Tag: sieć

Streaming narzekania

Ostatnio dopadł mnie ponury nastrój. Nic mnie nie cieszyło, nie nie potrafiło mnie zachwycić. Spojrzałem na książki, wszystkie złe. Przejrzałem katalog filmów w różnych serwisach streamingowych, same kiepskie produkcje. Postanowiłem, że sprawdzę co tam słychać nowego w muzyce. Rozczarowałem się. Bezmyślne dudnienie, brak sensu, dramat i nuda. Dlaczego nasza współczesna kultura jest tak wyprana z treści o wysokiej jakości? Dlaczego twórcy nie potrafią nas już porwać? Produkują kicz, hołubią odbiorcę kultury masowej i dostosowują się do jego gustów. Krótko piszą: nigdzie nie ma nic ciekawego.

Dość! Jeżeli ktoś regularnie zagląda na mojego blogaska, to doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że pod wpływem chandry – nie piszę. Szanuję swoje Czytelniczki i Czytelników. Pozostałych pragnę uświadomić, że nie ma nic do kultury masowej, kocham popkulturę, po prostu się w niej pławię. Dostarcza mi przyjemność, chociaż czasem bawię się źle. Wtedy zastawiam się, dlaczego tak jest, skąd wzięło się moje rozczarowanie. Zawsze staram się dotrzeć do sedna swojej niechęci, unikam atakowania tekstów na oślep. Tylko po to, aby ponarzekać, aby wylać hektolitry jadu, aby udowodnić wszystkim, że jestem prawdziwym krytykiem. Krytyk, jak sama nazwa wskazuje, krytykuje, ale coraz więcej osób robi to w sposób bezmyślny.

Wiele tekstów w Sieci, szczególne tych aspirujących do miana recenzji, opiera się na strumieniu jojczenia. Bohater zły, bo piórem można tylko ładnie pisać, a w ogóle to wszyscy i tak korzystają z długopisów. Fabuła taka sobie, nie opowiada o niczym. Narracja… Stop! Akurat tego słowa nie używają, ten rzeczownik wymaga przynajmniej minimalnej wiedzy. „Krytycy” upodobali sobie ocenianie tekstów kultury, na podstawie przestrzeni, w jakiej dana treść jest dystrybuowana. Dlatego to, co jest na Netfliksie, jest złe, straszne i kiepskiej jakości. Wszystko! Żadnych wyjątków! Muzyka na Spotify? Tragedia. Na winylach lepiej wszystko słychać, a na odtwarzaczu MP3 znalezionym na strychu, to jest już w ogóle magia. Ta spirala błędnego jojczenia kręci się ku uciesze odbiorców, którzy uwielbiają czytać, jak ktoś narzeka. Brakuje mi tylko portalu zajmującego się profesjonalnym zbieractwem krytyki bezmyślnej. Mógłby się nazywać szlachtanarzeka.pl, widzedrwiealeplacedalej.pl albo kiedystobylykolaaterazsakwadraty.eu. Jeżeli ktoś chce zmonetyzować ten projekt – śmiało! Nie chcę żadnych udziałów w takim przedsięwzięciu.

Daleki jest od twierdzenia, że wszystko, co nas otacza jest wysokiej próby. Jest pełno szmiry, współczesną kulturę trawią różne problemy. Zadaniem krytyka jest wskazywać na teksty wartościowe, umiejętnie opisywać to, co jest w nich dobre i jak są one osadzone w kontekście. Oczywiście, robi to w obrębie własnego systemu. Nie trzeba do tego pisać manifestu lub artykułu programowego. Wystarczy zrozumieć dlaczego jedne teksty się lubi, a innych nienawidzić. Tych drugich niekoniecznie musi być więcej. Negatywne recenzje również muszą mieć jakiś sens, nie mogą się opierać na założeniu „ja bym to zrobił lepiej” lub „ten autor od dawna filtruje z kulturą masową, więc wszystko, co robi to kicz, szmira i spektakularny pokaz chamstwa”.

Mniej jojczenia, więcej myślenia. Po prostu.

Matthew G / Sales promotion (CC BY 2.0)

Autopromocja to ZŁO!

Internet nie przestaje mnie zadziwiać. Wiem, że ilość idiotów na kilobajt informacji jest bardzo duża, ale wciąż pojawiają się zdarzenia, które mną wstrząsają i zmuszają mnie do zastanawiania się nad kondycją współczesnej kultury. Dwa tygodnie temu, ze zdwojoną siłą, zrozumiałem, że Sieć opiera się na hipokrytach, krytykach wszystkiego i specjalistach w absolutnie każdej dziedzinie.

Co się stało? W zasadzie nic wielkiego. Obserwowałem dyskusję na temat granic autopromocji w Sieci. Współczesna kultura, która dostaje świra na punkcie JA, marketingu i ciągłej gratyfikacji, wymusza na uczestniku potrzebę promowania własnych opinii i twórczości. Niektórzy użytkownicy Sieci stworzyli kodeks służący do oceny poprawności rozpowszechniania swoich dzieł i mam wrażenie, że wiele z tych niespisanych punktów stoi w sprzeczności z dominujących w kulturze nastawieniem. Tym bardziej, że osoby wypowiadające najbardziej radykalne sądy, najczęściej same postępują wbrew jednej zasadzie. A krytykują! A walczą o to, aby nikt inny tak nie robił! Mam na myśli kwestię autopromocji.

Załóżmy, że założyłem portal literacki. Udało mi się zebrać grupę ludzi odpowiadających za redakcję i tworzenie treści, opanowaliśmy kilka kanałów komunikacji i zaczynamy robić promocję. Naturalne jest to, że osoby piszące będą tam chwaliły się swoimi rzeczami, ale czy fakt bycia właścicielem portalu jest równoznaczny z tym, że mnie nie wolno publikować? Bo to przecież autopromocja! Wiozę się na plecach innych! Miejsce tworzę dla NICH, a swoje rzeczy wrzucam i jeszcze bezczelnie linkuję je w mediach społecznościowych! Zgroza! Mam wrażenie, że właśnie tak myślały osoby uczestniczące w obserwowanej przeze mnie dyskusji.

Ja osobiście nie widzę w tym nic złego. Ktoś tworzy miejsce, zbiera grupę i buduje pewną wspólnotę twórczą. Dlaczego ma nie publikować swoich rzeczy? Założyciel może już tylko siedzieć w drugim rzędzie i obserwować? Od osoby, która zainicjowała określoną działalność wymaga się więcej wszystkiego, nawet WIĘCEJ aktywności twórczej. Uważam, że każde działanie mające charakter integrujący określoną społeczność (poetów, pisarzy, graczy, fanów polerowania kołpaków) powinno być chwalone i nagłaśniane we wszystkich kanałach komunikacji, nawet tych należących do autorów. Jak inaczej mają się o tym dowiedzieć ludzie? Google im powie? Aż tak zaczęliśmy wierzyć w słuszność algorytmu?

Drogie Założycielki! Drodzy Założyciele! Promujcie swoje rzeczy wszędzie. Współdziałajcie, współtwórzcie i bawcie się swoją obecnością w Sieci. A psy niech szczekają.

//Obrazek wyróżniający: Matthew G / Sales promotion (CC BY 2.0)

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén