Tag: samochód

Czas oszronionych szyb

Serwisy pogodowe są zgodne. Nadchodzi znaczne ochłodzenie, koniec pięknej jesieni i słonecznego października. Czas przygotować się na skrobanie szyb, pierwsze przymrozki oraz gołoledź. Wraz z tym wszystkim pojawią się także kierowcy, którzy lubią sobie ograniczać widoczność. Wiecie, ludzie z zaparowanymi szybami, nerwowo machający szmatkami, chusteczkami lub innymi przedmiotami na światłach. Wszystko, żeby zobaczyć coś więcej, niż rozmazane światełka. Bywa, ochłodzenie potrafi zaskoczyć. Podobnie jak niedziałające ogrzewanie w samochodzie.

Obecnie nie mam takiego problemu, ale w Golfie II bywało różnie. Do dziś jeździ i do dziś można go w zimę prowadzić w krótkim podkoszulku. Po kilku minutach zaczyna robić się gorąco, po dłuższej jeździe klimat jest wręcz tropikalny. Otwieranie szyb na niewiele się zdaje. Prosta droga do złapania ostrego przeziębienia oraz nerwicy. To drugie spowodowane zostanie przez ciągle parujące szyby. Z fizyką się nie wygra, gorące powietrze miesza się chłodnym, co szybko ogranicza widoczność. Pomyślicie, że warto to naprawić? Podjęto kilka prób. Wszystkie spełzły na niczym. Ja przesiadłem się do innego samochodu, Golf II pozostał autem na lato. Wtedy można po prostu zamknąć nawiew, w pełnym słońcu kostniejące dłonie nie są szczególnym problemem.

Nigdy nie byłem specjalnym miłośnikiem upałów. Wolę aktualną temperaturę, tylko drażni mnie plucha na drogach. Deszcz utrudniający prowadzenie, ludzie, który uważają, że skoro wydali na auto pół miliona złotych monet i mają wszystkie najnowsze osiągnięcia techniki oraz działające ogrzewanie, to mogą szaleć. Są bezpieczni. Z poślizgu wyprowadzi ich specjalny system. Przed zderzeniem ostrzeże mrugająca kontrola i sygnał dźwiękowy. Szkoda, że nic nie chroni ich oraz najbliższego im otoczenia, przed najzwyklejszą głupotą. Uczyłem się jeździć, prowadząc Golfa II. ABS? W życiu. Wspomaganie kierownicy? Zapomnijcie. System kontroli trakcji? Raczej ciągłe skoncentrowanie na drodze. Działające ogrzewanie zimą? Po co komu jakieś luksusy? Do dziś jeździ, ja nie ufam wynalazkom. Jak są, to dobrze, ale i tak wolę uważać. Wszelka elektornika bywa zawodna, nic nie zastąpi zdrowego rozsądku. Chociaż pewnie znajdą się tacy, którzy powiedzą, żę jest inaczej,

Po tym radosnym okresie przyjdzie czas śniegu. A także szaleńców jeżdżących na letnich oponach. W zeszłym roku obserwowałem, jak przedstawiciel tego gatunku przemierzał miasto z zawrotną prędkością 40 kilometrów na godzinę. Na drodze śnieg zmieszany z piaskiem. Trudno o gorszą przyczepność. Za kierownicą zestresowany mężczyzna w średnim wieku przyklejony do kierownicy i wpatrzony w przednią szybę. Na lewym pasie. Niezapomniany widok. Dlatego nie bądźcie szaleńcami, wymieńcie opony przed pierwszym śniegiem. Po co się stresować? Chyba że w ten sposób się rozgrzewać, bo padło Wam ogrzewanie. Co prawda w niczym to nikogo nie usprawiedliwia, ale powiedźmy, że stanowi marny kontekst do zwykłej ludzkiej głupoty.

Nic to. Pewnie w przyszłym tygodniu trochę sobie podrapię o 6:30 szybę.

Nieuchronność korka

Każdego ranka biję się z myślami. Wsiadam do samochodu, odpalam silnik i już się cieszę, ponieważ akumulator wytrzymał mroźną noc. Pierwsza przeszkoda pokona, można żyć, radować się, ale to dopiero początek! Coraz zimniejsze poranki sprawiają, że kłódka przy bramie odmawia wypuszczenia mnie do pracy. I chociaż czasem chciałbym wzruszyć ramionami, odejść od bramy, powiedzieć sobie jedno zdanie: I co zrobisz, jak nic nie zrobisz?. A następnie wrócić do domu. Nic z tego, poczucie obowiązku popycha mnie do tego, aby otworzyć kłódkę i wyruszyć w kierunku korka. Wtedy zaczyna się walka z myślami.

Jaką drogę wybrać? Którędy pojechać? W ilu korkach utknę? W dwóch? A może w trzech? Niby do pracy mam 17 kilometrów krętymi ulicami, ale nigdy nie udało mi się dojechać w mniej, niż pół godziny. Takie czasy, śmierdzące autobusy i spóźniające się pociągi wepchnęły wszystkich do samochodów. Podobno coś się zmienia, komunikacja publiczna jest coraz lepsza, jednak świat wygląda inaczej, gdy spojrzymy na niego poza raportami. Dlatego stoimy w korkach. Słuchamy radia, planujemy swoje życie, zastanawiamy się co będzie robić w pracy i ile tym razem przyjdzie się nam spóźnić. Jedni akceptują ten stan rzeczy, a inni, nerwowo waląc w klaksony, próbują zaczarować nieruchomy korek, aby chociaż przejechać kilka metrów. Nie udaje się.

Korki żyją własną, całkowicie odrębną, egzystencją. Najedzone samochodami niechętnie oddają je pobocznym drogom, uwielbiają sprowadzać na manowce, niby kuszą możliwością szybszego przejazdu, ale zawsze sprawiają, że się stoi. Co robić? Rozglądanie się może doprowadzić do kontaktu wzrokowego z drugim człowiekiem. Twarz wściekłego mężczyzny, który za chwilę spóźni się na kolejny poranek womitacyjny, napawa przerażeniem. Lepiej nie patrzeć! Po co psuć sobie i tak już całkowicie zdruzgotany nastrój? Skoro się stoi, to i w tym staniu trzeba być konsekwentnym! Nieruchomość myśli, pustka w głowie, koncentracja na przejechanych kilku metrach! Remedium doskonałe! Panaceum na korkowy bezsens trwania.

Najgorsze jest to, że tego stanie nie sposób uniknąć! Z trzech możliwych tras przetestowałem wszystkie i daleki jestem od znalezienia logiki korków. To, że na drodze szybkiego ruchu jest zawsze wielominutowe oczekiwanie na swój zjazd, wiem od dawna. Jednak sporym zaskoczeniem okazały się boczne korki, taka mała kopia tego największego. Zapychają mniej popularne trasy i robią to coraz skuteczniej! Z przerażaniem stwierdzam, że nie uniknę stania, muszę pogodzić się z korkiem, zaakceptować oczekiwanie na swoją kolej. Po prostu odliczam czas, unikam zastanawiania się nad kilometrami, liczę tylko na to, że tym razem pójdzie szybciej, niż ostatnio. Odnoszę wrażenie, że nie jestem osamotniony w swojej naiwności. Korkowcy są świadomi tego, że prędzej czy później się zatrzymają, ale i tak myślą, że tym razem się uda.

Nie udaje się. Swoje trzeba odstać. Jak nie w kolejce, to w korku. Ot, polska rzeczywistość – zawsze trzeba poczekać na swoją kolej.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén