Tag: netfliks (Page 1 of 4)

Rozmówki kuchenne (VIII)

Nie spodziewałem się, że tak szybko powstanie kolejny odcinek “Rozmówek kuchennych”. Seria powstała ze względu na dyskusje w biurze, w dużej mierze odbywające się w trakcie oczekiwania na wodę i / lub żarcie kręcące się w mikrofali. O co poszło tym razem? A o Nawiedzony dwór w Bly. Dyskusja na temat tego serialu była na tyle interesująca, że postanowiłem się w nią zaangażować. Zaczęło się od niepokojącego stwierdzenia, rzuconego mimochodem w trakcie firmowego obiadu. Ktoś na sali powiedział, że nie podobał mu się drugi sezon Nawiedzonego dworu.

Hola, hola, rzekł uśpiony we mnie belfer, skąd w ogóle założenie, że to drugi sezon, że niby kontynuacja? Bo scenarzysta ten sam? Bo aktorzy zapożyczeni? A może ze względu na klimat? Na polu dyskusji zdychały kolejne argumenty. Okazało się, że jednak trudno tutaj mówić o kontynuacji, że ta sezonowość jest bliższa temu, co można zaobserwować w American Horror Story, niż w Stranger Things. No dobra, skoro już z głowy mamy kwestię serii, to co, rozmówcy, który zainicjował dyskusję, się nie podobało? Po dłuższym drążeniu wyszło na jaw, że duże znaczenia miały oczekiwania odbiorcy.

Chciał, aby to było tak samo dobre jak Nawiedzony dom na wzgórzu, żeby to był horror, a nie romansidło. Zgadzam się, że wątki miłosne wyraźnie dominowały w historii Nawiedzonego dworu w Bly, jednak czy to oznacza, że od razu mamy do czynienia z romansem?

Trop jest bardzo dobry, tylko wymaga odrobiny dookreślenia. To nie jest tak, że ten serial od przeciera szlak, że dokonuje brawurowego połączenia gatunków. Coś podobnego już istniało w literaturze tworzonej od XVII do XIX wieku. Przez literaturoznawców nazwane zostało powieścią grozy, którą określano także romansem grozy. Ciach! Gotowe! Termin został upolowany! Teraz zajrzyjmy pod maskę. Dla tego gatunku istotne było wprowadzenie pary posiadającej przeciwstawne natury. Jedna postać ma być demoniczna, a druga czysta, niewinna. Jest w serialu? Oczywiście! Popatrzcie na relację Rebeki Jessel i Petera Quinta. To tylko jeden z przykładów, wariacji na ten temat w serialu jest mnóstwo. Jednak to nie jedyny wyznacznik. Muszą być jeszcze istoty nadprzyrodzone oraz klątwa. Spełnione? Jak najbardziej!

Duchy w dworze wręcz się potykają o żywych, a nad sam dom zostaje, trochę przez przypadek, ale jednak przeklęty. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze osadzenia akcji na gotyckim zamczysku. Nie można mieć wszystkiego, myślę, że angielski dwór jest miłą modyfikacją, która niekoniecznie musi odpowiadać definicji gatunku.

Tak, tak, w dalszym ciągu lubię tę genologiczne zagwozdki. Od razu zaznaczam, że swoje poszukiwania prowadzę głównie w obrębie literatury. Z racji wykształcenia, zainteresowań oraz naiwnej wiary, że to słowo pisane stanowiło i stanowi fundament kultury. Zarówno tej dawnej, jak i postnowoczesnej. Stąd bierze się mój brak rozczarowania Nawiedzonym dworem w Bly.

Wiedziałem tam elementy powieści gotyckiej, coraz mocniej zaznaczone i dobrze wiedziałem, z czym będę miał do czynienia. Zresztą wątki romansowe są nieźle poprowadzone, dlatego ja pozostaję zadowolony. A kolega z pracy? Mniej. Chciał horroru. Nie dostał.

Obecność Złego

Nawet na Netfliksie trafiają się filmy, które są w stanie łatwo spolaryzować publiczność. Dobrym przykładem jest Diabeł wcielony. Chyba już w trailerze można usłyszeć, że niektórzy rodzą się tylko po to, aby umrzeć. Co szybko staje się jednym z motywów przewodnich tego filmu. Chociaż nie jest to najważniejszy temat. Dla mnie Diabeł wcielony był opowieścią, w której mocno został zaakcentowany temat Zła oraz jego wpływu na kondycję człowieka. Od razu zaznaczam, że nie jest to optymistyczny film.

Kadry oraz fabułą przesycone są przytłaczającym pesymizmem. Okazuje się, że człowiek niewiele jest w stanie zrobić, gdy Zło zaczyna wyciągać po niego swoje łapy. Jednocześnie nie zostaje ono pokazane jako coś pięknego, idealnego i nęcącego. Jest raczej brudne, duszne i szybko pożerające tych, którzy stają mu na drodze. Bywa, że występuje w towarzystwie Idei, ale pokrętnie rozumianej. Pozornie dobrej, ale wykorzystywanej do manipulowania innymi. Do osiągania własnych, często niemoralnych, celów. Zło w Diable wcielonym po prostu wypacza ludzi. Czasem pojawia się za sprawą niefortunnych okoliczności, a innym razem wynika po prostu z charakteru danego człowieka. Myślę, że trudno o bardziej mroczną diagnozę ludzkiej egzystencji.

W kontekście tego filmu odznacza się to, że opowieści o kuszącym Szatanie pozwalają do wyrzucenia Zła poza człowieka. Wygodne zasłonięcie się słabością woli, chwilową słabością, poszukiwaniem wyzwolenia spod dręczącego sumienia. Diabel wcielony proponuje inną dynamikę. Wprowadza postacie często mające jasno określony cel. Motywacją może być zemsta, niepokojąca fascynacja śmiercią lub chęć posiadania władzy na cudzym umysłem. Nie ma nikogo, kto przychodzi na ratunek. Zło jest po prostu częścią świata, siłą kierującą ku destrukcji, jego błyski przejawiają się w każdym rozpadzie ludzkiej osobowości. Raz rozpędzone, jest w zasadzie nie do zatrzymania. Karmi się nowymi ofiarami i stopniowo wyniszcza bohaterów filmu. Na pewno budzi pytanie, czy takie obrazy są nam w ogóle potrzebne? Może, w tych trudnych czasach, należałoby więcej uwagi poświęcić pozytywnym przejawom ludzkiego bytu?

Nie sądzę. Potrzebujemy takich beznadziejnie smutnych filmów, których człowiek nie triumfuje. One pokazują, że Zło, jako pojęcie, wcale nie jest takie skomplikowane, w jakie próbuje się je ubrać. Jest wieloaspektowe, bywa różnie umotywowane, ale w Diable wcielonym wyraźnie widać, że potrafi być przerażająco proste. Przez co traci przestrzeń do usprawiedliwiania. Dzieje się, popycha do działania, stopniowo konsumuje otaczający świat. Właśnie z uwagi na wyraźne zaakcentowanie mniej mistycznego charakteru Zła uważam ten film za niezbędny. Nie twierdzę, że Diabeł wcielony budzi jakąkolwiek nadzieję w człowieku. Odbiera ją. W każdej sekundzie i dzięki bezpośredniej konfrontacji ze Złem wymusza zastanowienie się na jego granicami.

A na pewno nad tym, czy jest ono immanentne. Diabeł wcielony, głównie za sprawą pesymistycznej wizji świata, nie jest skierowany do wszystkich odbiorców, mimo to uważam, że należy się zmierzyć z tym filmem.

Determinizm szaleństwa

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że o produkcjach Netfliksa można powiedzieć dużo złego. Sam jestem osobą, która skreśliła kilka tekstów na temat mierności prezentowanych tam seriali i filmów. Gatunki były różne, chociaż czasem mam wrażenie, że najczęściej dostawało się fantastyce naukowej. To może w dramatach jest lepiej? Chyba tak. Niedawno skończyłem oglądać serial Ratched. Thriller, kryminał, trochę obraz pełen grozy i różnego rodzaju zaburzeń psychicznych. Na dodatek inspirowany jedną z postaci Lotu nad kukułczym gniazdem.

Jednak zanim doświadczyłem wielu różnych emocji, moje oczy zaatakowały pastelowe kolory. W Ratched wiele kadrów silnie nasyconych barwą. Do tego stopnia, że czasem budziły we mnie odczucie sztuczności. Tak jakbym obserwował żywy dom dla lalek, w którym poszczególni bohaterowie wypowiadają z góry przewidziane kwestie, a ich akcjami kieruje ktoś inny. Wrażenie determinizmu potęgowane jest przez częste retrospekcje. Obserwując wydarzenia z przeszłości, często wręcz utwierdzałem się w przekonaniu, że losy poszczególnych postaci nie mogły się potoczyć inaczej. W dużej mierze za sprawą tragicznych wydarzeń, które wpłynęły na charaktery bohaterów. Jednak to nie determinizm gra pierwsze skrzypce w Ratched. Zdecydowanie istotniejsze są tutaj różnego rodzaju formy manipulacji.

Nie przypominam sobie, aby którakolwiek z serialowych postaci była wola od różnych form nacisku. Są osoby, na które ktoś wpływa, ale także takie, które pragną wywierać wpływ. Ta dynamika jest trwale obecna w serialu. Przejawia się w kłamstwach oraz celowym nadinterpretowaniu wydarzeń. Wszystko, co dzieje się w Ratched przypomina rozgrywkę pokera. Przy stole siedzą wszystkie postacie, blefują, próbują osiągnąć swoje cele, często kosztem innych. Zdarza się, że na szali kładzione są nawet życia postronnych. Obserwowanie jak kolejne postacie znikają, a inne rosną w siłę tylko po to, aby po chwili upaść, bywa fascynujące. Ratched to symfonia zbudowania z różnego rodzaju zaburzeń psychicznych. Ciekawą zabawą jest analizowanie wypowiedzi postaci oraz ich czynów. Wtedy warto zastanowić się, jak duże znacznie ma wspominania wcześniej przeszłość. Może jest tylko usprawiedliwieniem dla silnej potrzeby krzywdzenia innych? W niektórych przypadkach bywa to skrzywiona chęć pomagania ludziom. Często bez oglądania się na konsekwencje.

Ratched to interesujące, wielowątkowe doświadczenia. Mnogość wprowadzonych postaci dobrze koresponduje z rozbudowanych wachlarzem emocji oraz motywacji. Myślę, że w przypadku tego serialu, nie warto zatrzymywać się na pierwszej, najbardziej oczywistej, interpretacji. Dobrą praktyką może okazać spojrzenie w kierunku drugoplanowych postaci. Wprowadzanych na dłuższe lub krótsze chwile, ale zawsze istotnych dla rytmu narracji. Każdy epizod może mieć kluczowe znacznie dla nadchodzących wydarzeń. Budowanie fabuły za pomocą wyrazistych połączeń pomiędzy postaciami jest silną stroną serialu. Warto go obejrzeć, bo to jedna z lepiej zrealizowanych produkcji w ofercie Netfliksa.

W głębi tajemnicy

W ostatnich tygodniach na Netfliksie pojawił się polski miniserial W głębi lasu. Jak miłośnik powieści detektywistycznych nie mogłem sobie pozwolić na zignorowanie tego tytułu. Tym bardziej że został oparty na książce The Woods Harlana Cobena. Jeśli nie znacie tego amerykańskiego autora thilerrów oraz powieści tajemnic, to gorąco zachęcam do skonfrontowania się z jego pisarstwem. Publikuje od 1995 roku, ma rozpoznawalne nazwisko w świecie literatury popularnej. Od razu zaznaczam, że ten tekst nie będzie o Harlanie Cobenie, ale o formach popkultury.

W głębi lasu bywa różne klasyfikowane. Jedni piszą, że to thriller, a inny mówią, że to kryminał. Osobiście uważam, że ten serial to (o)powieść tajemnic. Z uwagi na to, że z wykształcenia jestem literaturoznawcą, pozwolę sobie na sięgnięcie do książkowych głębin. W anglosaskiej nauce o gatunkach literackich funkcjonuje pojęcie mystery fiction, które obejmuje historie pełne tajemnic, często morderstw i obracające się wokół szeroko rozumianego śledztwa. Jest to dość pojemny worek. Lądują w nim wszelkiego rodzaju kryminały, thrillery, a nawet literatura szpiegowska. Sporo tego, na dodatek te gatunkowe podziały dobrze wyglądają na papierze, ale w praktyce z łatwością się przenikają. Zresztą sam Marek Krajewski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich twórców powieści kryminalnych, w wywiadzie udzielonym Onetowi, sam siebie określa jako autora powieści tajemnic.

Wystarczy tych gatunkowych zawiłości! Mógłbym o nich opowiadać godzinami, bo zawsze ten temat był jednym z moich ulubionych w trakcie badań nad kulturą literacką. Wracając do W głębi lasu. Po obejrzeniu serialu zacząłem się zastanawiać nad tym, czy można go zakwalifikować jako kryminał. Niestety, po przemyśleniu tematu, uważam, że odpowiedź brzmi – to zależy. Zależy od perspektywy. Jeśli uznamy, że kryminał to po prostu forma śledztwa z trupem (lub trupami) w tyle, to wtedy faktycznie W głębi lasu jest kryminałem. Natomiast tę kwestię można ugryźć także w inny sposób. W 1929 roku Roland Knox opracował 10 przykazań powieści kryminalnej, które na tyle mocno wgryzły się w gatunek, że kilka z nich w dalszym ciągu uznawanych jest za wyznacznik przynależności. Przykładem wciąż obowiązującej reguły, jest przedstawianie czytelnikowi wszystkich elementów śledztwa, jakie są dostępne detektywowi lub osobie pracującej nad zagadką.

W głębi lasu nie spełnia tej reguły. Ostatnie odcinki, w których tajemnica zostaje rozwiązana, wprowadzają także informacje wcześniej niedostępne dla widza. Przez co bohater posiadał inną, zdecydowanie większą, widzę, niż odbiorca. Rozumiem, że wyciągnięcie tych elementów na samym końcu sprawiło, że inaczej spojrzałem na kilka postaci i zbudowało druzgocący efekt zaskoczenia. Mimo to wolałbym, aby serial zaprezentował wszystkie fakty, pozwolił mi na moją własną, prywatną próbę, rozwikłania zagadki. Pokazanie tego, co wcześniej pozostawało dla mnie ukryte, a o czym nic nie wiedziałem, tylko snułem domysły, pozostawiło mnie w stanie niespełnienia. Chciałem wziąć udział w przygodzie kryminalnej, ale najwyraźniej zaprezentowano mi opowieść tajemnic.

W kierunku konfliktu

Koniec miesiąca to idealny moment na ściągnięcie kilku tematów z listy rezerwowej. Od dawna wisiał na niej serial Kierunek: Noc. Obejrzany szybko, w ciągu kilku dni. Dobrze zrealizowany, cechujący się niezłym tempem akcji. Obraz potrafił przykleić człowieka do ekranu, okazjonalnie nawet prowokował dyskusje na temat dalszego rozwoju fabuły. Jednak z biegiem odcinków pojawiało się coraz więcej nielogicznych elementów. Kierunek: Noc ma świetny start, ale później trzeba zacząć przymykać oczy.

Myślę, że satysfakcja z oglądania serialu w dużej mierze zależy do tego, jak odbiorca rozłoży akcenty. Może wybrać apokalipsę, zagrożenie zewnętrzne. Kierunek: Noc pozwala zobaczyć świat, który zostaje unicestwiony przez promienie słoneczne. Dlatego jedynym sposobem przetrwania jest uciekanie przed Słońcem, w ciemność. Tylko czy, aby na pewno serial poświęca wystarczająco dużo uwagi światu zewnętrznemu? Moim zdaniem nie. Chęć zobaczenia opowieści o upadku znanej rzeczywistości, o rozpadzie społeczeństw, z łatwością obudzi drzemiącą irytację. W tej perspektywie Kierunek: Noc jawi się jako jedno wielkie rozczarowanie. Serial poświęca zdecydowanie za mało czasu na opowiadanie o tym, jak świat radzi (lub nie) sobie z zagładą. Co jest ważniejsze? Zamknięta w samolocie grupa bohaterów, których poczynania obserwuje widz.

Tutaj zaczyna robić się interesująco! Mała przestrzeń, brak możliwości wychodzenia na zewnątrz, potrzeba bycia w ciągłym ruchu, konieczność organizowania zasobów. A wszystko to pod presją czasu! Bohaterowie zawsze muszą się uwinąć przed nastaniem świtu, w przeciwnym razie zginą. Dlatego odcinki, w których wychodzą poza samolot, są niezwykle dynamiczne, często składają się z wielu różnych wydarzeń budzących konflikty pomiędzy przymusowymi członkami załogi. Moim zdaniem te starcia się w serialu najważniejsze. Kierunek: Noc można odczytać jako wielowątkową opowieść o starciu charakterów, przekonań, stereotypów i niebezpiecznych uprzedzeń. Charaktery postaci rozwijane są poprzez opowiadanie ich przeszłości. Często mrocznej, pełnej bólu, strachu i rozczarowań. Dość niepokojące jest to, że się ich nie zapamiętuje. Uwaga jest na tyle mocno skoncentrowane na aktualnych wydarzeniach, że korzenie charakterów stają się szybko mało istotne.

Kierunek: Noc warto obejrzeć właśnie dla tych konfliktów pomiędzy postaciami. Dla obserwowania tego, jak radzą sobie w trudnych warunkach, ile z siebie są w stanie poświęcić. W takim ujęciu ten serial jest interesujący. Po prostu warto potraktować koniec świata jako tło, jako scenografię dla starcia grupy całkowicie obcych sobie ludzi. Wtedy drobne, ale piętrzące się, nielogiczności nie powinny przeszkadzać, mogą nawet umknąć uwadze skoncentrowanego na postaciach odbiorcy. Kierunek: Noc to raczej opowieść socjologiczno-psychologiczna, niż pełnoprawna, dbająca o kontekst wydarzeń, fantastyka naukowa. Serial dobry na deszczowy weekend. Dwa dni w zupełności wystarczą, aby go obejrzeć.

Page 1 of 4

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén