Tag: polska (Page 1 of 7)

Czary, gusła, zabobony

Cały czas zastanawiam się, jakim cudem Ministerstwo Edukacji Narodowej tak szybko stało się Ministerstwem Magii. Liczę na to, że wkrótce dojdzie do zmiany nazwy, ponieważ wypowiedzi wielu osób obecnie pracujących w tej instytucji mają niewiele wspólnego z edukacją. To czary, gusła, zaklinanie rzeczywistości. A na horyzoncie czai się mnóstwo problemów z jakimi będą musieli się zmierzyć nauczyciele. Na wszystkich szczeblach nauczania, ponieważ COVID19 nie oszczędza nikogo.

Pozwolę sobie zacząć od mojej ulubionej informacji związanej z Ministerstwem Magii. Najwyraźniej można olać prawomocny wyrok, ponieważ może być on niezgodny z przekonaniami. Historia jest banalna. Mamy człowieka, lubelskiego radnego Prawa i Sprawiedliwości, który przegrał proces o zniesławienie. W efekcie polityk został zobowiązany do wpłacenia 5 000 złotych na rzecz Marszu Równości. Ale płacił nie będzie! Nie ma zamiaru! I teraz wrzucam cytat tekstu z Kuriera Lubelskiego, który mnie rozłożył na łopatki:

[…] Pitucha tuż po ogłoszeniu wyroku zapowiedział, że nie przeleje zasądzonych 5 tys. zł na Marsz Równości, argumentując, że wspieranie takiej inicjatywy byłoby niezgodne z jego przekonaniami i tak podtrzymuje do dziś.

– Szanuję wyroki sądu, ale na rzecz organizatora marszów równości dobrowolnie nie zapłacę ani grosza – ucina Tomasz Pitucha i dodaje, że nie będzie szerzej komentować sprawy. (źródło)

Jako anarchista uważam, że państwo to forma zalegalizowanego aparatu opresji, którego celem nie jest zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom, tylko ich ciągłe kontrolowanie. Czy to oznacza, że powinienem olać każdy mandat? Bo przecież dokładanie się do kasy Państwa nie jest zgodne z moimi przekonaniami. Ale mój przypadek jest dość skrajny. Weźmy apostatów, którzy wystąpili z Kościoła. Ta organizacja dalej jest finansowana z ich podatków, co – tak podejrzewam, być może niesłusznie – nie jest zgodne z ich przekonaniami.

Rozumiem, że powinni oczekiwać zwrot wpłaconych pieniędzy? Pewnie dobrowolnie to by nawet grosza nie wrzucili! Postawa prezentowana przez polityka PiSu jest karygodna! To wyraz ignorancji dla praworządności w kraju, moralny strzał w pysk. A teraz pomyślcie, że ktoś taki będzie doradzał w sprawach edukacji i nauki w Polsce.

Przerażająca wizja, która się ziściła. Czego można się nauczyć od kogoś takiego? Jakich postaw? Zresztą spinam się o doradcę, gdy sam Minister Magii mówi:

„Z naszych informacji wynika, że 15 uczelni wyższych w Polsce wyraziło poparcie dla strajku. Ale we Wrocławiu i Gdańsku wprowadzono godziny rektorskie i zachęcono studentów, by wyszli na ulice. To skandaliczna i nieodpowiedzialna decyzja władz uczelni. (…) Proszę nie zapominać, że ja mam kompetencje do rozdzielania środków inwestycyjnych dla uczelni, środków na badania i granty. Takie wnioski leżą u nas w ministerstwie. I nie mam wątpliwości, że będziemy musieli również brać pod uwagę to, co dzieje się na uczelniach, które narażają ludzi na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia.” (TVP INFO, 29 października 2020 (źródło)

Serio? Teraz finansowane będą tylko te instytucje pozostające w dobrych stosunkach z Ministerstwem Magii? Uniwersytety to wspólnoty, oparte na doświadczeniu dyskusji oraz wymiany poglądów. Nawet jeśli ktoś się z nimi nie zgadza, to powinien powiedzieć dlaczego. A nie zabierać pieniądze, zamykać usta, dusić pod ministerialnym butem. To jest chore! Chore! Edukacja polega na budowaniu i promowaniu postaw, które pomogą młodym ludziom odnaleźć się we współczesności. Postnowoczesność trzeba zrozumieć, a nie zaklinać i liczyć na to, że przejdzie magiczną metamorfozę.

Nigdy nie miałem dobrego zdania na temat tego, co działo się w edukacji i czasem uważałem, że gorzej być nie może. Rzeczywistość udowodniła mi, że jeszcze nie dobiliśmy do dna. A nawet jeśli tam sięgamy, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby drążyć dalej. Moim zdaniem system edukacji już dawno poleciał na ryj. Teraz po prostu przywalono mu łopatą w głowę.

Mocne słowa

Od ponad tygodnia Polska krzyczy. Wrzeszczy. Ma dość. Nie dziwię się. Ludzie czują się wściekli, po prostu. Obrady Trybunału Konstytucyjnego oraz wyrok wydany przez tę instytucję warto potraktować jako swoisty wyzwalacz. Przecież ta wściekłość nie pojawiła się znikąd. Ona siedzi w ludziach od lat, z różnych powodów. Rozczarowanie obecnym stanem państwa pojawia się nadwyraz często w różnym moich prywatnych rozmowach. Podobnie jak kwestie związane z Kościołem. To doskonały przykład instytucji, która nie zauważyła, że w ostatnich latach coś się zmieniło.

Dziwię się, że wciąż znajdują się komentatorzy, publicyści, których ta sytuacja dziwi. Kobiety wyszły walczyć o prawo do własnego ciała. Tyle. Nie chcą być sprowadzane do bezwolnych inkubatorów, których jednym zadaniem jest rodzenie, a później wychowywanie dzieci. Nigdy nie pojmę tej chęci kontroli, ciągłych, często marnych, prób umotywowania pragnienia władzy takimi pojęciami jak tradycja lub rola społeczna. W pierwszym przypadku chciałem przypomnieć, że społeczeństwa się zmieniają.

A osobom wieszczącym rychłą apokalipsę, jeśli kobiety będą miały kontrolę nad swoim ciałem, chciałem tylko wskazać na inne państwa. Ten Zachód, którym tak często się brandzlujecie, o którym często wspominacie, że musimy go dogonić. Myślę, że właśnie to robimy.

Rozumienie ról społecznych również uważam za wątpliwe. Dlaczego? Bo komentatorzy, publicyści wyrażają w nich tęsknotę za światem rodem z XIX wieku. Pełnego nakazów, zakazów, konwenansów, podziału na to, co wolno, a czego nie wolno człowiekowi. Przy czym, co bawi mnie najbardziej, komentatorzy, publicyści, w wybiórczy sposób opowiadają o rolach społecznych. Widzą tylko te związane z płcią, a może by tak kiedyś opowiedzieli o tych dotyczących pochodzenia? Przynależności do określonej klasy społecznej? No, chyba że spotykam się z samymi arystokratami! Ze śmietanką kultury, której ja, chłopak z rodziny robotniczo-chłopskiej, za diabła nie zrozumie? Nawet to mityczne Międzywojnie, tak pięknie gloryfikowane przez komentatorów, publicystów, nie było takie czyste i doskonałe.

Poczytajcie książki, reportaże i felietony Ziemowita Szczerka, który ma wyjątkową intuicję do wyłapywania brudów oraz rozbrajania mitologizacji. Posłuchajcie Hańby. A nie… Nie dacie rady. Bo tam są przekleństwa! Bo padają kurwy, chuje i czasem ktoś krzyknie wypierdalać.

Na każdym kroku spotykam się ze stwierdzeniem, że jest za ostro, że można by inaczej, że trzeba rozmawiać, że można grzeczniej. Serio? Poważnie? Grzeczniej już było, współczesna władza najwyraźniej rozumie tylko taki język. Gdy posłanka Lichocka przecierała oko, gdzie byliście wy odziani w lśniące zbroje obrońcy moralności? Gdy politycy włazili do kościołów i agitowali, gdzie byliście rycerzy skupieni pod sztandarem “Można grzeczniej!”? Sacrum nie zostało złamane w ostatnich dniach. Ono zostało rozbite w momencie, w którym polski Kościół uznał, że warto flirtować z władzą, że mogą wpuszczać do świątyń polityków, który, niczym kapłani, głosić kazania o nowym idealnym porządku. Rozumiem, że to nie była dla nikogo profanacja mszy?

Zresztą ten problem to wierzchołek góry lodowej, znacznie poważniejsza jest pedofilia i zmowa milczenia. Na różnych szczeblach.

Dlatego nie dziwię się nikomu, który ze wkurwieniem w oczach idzie w marszach. Mam nadzieję, że ten zryw stanie się początkiem systemowej i mentalnej zmiany. Zresztą widzę ją w słowach i czynach posłanek oraz posłów Lewicy i Wam również ich polecam.

Rozmówki kuchenne (VI)

Tak się złożyło, że dzisiaj wróciłem do biura. Podobnie jak moi współtowarzysze gamedevowych podróży. I o czym rozmawialiśmy w kuchni? Oczywiście, że o koronawirusie! O kwarantannie, o przeżyciach związanych z siedzeniem w domu i społeczną izolacją. Wrażenia były różne. Jedni znosili ten czas lepiej, a inni gorzej. Jak to ludzie. Natomiast coś nas wszystkich połączyło. Lekkie przerażenie tym, co dzieje się dookoła. Ja wiem, że Polska odwołała koronawirusa i nie ma się czego bać, ale odnoszę wrażenie, że oficjalne komunikaty zmierzają w inną stronę.

Śledząc internetowe dyskusje na ten temat, często spotykam się ze sceptykami. Zauważyłem, że ochoczo zadają jedno pytanie, które nie chce mi wyleźć z głowy. Niezależnie od tego, czego dotyczy artykuł lub dyskusja, zawsze znajdzie się ktoś, kto rzuci “Czy znasz / widziałeś chociaż jedną osobę chorą?”. Za każdym razem mnie to rozwala. Warto zacząć od tego, że 80% potwierdzonych przypadków z opisanej tutaj grupy badawczej przeszło chorobę w sposób łagodny. Przypominała przeziębienie lub grypę, co wcale nie oznacza, że można koronawirusa bagatelizować. Są też ludzie niemający żadnych symptomów. Tutaj zaczyna się robić ciekawie. Według szacunków CDC mogą one stanowić 40% osób zainfekowanych koronawirusem. Wbrew pozorom, to duża grupa, dlatego pytanie o to, czy znam lub widziałem kogoś zarażonego, zawsze sprawia, że łapię się za głowę. Najwyraźniej w sprawie COVID-19 co drugi internauta to niewierny Tomasz! Musi zobaczyć! Dotknąć! Szkoda, że taką rzetelnością nie wykazują się, gdy łykają kolejne zmanipulowane newsy produkowane przez różnego rodzaju portale.

Ta niewiara, a może nawet konieczność przeciwstawienia się zleceniom, już zbiera żniwo. Zachęcam do zapoznania się z materiałami opracowanymi przez Michała Rogalskiego. Szczególną uwagę zwrócicie na wykresy potwierdzonych przypadków w poszczególnych województwach. Jestem przekonany, że zauważycie wzrosty. Popatrzcie na te krzywe i zestawcie je z ostatnimi informacjami. O tym, że mogą się pojawić obostrzenia w powiatach. O nagłej konieczności kontroli sklepów oraz wesel. O oficjalnym komunikacie NBP na temat nadchodzącego kryzysu finansowego. Wszystko to dzieje się zaraz po wyborach. Przypadek? Zachęcam, aby każdy odpowiedział sobie na to pytanie w duchu, w ramach własnego serduszka. Przy czym zakładając maskę, myjąc ręce i utrzymując odstęp od innych osób, myślcie o swoich bliskich, bo może macie wśród nich osoby z grupy ryzyka.

Sytuacja z pandemią w naszym pięknych, acz nieszczęśliwym kraju, to cudowny przykład sterowania społeczeństwem za pomocą strachu. Zbliżamy się do trudnego okresu w naszej gospodarce, szczególnie warto zwrócić na informacje dotyczące energetyki opartej na węglu, i trudno mi uwierzyć w to, że ewentualne obostrzenia nie dotkną akurat tych przestrzeni, w których będzie wielu niezadowolonych. Oczywiście, mogę się mylić i oby tak było. Tylko że sytuacja wokół wyborów, ciągłe uspokajanie, że wirus jest w odwrocie, a teraz stopniowa zmiana narracji, sugeruje coś innego.

Wpływ korony

Koronawirus. Temat, który długo grzał nie tylko w mediach, ale nawet w głowach przechodniów. Dzisiaj? Raczej dominuje przekonanie, że pandemia się skończyła, że wirus został pokonany, że teraz nic nam nie grozi. W tym stwierdzeniu widzę kilka wątków, których źródła w dużej mierze znajdują się różnych przekazach medialnych, którymi karmiono odbiorców od stycznia 2020 roku. Zacznijmy od tego, co ma do powiedzenia WHO. Organizacja jest ostrożna w swoich opiniach, ale obecnie narracja zmierza w kierunku stwierdzenia, że COVID19 zostanie z nami. Jako choroba sezonowa, endemiczna, co automatycznie nie oznacza, że należy przestać na siebie uważać!

Jednocześnie trudno wymagać od ludzi, że będą siedzieć w ciągłym strachu i dużą uwagą obserwować każde kolejne ogłoszenie. Był czas zamknięcia, różnego rodzaju ograniczeń, których zadaniem było opanowanie koronawirusa w Polsce. Ogłoszono stan epidemii, który przecież nie został odwołany, a przynajmniej ja nie trafiłem na taką informację. Wciąż pojawiają się nowe przypadki, teraz w mediach dominuje narracja opowiadająca o zakażonym Górnym Śląsku. O kopalniach, z których z niebywałą łatwością zrobiono wylęgarnie koronawirusa. A co byłoby, gdyby zostali przebadani pracownicy zajmujący się przetwarzaniem mięsa? Piję do sytuacji w Stanach Zjednoczonych, w których właśnie ta branża jest głównych ogniskiem zakażeń koronawirusem. Pozostaje jeszcze kwestia magazynów, takiego, na przykład Amazona pod Wrocławiem. Jakoś szybko zapomnieliśmy o tej sprawie i skupiliśmy się na górnikach.

Niepokoi mnie tworzenie świata, w którym Polska jest zdrowa, ale Górny Śląsk jest chory. W głowach ludzi budzi się chęć stygmatyzowania, wytykania palcami, traktowania jako gorszego. Poszukiwanie wroga to jedna z metod radzenia sobie ze strachem. W przypadku choroby jest to trudne, bo wirusowi nie można porysować samochodu lub odciąć jego dzieci o tych zdrowych i niewinnych. Z ludźmi łatwiej to zrobić. Nie wiem, ile to daje satysfakcji, wiem za to, że społeczności, mniejsze i większe, lubią, gdy jakaś grupa zostanie wyznaczona na kozła ofiarnego. Co jest wygodne i na pewno wpływa na konsolidację społeczności, ale jest to działanie krótkotrwałe. Aby potrzymać stan zjednoczenia, ciągle potrzebni są nowi wrogowie. Muszą się pojawiać, po to, aby dana społeczność, czuła, że ma z kim walczyć.

Śledzenie polskich mediów przychodzi mi z trudem. Coraz częściej przekonuję się o tym, że dziennikarzy pozostało niewielu, zastąpili ich mediaworkerzy mający za zadanie wyrobienie celu tekstów na dany dzień. Już w przypadku budowania narracji wokół pandemii koronawirusa widać było granie na strachu, tworzenie przerażających nagłówków, które przyciągną kliknięcia. Odniosłem wrażenie, że w podobny sposób były budowane informacje na temat ognisko koronawirusa na Górnym Śląsku. Próby sensownego przedstawienia informacji Ministerstwa Zdrowia można zliczyć na palcach jednej ręki, zdecydowanie częściej karmiono odbiorców strachem, tylko po to, aby kliknięcia się zgadzały.

Apeluję o rozsądek i zwracam się nie do dziennikarzy, ale do ludzi, których codziennie mijam na ulicy.

Pustki

To będzie kolejny tekst na temat życia w czasach zarazy. Złożony z garści obserwacji, literackich stopklatek, które udało mi się złapać w ostatnich dniach. Podejrzewam, że jak wiele innych osób, aktualnie będę pracował z domu. W jednym z podcastów wspominałem, że mam problem z home office. Rozciągam pracę. Zamiast skończyć zaplanowane zadania w osiem godzin, siedzę nad nimi cały dzień. Nic to, będę musiał się dostosować. Teraz jest czas na spędzanie czasu w domu, co pewnie zrodzi wiele konfliktów.

Zauważyłem, że pandemia obnażyła wiele słabości naszej globalnej wioski. Jedyną z największych jest przyzwyczajenie się do nadmiaru. Dlatego puste półki tak szokowały, niektórzy pewnie widzieli je po raz pierwszy w życiu. Nie mam zamiaru krytykować tych, którzy zaczęli robić zapasy, pewnie wiedzeni ewolucyjnym instynktem przetrwania. Liczę na to, że to jedzenie nie wyląduje w śmietniku! Jeżeli tak się stanie, to nie było zabezpieczenie rodziny, ale karygodne marnotrawstwo, którego nie można wytłumaczyć stwierdzeniem, że wszystkiego jest za dużo. Pandemia pokazuje, że żyjemy w świecie złożonym z kruchej struktury dostaw. Dlatego przed koleją wizytą w sklepie warto zastanowić się nad tym, czego faktycznie się potrzebuje. Jakie zapasy należy mieć i nie brać więcej, nie ryzykować tego, że niezużyta górka wyląduje na śmietniku.

A jak się zmienią relacje międzyludzkie? Obawiam się, że wiele osób, ze względu na konieczność spędzania czasu razem, dopiero teraz się pozna. Jak często domownicy po prostu się mijają? Nie rozmawiają, nie wymieniają się uwagami i nie dzielą pragnieniami oraz lękami. Postnowoczesność zastąpiła te elementy silnym skupieniem na ekspresji swojego JA. Dała mnóstwo różnych narzędzi, od Instagrama, przez Pinteresta, na blogowaniu skończywszy. Tylko że ta ekspresja koncentruje się na pięknych obrazkach, na życiu złożonym wyłącznie z sukcesów, na rzeczywistości wyszlifowanej za pomocą setek kliknięć w Photoshopie. Nie ma w niej miejsca na przeżycie, na zastanowienie się nad światem, na spokojną refleksję. Jest scrollowanie, przeglądanie bajecznie kolorowych zdjęć z egzotycznych krajów. Gdzie jest brud, będący nieodłącznym elementem życia? Na dodatek zniknął też gnębiący wszystkich ciężar egzystencji. Jak ludzie mają być przygotowani na czas kryzysu, skoro nie chcą o nim nigdy rozmawiać?

Liczę też na to, że niektórzy przypomną sobie, że należą do większej grupy, że wokół nas też są ludzie. Indywidualizm podsycany przez Internet oraz cementowany możliwością wyrażenia własnego zdania, sprawia, że chorujemy na widzenie tunelowe. Widzimy siebie, nikogo więcej. Stąd biorą się osoby, które niespecjalnie przejmują się koniecznością siedzenia na dupie. Nie przejmują się. Zaraza im niestraszna! Nie widzieli jej nigdy na Instagramie, a skoro kryzys lub odpowiedzialność nie mają tam kont, to najwyraźniej nie istnieją.

Witajcie w czasach zarazy! Dbajcie o swoich bliskich! Siedźcie na dupach! Nie dajcie się zwieść trollom i fałszywym wiadomościom! Bądźcie zdrowi!

Page 1 of 7

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén