Tag: seriale na netfliksie (Page 1 of 2)

Przyjemność z rozplątywania

Skończyłem ostatni sezon Dark! Ku radości mojej Żony, która nie podziela mojej fascynacji tym serialem. Najwyraźniej mnie babranie się w strukturze czasu oraz metafizyczne dyskusje nie przeszkadzały. Przyznaję Kindze rację. Dark ma to do siebie, że większość najważniejszych elementów fabuły wydarza się w dialogach. Szczególnie tych, w których postacie z różnych światów oraz czasu konfrontują się między sobą. Czasem w milczeniu, a innym razem zalewają się potokiem słów. Jestem jedną z tych osób, które lubią takie przegadane narracje.

Ujęła mnie także struktura Dark. Muszę przyznać, że autorzy serialu sprytnie ją rozgrywają. Wprowadzają element po elemencie, za każdym razem robią krok w stronę większej całości. Pierwszy sezon pokazywał jedynie specyficzne rozerwanie jednej przestrzeni, w kolejnym okazało się, że czas jest zdecydowanie bardziej poszatkowany. Aż w końcu, w finałowej odsłonie trylogii, wprowadzone zostają dodatkowe światy. Tak samo skomplikowane, poprzecinanie manipulacjami i rozczłonkowane przez aktorów działających na różnych płaszczyznach. Jednak najciekawsze jest to, że cała narracja ma wyraźnie zaznaczoną oś. Jest nią rozpacz po stracie.

Zauważyłem, że właśnie to nie dominujący motywator wszystkich postaci. W określonym momencie coś stracili, zaczęli rozpaczać, a teraz działają, robią wszystko, aby zapobiec tragedii. Efekty bywają straszne, wręcz przerażające. Bo chyba tak najlepiej jest określić swoiste więzienie z czasu, w jakim pokutują bohaterowie. Wykonują z góry zaprojektowane akcje, trwają w wiecznej pętli. Nie są wolni, muszą ciągle podążać wcześniej określoną ścieżką, aby utrzymać się w iluzji próby odzyskania tego, co było dla nich najdroższe. Starcie dwóch sił jest tylko pozorne, konieczne do utrzymania boleśnie zaciśnięte pętli czasu. W trzecim sezonie ratunek przychodzi z zewnątrz. Węzeł został stworzony i przecięty w zupełnie innym miejscu. Przestrzeni, z której nie zdawali sobie sprawy bohaterowie Dark.

Tan serial ma w sobie coś niebywale pociągającego. Myślę, że ze względu na stopniowe komplikowanie narracji. Mnie zawsze interesowało, jak będą wpływały na siebie postacie, jakie mają ukryte motywacje, co chcą osiągnąć. Niektóre historie trudno przewidzieć, dopiero w trzecim sezonie zostają pokazane brakujące elementy całej układanki. Fascynujące jest to uzupełnianie luk. Tak jakby czas w Dark był gobelinem, który należy pleść z wyjątkową starannością, a ostatnie szlify wymagają dodanie kilku nowych nici, aby opowieść nabrała olśniewającego blasku. A już pokazanie prostego fundamentu, podstawowego motywatora prowadzącego do rozdarcia czasu i świata, sprawiło, że zacząłem jeszcze bardziej doceniać Dark.

Kontakt z tym serialem był dla mnie przyjemnością z rozplątywania narracji. Szukałem nitek, zastanawiałem się, jak zostaną ze sobą splecione. Obserwowałem, jak ten majstersztyk jest budowany. Wiem, że bywa przegadany, ale pozostanę w swoim niewzruszonym zachwycie. Pewnie dalej będę szukał takich specyficznych narracji, w końcu dalej fascynują mnie struktury.

Waga komedii

Od jakiegoś czasu seriale komediowe stanowią dla mnie duży problem. Chciałbym poczuć mięte do Big Bang Theory, ale nie potrafię bo drażnią mnie żarty. Przy Community wytrzymałem ledwo trzy odcinki. A Jak poznałem waszą matkę? Również nie rozumiem fascynacji tą serią. Jak widzicie, od postnowoczesnych seriali komediowych odbijam się z prędkością piłeczki pingpongowej rzuconej na równiutki beton. Nie od wszystkich, zdarzają się wyjątki. Zaliczam do nich Siły kosmiczne. Interesujące obraz konfliktu pomiędzy naukowcami, a wojskowymi. Świadectwo tego, że te dwie rzeczywistości niekoniecznie zawsze są zgodne.

Oś narracji stanowi próba przerzucenia mostu pomiędzy potrzebami naukowymi a wojskowymi. W ramach badań kosmosu. Jedni widzą w tym przedsięwzięciu możliwość okazania dominacji nad innymi państwami, ale są także tacy, którzy wciąż wierzą w chęć współpracy ponad podziałami. Siły kosmiczne stawiają na próbę zweryfikowana obu postaw oraz pokazanie, że kompromis jest możliwy. Serial przechodzi interesującą przemianę, która jest związana ze zmianami w charakterach postaci. Najpierw wyraźnie widać, że dominują w nim żarty, potem pojawia się sarkazm oraz polityczna satyra, aż w końcu Siły kosmiczne zmierzają w kierunku komediodramatu, w którym jedną z płaszczyzn są skomplikowane relacje w rodzinie. To jest ciekawe! Dobrą opowieść trudno wykuć wyłącznie z samych mniej lub bardziej wybrednych żartów. Dużą sztuką jest ciekawe opisanie problemów, z jakimi muszą mierzyć się ludzie.

Polecam Siły kosmiczne właśnie z tego względu. Jeśli oczekujecie wyłącznie zabawy, nawet bez odrobiny refleksji, to obawiam się, że się rozczarujecie. Żebyśmy się źle nie zrozumieli! Nie uważam, że mam jakoś specjalnie wysublimowane poczucie humoru, po prostu cenię sobie dobry sarkazm oraz zajmujące komentowanie współczesności, czego w Siłach kosmicznych znalazłem bardzo dużo. Jednocześnie się nie oszukuję. Z historii kultury doskonale wiem, że na świecie zdecydowanie częściej pojawia się rubaszny śmiech ze sprośnych żartów, niż wysublimowany uśmiech z celnej ironii. Dlatego cenię sobie seriale komediowe, które nie boją się przemiany, włączenia elementów tragedii do fabuły. To wcale nie sprawia, że taki obraz od razu staje się dramatem! Po prostu zaczyna nabierać głębi, która przyciąga, pozwala zastanowić się nad poprowadzonymi wątkami i dostarczyć odrobiny rozrywki.

Wiem, że niektórych mogą drażnić wątki polityczne wplatane przez autorów Sił kosmicznych. Nie pojawiają się tam przez przypadek i są uzasadnione. W końcu akcja rozgrywa się w wojskowym ośrodku, finansowanym z kieszeni podatników oraz uzależnionym od decyzji różnych urzędników. Stąd biorą się przytyki w kierunku amerykańskiego rządu, a sami autorzy pozwalają sobie nawet na ironiczną prezentację przedstawicieli głównych nurtów politycznych. Siły kosmiczne nie są monotematyczne, zajmują się różnymi problemami i często czynią to w sposób zabawny. Jednak każdy żarty jest odpowiednio zrównoważony właściwą ilością powagi.

W kierunku konfliktu

Koniec miesiąca to idealny moment na ściągnięcie kilku tematów z listy rezerwowej. Od dawna wisiał na niej serial Kierunek: Noc. Obejrzany szybko, w ciągu kilku dni. Dobrze zrealizowany, cechujący się niezłym tempem akcji. Obraz potrafił przykleić człowieka do ekranu, okazjonalnie nawet prowokował dyskusje na temat dalszego rozwoju fabuły. Jednak z biegiem odcinków pojawiało się coraz więcej nielogicznych elementów. Kierunek: Noc ma świetny start, ale później trzeba zacząć przymykać oczy.

Myślę, że satysfakcja z oglądania serialu w dużej mierze zależy do tego, jak odbiorca rozłoży akcenty. Może wybrać apokalipsę, zagrożenie zewnętrzne. Kierunek: Noc pozwala zobaczyć świat, który zostaje unicestwiony przez promienie słoneczne. Dlatego jedynym sposobem przetrwania jest uciekanie przed Słońcem, w ciemność. Tylko czy, aby na pewno serial poświęca wystarczająco dużo uwagi światu zewnętrznemu? Moim zdaniem nie. Chęć zobaczenia opowieści o upadku znanej rzeczywistości, o rozpadzie społeczeństw, z łatwością obudzi drzemiącą irytację. W tej perspektywie Kierunek: Noc jawi się jako jedno wielkie rozczarowanie. Serial poświęca zdecydowanie za mało czasu na opowiadanie o tym, jak świat radzi (lub nie) sobie z zagładą. Co jest ważniejsze? Zamknięta w samolocie grupa bohaterów, których poczynania obserwuje widz.

Tutaj zaczyna robić się interesująco! Mała przestrzeń, brak możliwości wychodzenia na zewnątrz, potrzeba bycia w ciągłym ruchu, konieczność organizowania zasobów. A wszystko to pod presją czasu! Bohaterowie zawsze muszą się uwinąć przed nastaniem świtu, w przeciwnym razie zginą. Dlatego odcinki, w których wychodzą poza samolot, są niezwykle dynamiczne, często składają się z wielu różnych wydarzeń budzących konflikty pomiędzy przymusowymi członkami załogi. Moim zdaniem te starcia się w serialu najważniejsze. Kierunek: Noc można odczytać jako wielowątkową opowieść o starciu charakterów, przekonań, stereotypów i niebezpiecznych uprzedzeń. Charaktery postaci rozwijane są poprzez opowiadanie ich przeszłości. Często mrocznej, pełnej bólu, strachu i rozczarowań. Dość niepokojące jest to, że się ich nie zapamiętuje. Uwaga jest na tyle mocno skoncentrowane na aktualnych wydarzeniach, że korzenie charakterów stają się szybko mało istotne.

Kierunek: Noc warto obejrzeć właśnie dla tych konfliktów pomiędzy postaciami. Dla obserwowania tego, jak radzą sobie w trudnych warunkach, ile z siebie są w stanie poświęcić. W takim ujęciu ten serial jest interesujący. Po prostu warto potraktować koniec świata jako tło, jako scenografię dla starcia grupy całkowicie obcych sobie ludzi. Wtedy drobne, ale piętrzące się, nielogiczności nie powinny przeszkadzać, mogą nawet umknąć uwadze skoncentrowanego na postaciach odbiorcy. Kierunek: Noc to raczej opowieść socjologiczno-psychologiczna, niż pełnoprawna, dbająca o kontekst wydarzeń, fantastyka naukowa. Serial dobry na deszczowy weekend. Dwa dni w zupełności wystarczą, aby go obejrzeć.

Konflikty charakterów

Nie będę ukrywał, że czekałem na drugi sezon Altered Carbon. Poprzedni zainteresował mnie na tyle, że postanowiłem sięgnąć po książki. Po przeczytaniu pierwszego tomu stwierdziłem, że mam do czynienia ze średnią prozą i postanowiłem trzymać się ekranizacji. O niebo lepszej, ponieważ koncentrującej się na tym, co w powieści było najciekawsze. W przypadku drugiego sezonu nie mam literackiego punktu odniesienia i raczej nie będę miał. Niespecjalnie chcę sięgać po prozę, która mnie rozczarowała. Na szczęście serial odebrałem inaczej i czekam na kolejne odsłony Altered Carbon.

Co mnie tak zachwyciło w nowej odsłonie serialu? Aby wyjaśnić tę kwestię, muszę zwrócić uwagę na istotne wątki w pierwszym sezonie. Wtedy Altered Carbon szczególnie koncentrowało się na układzie sił w społeczeństwie, w którym wykluczono śmierć. Świadomość była digitalizowana i wrzucana do nowych powłok, czyli ciał. Nieśmiertelność na wyciągnięcie ręki? Dla każdego? Nie. Altered Carbon wyraźnie pokazywało, że korzystali z niej głównie najbogatsi, a reszcie pozostało czekać na przydział nowej powłoki. Bywało, że ludzi nie było stać na spłacenie świeżutkiego ciała i ich świadomość była ponownie zamrażana. Czekali dalej. Takeshi Kovacs, jako główny bohater, został zatrudniony przez bogacza, aby wyjaśnić tajemnicę jego śmierci. Zginął, ale jego świadomość została wgrana do nowego klona.

Główny bohater był postacią zawieszoną pomiędzy dwoma światami. Tym bogatym oraz tym ubogim. Przenikał ich granice w trakcie prowadzonego śledztwa, dzięki czemu widz mógł dowiedzieć się, jak wyglądało społeczeństwo zaprezentowane w świecie Altered Carbon. Zdaję sobie sprawę z tego, że przez różnego rodzaju rozważania prowadzone przez postacie w serialu, mogła ucierpieć akcja, jednak uważam, że w interesujący sposób zostało pokazane to, jak usunięcie śmiertelności wpływa na ludzi. Drugi sezon Altered Carbon dalej bada granice człowieczeństwa, ale robi to z innej perspektywy. Tym razem kluczowa staje się rola jednostki, jej przeżycia oraz doświadczenia. Serial schodzi do poziomu pojedynczego przeżycia, zamiast dalej opowiadać o konstrukcji całego systemu.

Ta zmiana sprawiła, że serial stał się bardziej dynamiczny. W drugim sezonie pojawiła się skomplikowana sieć relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami, co przełożyło się na dynamikę ich relacji. Na pierwszym planie nie był już system, ale ludzie. Ich przeszłość, a także to, jak radzą sobie z własnymi uczuciami. Najnowsze Altered Carbon nie bywa już bezosobowe. Cała narracja składa się w dużej mierze z konfliktów pomiędzy charakterami. Mają różne motywacje i dopiero wraz z rozwojem fabuły zaczyna im przyświecać wspólny cel. W drugim sezonie jest zdecydowanie mniej, strać pomiędzy człowiekiem a systemem. Zastąpiły je zderzenia mocnych charakterów, chcących osiągnąć określone cele.

Nawet jeśli ktoś był rozczarowany pierwszym sezonem Altered Carbon, to polecam skonfrontowanie się najnowszą odsłoną. Jest inna, trochę bardziej gęsta, ale tak samo mroczna i przytłaczająca antyutopijnym charakterem świata.

Oślepiające pragnienie władzy

Piąty sezon Peaky Blinders już za mną. W dalszym ciągu lubię ten serial, chociaż miewał słabsze momenty. Szczególnie w momentach, w których twórcy chcieli zmienić rytm narracji, spowolnić ją. Wtedy bywało nudo, często zadawałem sobie pytanie o konieczność wprowadzenia tej lub innej linii fabularnej. W piątym sezonie od pierwszego odcinka jest intensywnie. Najnowsza seria cała jest napakowana akcją, intrygami oraz szaleństwem. W tym ostatnim przypadku pierwsze skrzypce przeszły w ręce Thomasa Shelby’ego.

Dla mnie ten serial cały czas dotyczy problemu władzy. Z tym, że próbuje ugryźć ten temat od innej strony, niż – na przykład – House of Cards. W tym przypadku ważne było znacznie urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz tego, że ta osoba często wpływa na układ sił na świecie. Stąd intrygi przypominały dworskie knowania. Pełne trucizn, łapówek oraz oszukiwania wspólników. Frank Uderwood miał konkretny cel i robił wszystko, aby go osiągnąć. Był na nim całkowicie skupiony, podporządkował całe swoje życie pragnieniu absolutnie władzy. Czy był szalony? Nie sądzę, na pewno metodyczny w swoich działaniach. Racjonalny i pragmatyczny do ostatniego kroku. Zawsze gotów wyprowadzić kontratak.

Odnoszę wrażenie, że właśnie taka struktura bohatera sprawiła, że od trzeciego sezonu jakość narracji w House of Cards zaczęła konsekwentnie spadać. Bywały dobre moment, jednak traciły znaczenie ze względu na przytłaczających liczbę średnich wątków. Twórcy Peaky Blinders cały czas grają motywem szaleństwa. Thomas Shelby, żołnierz doświadczony przez brutalne starcia I Wojny Światej, nigdy z niej nie wrócił. Cały czas walczy w okopach. Potrzebuje przeciwników, namiętnie ich szuka, żyje tylko wtedy, gdy może się z kim skonfrontować. Jednocześnie cały czas powiększa swój majątek i wpływy. Jakby szukał równowagi, ale nie potrafił jej utrzymać. Widać to szczególnie w piątym sezonie, który najmocniej koncentruje się na postępującej degradacji umysłu Thomasa Shelby’ego. Jednocześnie, co warto zaznaczyć, nie staje się przez to mniej skuteczny.

Narracja, moim zdaniem, zmierza w kierunku motywu szalonego króla. Władcy, którego ktoś musi odsunąć i zasiąść na jego tronie. Podejrzewam, że rozłamów w klanie będzie coraz więcej. Pojawią się stronnictwa, a jedyną szansą na rozpoczęcie wspólnych działań, będzie pojawienie się zagrożenia z zewnątrz. Czy Thomas Shelby, zaangażowany w politykę i porządkowanie brytyjskiego społeczeństwa okresy międzywojennego, w porę je zauważy? A może ulegnie swoim demonom i rozpocznie się jego powolny upadek?

Z takimi pytaniami pozostawił mnie piąty sezon Peaky Blinders. Był jednym z lepszych w całej serii. Porządnie zbudowana narracja, mocne zwroty akcji, a także zmiany w charakterach poszczególnych bohaterów. Potężna porcja nieźle przyrządzonej rozrywki. Moim zadaniem ten sezon jest pozycją obowiązkową dla miłośników thrillerów trzymających w napięciu do samego końca.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén