chociaż relacje już buduje się wirtualnie. Ale wiem, że Oni nie widzą w tym żadnego problemu, na Cyfrowych Drogach nikt nie zaczepia o dwa złote na bilet na piwo.

Dotarłem. Do miejsca docelowego. Wiedziałem, że będę wracał, ale nie spodziewałem się wielu rzeczy.

Bębniarza z gumową głową konia. Mamroczącego coś do siebie o tym, że jest za głośno, chociaż najwięcej hałasu robił on sam. Z drugiej strony miał trochę racji, gwar na ulicy był strasznie poplątany i trudny do zniesienia.

Grupy ludzi fotografujących kawę w Strabucksie. Dawno nie widziałem tak wielu zdjęć dwóch kubków zrobionych w tak krótkim czasie. Najwyraźniej tego wieczoru pianka ułożyła się w wyjątkowo fantazyjne kształty. Zdarza się.

Kebab otwarty w pociągu. Z foliowej jednorazówki, z szelestem folii, z charakterystycznym zapachem mięsa z rury oraz surówek. Trudne do wyrzucenia wrażenia, skwitowane zmarszczonymi nosami współpasażerów.

Stukotu pociągu przelatanego powiadomieniami z telefonów. Dzwonienie Messengera idealnie wplatało się w rytm uderzeń kół o szyny. Każda wiadomość w punkt, każda opowiedz podkreślona przez wystukaną drogę.

Wróciłem. Wysiadłem na swojej stacji. Zostawiłem za sobą kebab i powiadomienia. Koniec podróży do Miasta.

Literat przegląda Internet #134

Pierwszy tydzień po urlopie! Zadania latają jak szalone, sprawy nabierają tempa. Dlatego, aby się wyciszyć, wyjeżdżam na wieś. Nie będę się dusił w mieszkaniu, czas na kilka godzin na świeżym powietrzu.

Dobre zabezpieczenia, to skomplikowana sprawa.

Czym jest „wrogi design”? Na pewno wiele razy się z nim spotkaliście. Warto wiedzieć, do czego służy.

Wywiad z twórcami Frostpunka!

W tym roku literackiego Nobla nie będzie.

Trochę o kosmosie, planetach i układach.

NaSłuch #6 – Rzemieślniczy “Pakt”

//Materiały:

//Podcast można odsłuchać na Soundcloud lub pobrać.

Witamy w Gotham

Jak większość – bo ostatnio dowiedziałem się, że jednak nie wszyscy – oglądam seriale. Fascynowałem się Detektywem, z niecierpliwością wyczekiwałem na kolejne odcinki Banshee, w kolejce mam Fargo i Watahę. Najpierw muszę skończyć te rozgrzebane, czyli Wirusa i Gotham. Pierwszego nie polecam. Wampiry kiczowate, postaci mało charakterystyczne – jeżeli nie ma się nic lepszego do roboty albo ma się ochotę na obejrzenie kiepskiego serialu, to wtedy jest idealny. W przeciwnym wypadku lepiej poszukać czegoś ciekawszego.

Chciałbym powiedzieć, że taką propozycją jest Gotham, ale serial ten jest bardzo nierówny. Zdarzają się smutne chwile fabularnej miałkości, które okazjonalnie przeplatane są interesującym interpretacjami postaci z uniwersum Batmana. Bo, jak sama nazwa wskazuje, akcja rozgrywa się w Gotham, mieście Mrocznego Rycerza, ale głównym bohaterem jest Jim Gordon. I ta modyfikacja jest ciekawa, ponieważ autorzy serialu zadali pytanie o początki przestępczości w mieście, a nie o samego Batmana. Zmiana dominanty się udała, ale niekoniecznie doprowadziła do stworzenia nowej jakości.

Tikkakoski, Gotham City /  Jaro Larnos (CC BY 2.0)

Tikkakoski, Gotham City / Jaro Larnos (CC BY 2.0)

Tęsknota za miastem

Od zawsze brakowało mi miasta w filmowych lub animowanych adaptacjach Batmana. Z uwagi na zawód głównego bohatera, czyli bycie łowcą przestępców działającym w nocy, nieczęsto miałem okazję przyjrzeć się Gotham w dzień. Na ulice wychodziło się wraz z Batmanem, rzadko wcześniej. A nawet jeżeli akurat świeciło słońce, to akcja rozgrywała się w posiadłości lub apartamencie. Interesującym przełamaniem tego schematu są filmy Christophera Nolana. Najpierw w Mrocznym rycerzu mieliśmy okazję przyjrzeć się kradzieży pieniędzy i wysadzeniu szpitala. Oba wydarzenia są wynikiem działalności Jokera. Na wycieczkę po Gotham zabrał nas także Bane. Kilka ujęć z lotu ptaka i gonienie ciężarówek. Mroczny rycerz powstaje to film, w którym faktycznie można przyjrzeć się samemu Gotham, ale w dalszym ciągu odgrywa ono drugoplanową rolę.

Bardzo chciałem zobaczyć Gotham podobne do tego, którego doświadczyłem w trakcie lektury komiksu. Tam miasto jest takim samym bohaterem jak sam Batman. Jego istnienie jest bardzo mocno związane z miejscem pochodzenia i zamieszkania. To przywiązanie pojawia się w Powrocie Mrocznego Rycerza, ale to tylko echo emocji, które pojawiają się w komiksach. Takim „Gotham w pigułce” jest seria gier komputerowych o Batmanie. Można liznąć charakterystycznej dla komiksów architektury, zanurzyć się w ciemne uliczki i tłuc bandytów zagrażających mieszkańcom miasta. Bo właśnie o to chodzi w komiksach o Batmanie – o zapewnienie bezpieczeństwa Gotham, cena nie gra tutaj roli. I znowu warto wrócić do filmu Christophera Nolana. Szczególnie ważny jest moment, w którym Batman wynosi bombę atomową poza granice miasta. Dochodzi do złożenia ofiary, której zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom miasta. Gdzieś pojawiają się przebłyski wskazujące na to, że Gotham jest ważne, ale w dalszym ciągu nie jest to, co dostrzegam w komiksie.

Gotham City Police Car on set of The Dark Knight Rises /  Scott Beale (CC BY-NC-ND 2.0)

Gotham City Police Car on set of The Dark Knight Rises / Scott Beale (CC BY-NC-ND 2.0)

Moja tęsknota za miastem w Batmanie wynika ze ścisłych związków tego superbohatera z powieścią kryminalną. Bruce Wayne rozpoczął swoją karierę mściciela w 1939 roku, w 27 numerze Detective Comics. Główny bohater bywa nazywany Mrocznym rycerzem (przydomek ten został jeszcze mocniej utrwalony w popkulturze dzięki filmom Christophera Nolan), ale można powiedzieć, że jest najlepszym na świecie detektywem (The World’s Greatest Detective). Jak widać związki z powieścią kryminalną znajdują swoje odbicie w postaci, ale w kryminałach ważne jest także miasto. Detektyw nie może bez niego istnieć, a za przykład mogą posłużyć bardzo ścisłe związki Eberharda Mocka z Breslau oraz relacje Philipa Marlowe’a z Los Angeles. Dlatego Batman ma swoje Gotham. Trzeba jednak zaznaczyć, że pojawiają się tutaj inne zależności, niż w przypadku Supermana i Metropolis. Dla tego drugiego będzie to zawsze „ziemski dom”, zupełnie odmienny od miejsca, z którego pochodzi. Bruce Wayne jest mieszkańcem Gotham, dlatego jego los jest o wiele bardziej związany z miastem. Obcy, czyli Superman, będzie bronił Metropolis, ale nie można zapominać o jego pozaziemskim pochodzeniu, które zawsze będzie powodowało, że postać ta będzie traktowana jako inny.

Komiksowe Gotham

Gotham ma swoją historię, ale zacznijmy od inspiracji. Miasto Batmana stanowi interesujące połączenie Chicago i Nowego Yorku. Krytycy podzielili się na dwie grupy walczące o przewagę konkretnego fundamentu realności Gotham, jednak ja uważam, że znacznie cenniejsze jest potraktowanie tego miasto jako formy zespolenia dwóch, bardzo ważnych w amerykańskiej kulturze, metropolii. Popkulturowe skojarzenia nasuwają się same. Chicago to dom gangsterów, a Nowy York to dom inwestorów. Doskonale wiadomo, że oba te elementy są bardzo ważne dla Gotham. Jeżeli chodzi o architekturę, to stanowi ona wypadkową różnych stylów, często bywa inspirowana istniejącymi budynkami. Gotham jest sztucznym tworem opartym na różnych i łatwo rozpoznawalnych budowlach. Dzięki temu wydaje się odbiorcy znane. Korzystając z różnych klisz, bardzo szybko staje się nią staje.

Mnie najbardziej podoba się to, że autorzy komiksów o Batmanie postanowili stworzyć fikcyjną historię dla tego sztucznego miasta. W tym przypadku na szczególną wzmiankę zasługują Alan Moore, Peter Milligan oraz Frank Tieri. Trójka ta stworzyła fundamenty wokół, których konstruowana jest historia Gotham i mieszkańców.

Gotham Through Clouds and Smog (New York) /  Jeremy (CC BY-NC-ND 2.0)

Gotham Through Clouds and Smog (New York) / Jeremy (CC BY-NC-ND 2.0)

Miasto miało powstać w 1635 roku za sprawą norweskiego najemnika kapitana Jona Logerquista. Potem losy Gotham układały się różnie. Zostało zajęte przez Brytyjczyków, w trakcie rewolucji amerykańskiej stało się miejscem ważnej bitwy, gdzie szczególną odwagą wykazał się Nathan Cobblepot, czyli przodek Pingwina. Oczywiście są to elementy zapożyczone z historii Nowego Yorku, co jednoznacznie wskazywałoby na źródło inspiracji. Jednak zostaje to rozbite poprzez wprowadzenie wątków kryminalnych, do których można zaliczyć wojny gangów. Do takowej miało dojść w XIX wieku. Gotham było wtedy rządzone przez pięć różnych zorganizowanych grup przestępczych.

Trudno pominąć wątki nadprzyrodzone, które są związane z Gotham. W jednej z serii dotyczących Batmana pojawiły się informacje mówiące o tym, że amerykańscy Ojcowie Założyciele zajmowali się przyzywaniem demonów, które akurat upodobały sobie Gotham. Była także wzmianka o złej istocie, śpiącej w miejscu założenia miasta i oddziałującej na mieszkańców.

Zdarzały się zagłady. Miasto przeżyło zarazę oraz trzęsienie ziemi. Jak widać Gotham ma całkiem interesującą historię i jest konstrukcją trudną do zniszczenia. Zawsze podnosi się z gruzów. I właśnie tego elementu, aspektu bycia miejscem niezniszczalnym, a jednocześnie groźnym brakuje mi w ekranizacjach Batmana. Historia miasta wpływa także na mieszkańców. Temu jak radzą sobie w tym mrocznym mieście możemy przyjrzeć się w serialu Gotham.

Gotham w serialu

Na pewno na pierwszy plan wysuwa się destrukcyjny charakter miasta. Negatywnie wpływa ono na wszystkich mieszkańców, wplątuje ich w różnego rodzaju dziwne relacje. Żaden z bohaterów nie jest kryształowy, nawet Jim Gordon wydaje się być powoli konsumowany przez Gotham. Bo w serialu miasto to przypomina potwora, który żywi się niegodziwością. Wszyscy są świadkami zbrodni, wymuszeń, morderstw oraz wszelkiego rodzaju innych negatywnych ludzkich działań. Ten stan zagrożenia mam uzasadnienie – jest to Gotham przez Batmanem, ta postać się dopiero rodzi. Dlatego tak ważne są relacje młodego Bruce’a Wayne’a z Jimem Gordonem.

Warto spojrzeć na serial z perspektywy tekstu inspirowanego uniwersum Batmana, a nie w pełni realizującego jego założenia. Wtedy Gotham staje się interesujące. Szczególnie dla fanów Mrocznego Rycerza. Obawiam się, że pozostałych może zrazić. Szczególnie w chwilach, w których zaczyna flirtować z konwencją komiksu superbohaterskiego.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén