Tag: sea of thives

Koszt cyfrowej rozrywki

Zbliża się premiera Anthem. Gry, która być może jest ostatnią szansą na odbicie się od dna dla studia BioWare. Twórcy postawili na współpracę pomiędzy graczami, chcą stworzyć zdrową społeczność. Jednak wydawcą pozostaje Electronic Arts. Firma kochająca monetyzować wszystko w swoich grach. Tak do granic możliwości. W przypadku Anthem duży nacisk został położony na program abonamentowy Origin Access Premier.

Dla osób, które zdecydowały się na wykupienie subskrypcji, Anthem zostanie otwarty tydzień wcześniej. Poza tym tacy klienci będą mieli dostęp do olbrzymiej biblioteki tytułów wydanych przez Electronic Arts. Sam korzystam z wersji Basic i w zupełności mi ona wystarcza. Za 80 złotych na rok mogę w każdym miesiącu ograć jakiś znany tytuł. Natychmiastowy dostęp do premier jakoś mnie nie przekonuje. W dalszym ciągu wolę zapłacić raz, niż obserwować, jak pokaźna kwota znika z mojego konta na rzecz giereczkowych abonamentów. Tak, nie przez przypadek pojawiła się tutaj liczba mnoga.

Subskrypcję proponuje także Microsoft. W ramach Xbox Game Pass można otrzymać dostęp do wielu różnych tytułów. Niektóre, na przykład Sea of Thieves, dostępne są w ramach Xbox Anywhere, dzięki czemu można je odpalić na komputerach z Windowsem 10. Nie należy zapominać o Humble Monthly Bundle. Co miesiąc nowa paczka z grami, ale także dostęp do Trove, w którym można znaleźć wiele interesujących tytułów. Na przykład Trine, produkcję mocno inspirowaną grą The Lost Vikings. W tym tekście wymieniłem 3 różne rodzaje subskrypcji, a patrzę wyłącznie z perspektywy osoby, która gra na PC. Jeżeli ktoś posiada jeszcze konsolę, to musi się liczyć z dodatkowymi opłatami, jeżeli chce korzystać z możliwości zabawy w trybie wieloosobowym. Abonamenty w cyfrowym świecie nie są pomysłem nowym. Wystarczy wskazać na Worlds of Warcraft i konieczność opłacania abonamentu, aby mieć dostęp do gry. Jednak, jak do tej pory, trudno wskazać tytuł MMORPG, który powtórzył taki sukces. Zarówno nieistniejących już Wildstar, jak i The Elder Scrolls Online zrezygnowały z comiesięcznych opłat. Nie oznacza to, że branża całkowicie zrezygnowała z tego pomysłu.

Może rok 2019 będzie okresem, w którym pojawi się więcej takich usług? Wydawcy już posiadają własne sklepy, więc naturalnym krokiem byłoby ogłoszenie usługi abonamentowej pozwalającej na dostęp do biblioteki zbudowanej z wybranych tytułów. W świecie streamingu ciekawym przykładem jest Twitch. W zamian za subskrypcję klienci otrzymują nie tylko gry, ale także różnego rodzaju dodatki, na przykład skrzynki do Overwatcha. Uważam, że popularność tego typu rozwiązań będzie rosła. Za sprawą serwisów streamingowych, takich jak Spotify oraz Netflix, zmieniło się podejście do subskrypcji. Mam wrażenie, że łatwiej je akceptujemy. Jednak warto pamiętać, że są one dość niebezpieczne! Łatwo dołącza się do różnych programów abonamentowych, ale czy aby na pewno wszyscy pamiętamy, aby później się z nich wypisać? A pieniądze znikają.

Stwórzmy na chwilę rekina cyfrowych mórz, człowieka grającego i korzystającego z dobrodziejstw Sieci. Niech bawi się zarówno na komputerze, jak i na konsoli. Dajmy mu na imię Patryk. Policzmy, ile wydaje na różnego rodzaju abonamenty, ale z pominięciem kosztów związanych z prądem i dostępem do Internetu. Patryk na pewno ma Netfliksa, wybrał Pakiet Standard za 43 złote. Za Spotify płaci 19,99 złotych. Dodatkowo zdecydował się na Humble Monthly Bundle, co kosztuje go 45 złotych. Skusił się na ofertę Electronic Arts, chciał mieć wcześniejszy dostęp do premier, za co płaci 59,90 złotych. Korzysta z Discorda, a w ramach Nitro ma dostęp do gier niezależnych. Też mu się spodobały, więc płaci 38 złotych. A konsola? Oczywiście, że korzysta z Playstation Plus, czyli z konta znikają 33 złote. Patryk na cyfrowe subskrypcje wydaje prawie 240 złotych miesięcznie! Wymyślony przeze mnie zestaw wcale nie wydaje mi się taki nierealny. Podejrzewam, że jest wiele osób, które wychodzi z założenia, że cena nie jest wysoka, biblioteki spore, więc dostęp może się przydać. A potem szok i niedowierzanie! Gdzie się podziały te pieniądze?! Gdzie znikają?!

Prawda jest taka, że wydawcy gier będą szukali nowych metod zarobku. Agresywna monetyzacja nie spotyka z się z aprobatą klientów. Abonamenty wydają się dobrą alternatywą. Stały przychód, bonusy dla graczy, dostępy do pokaźnych bibliotek. W ten sposób łapie się osoby, które niechętnie kupują rzeczy w sklepach premium. Na dodatek taki model sprzedaży odpowiada traktowaniu gier jako usług. Subskrypcje, po lootbokasach i mikrotransakcjach, wydają się wręcz naturalnym krokiem. Z punktu widzenia biznesowego mają wiele plusów. Również klienci mogą potraktować taką ofertę jako sprawiedliwą. W końcu nie dostają jakiejś skrzynki z losową zawartością, tylko dostęp do biblioteki gier! Z jasno określonymi tytułami! Z pewnością, że będą mogli w grać!

Nie zdziwię się, jeżeli rok 2019 będzie dla gamedevu wielkim czasem subskrypcji.

Wirtualni korsarze

Ostatnie godziny 2018 roku! Z tej okazji postanowiłem przetestować grę, która kompletnie mnie nie interesowała w dniu premiery. Piraci, walki ze szkieletami, strzelanie z dział, pływanie statkami i odwiedzanie portów nigdy nie sprawiało mi zbyt wiele przyjemności. Dlatego zignorowałem premierę Sea of Thieves. Trochę poczytałem na temat tej gry, ale nie czekałem na przecenę, aby ją kupić. Z artykułów dowiedziałem się, że to No Man’s Sky, tylko że na morzu.

Trudno mi ocenić co działo się w grze w marcu 2018 roku, gdy Sea of Thieves miało swoją premierę. Historię znam tylko z tekstów opublikowanych w Sieci. Jedni chwalili, doceniali to, że tytuł skierowany jest do odbiorców casualowych, czyli takich, którzy wchodzą do wirtualnego świata raz na jakiś czas, żeby się dobrze bawić. Drudzy krytykowali brak jasnego systemu postępu w grze, monotonię, powtarzalność oraz nudę, która pojawiała się po pierwszych godzinach zabawy. Tak samo pisano i mówiono o No Man’s Sky. Jednak produkcja studia Hello Games odbiła się tym roku za sprawą aktualizacji Atlas, która wywróciła grę do góry nogami. To zupełnie inna produkcja niż w dniu premiery. Czy taki sam los spotkał Sea of Thieves?

Na Reddicie czytam, że tak. Kolejne aktualizacje sprawiły, że tytuł ten stał się ciekawszy. Bardziej wypełniony zawartością. Liczy się nie tylko samo pływanie, ale także umiejętne planowanie kolejnych wojaży. Na chwilę obecną w grze nie ma żadnych mikrotransakcji, a dotychczasowe rozszerzenia zostały udostępnione za darmo dla posiadaczy Sea of Thieves. Warto także zaznaczyć, że osoby zainteresowane wypróbowaniem tego tytułu nie muszą go od razu kupować. Wystarczy wykupić Xbox Game Pass na jeden miesiąc (40 złotych) lub zdecydować się na bezpłatny 14 dniowy okres próbny. Sea of Thieves jest dostępne także na komputerach z Windowsem 10, nie trzeba od razu biec do sklepu i kupować Xboksa. Ja z tej możliwości skorzystałem. Gra się pobrała, zainstalowała, korzystam z pada i wszystko ładnie śmiga.

W wirtualnym świecie Sea of Thieves spędziłem już 7 godzin. Pierwsze rejsy były, delikatnie mówiąc, niefortunne. W grze nie ma żadnego samouczka. Tak jakby wszystko od razu było jasne. Zabrakło mi przynajmniej jednej, wcześniej zaprogramowanej, podróży. Bez większych przeszkód, zwykły rejs z jednego punktu do drugiego. Z jakąś paczką. Dla samego zaprezentowanie podstaw. Odbieranie zleceń, pływanie statkiem, cumowanie w porcie i korzystanie z mapy. Bieganie przez 10 minut i klikanie we wszystko, co się podświetli trudno nazwać dobrą zabawą. Dopiero gdy zrozumiałem podstawowe mechaniki w Sea of Thieves, rozpocząłem swoją piracką przygodę. Po drodze zostałem jeszcze zaatakowany i obrabowany przez innych graczy. Cóż, korsarze nigdy nie mieli łatwo.

Gra jest niezła. Pływanie, wykonywanie kolejnych zleceń oraz eksplorowanie wysp daje mi sporo przyjemności. Dreszczyk niepokoju pojawia się, gdy na horyzoncie widzę drugi statek. Zaatakują? Pozwolą przepłynąć? A może po prostu wskoczą na pokład i zabiorą mój cenny ładunek? Myślałem, że w tak mało popularnej grze, częściej będę sam. Najwyraźniej mam szczęście do spotykania innych. Te zderzenia nie zawsze zapamiętałem jako przyjemne. Tego można się spodziewać. Produkcje, które nie mają jasno określonego podziału na strefy gracz kontra gracz (PvP) i gracz kontra środowisko (PvE) rzadko są przyjazne dla nowicjuszy. Trzeba liczyć się z wrogim nastawieniem innych graczy i wszystkich traktować zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania. Z tych spotkań zapamiętałem jedną, brawurową ucieczkę. W Sea of Thieves bawię się sam, więc pływam żaglówką, która jest bardzo szybko i zwinna. W trakcie jednego rejsu udało mi się umknąć przed galeonem, przy niewielkich zniszczeniach kadłuba.

Podstawowym problemem Sea of Thieves jest powtarzalność. Walczyłem ze szkieletami i już widzę, że to potyczki będą zawsze wyglądały tak samo. Łapałem zwierzęta dla gildii kupców i wiem, że za każdym razem tak będzie wyglądała ta misja. Podobnie ma się sprawa z Megalodonem oraz Krakenem. Oba stwory już spotkałem na swojej drodze. Za pierwszym razem było to emocjonujące wydarzenie, ale kolejne potyczki trudno nazwać ciekawymi. Nic się w nich nie zmieniło, potwory atakowały dokładnie w tan sam sposób. W ich zachowaniu nie było nic, co wymusiłoby na mnie zmianę wcześniej opracowanej taktyki. Sea of Thieves jest bardzo powtarzalne, co jednym może się podobać, a innych może drażnić.

Mnie ta gra, wbrew pozorom, relaksuje. Wybiera sobie misje, zarabiam pieniądze, za które kupuję różne skórki dla przedmiotów, postaci oraz statku. Pływam po wirtualnym morzu, czasem wdam się walkę ze szkieletami lub zbadam wyspę. Okazjonalnie rozwiążę zagadkę i poszukam ukrytego skarbu. Co dwa tygodnie w grze pojawiają się wydarzenia, które pozwalają na zdobycie specjalnej waluty. A za nią można kupić ekskluzywne skróki. Wszystko w Sea of Thieves kręci się wokół personalizowania wyglądu postaci oraz statku. Aż dziw bierze, że nie zostało to jeszcze zmonetyzowane.

Na pewno jeszcze trochę popływam. Przez dwa, trzy tygodnie, a potem wskoczę do innego wirtualnego świata. Może później wrócę na wirtualne morze Sea of Thieves? Kto wie.

Literat przegląda Internet #128

Szykuje się kilka wolnych dni oraz wyjazd na wieś. Jesteśmy już spakowani, pies został odpowiednio przygotowany na podróż. Wstajemy, kawa i po 20 minutach opuszczamy prowincję.

Sea of Thives, czyli piraci w kałuży.

Interesujący wywiad z Dorotą Masłowską. Nie wierzę, że to napisałem…

Kilka słów na temat budowania historii w grach.

Powstaje MMO, którego istotnym elementem będzie sztuczna inteligencja.

Polski YouTube to także patologie.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén