Kilka dni temu skończyłem lekturę książki Świat Lodu i Ognia: Nieznana historia Westeros i Gry o Tron. Przydługawy tytuł, ale treść bardzo interesująca. Całość stylizowana na kronikę, w której historycy przyglądają się poszczególnym wydarzeniom oraz dokonują ich interpretacji. Pozycja ma przypominać dzieło żywcem wyrwane ze świata Westeros i wprowadzić czytelnika w jego najbardziej mroczne zakamarki. Nie da się ukryć, że jest to książka tylko i wyłącznie dla zagorzałych fanów Gry o Tron – dla innych może wydać się bardzo nudna. Ale jedno jest nieuniknione: porównania do Silmarillionu Tolkiena.

Nie przepadam za ciągłym porównywaniem Władcy Pierścieni oraz Gry o Tron. Pociąga to za sobą zestawianie dwóch światów: Westeros oraz Śródziemia. Bardzo łatwo rozpalić namiętną dyskusję na temat tego, która z tych alternatywnych rzeczywistości jest lepsza. Adwersarze będą się przekonywać o wpływie na wyobraźnię, uczuciami, siłą oddziaływania na odbiorcę – dla jednych najlepszy będzie Tolkien, a dla innych Martin. Najlepszym wyjściem jest uznanie, że te dzieła się po prostu różne. Piękno kultury polega na jej różnorodności. Tyle.

W tych gwałtownych dyskusjach umyka jedna rzecz – konstrukcja świata przedstawionego. Inaczej do tej kwestii podszedł Martin, a inaczej Tolkien. Na pewno obaj autorzy – jeżeli weźmiemy pod uwagę wyłącznie dzieła związane ze Środziemiem oraz Westeros – związani są z pewnym gatunkiem literatury popularnej, który nazywamy fantasty. W jego definicji znajdziemy stwierdzenie, że w świecie przedstawionym musi działać pewna forma magii. Środziemie jest wręcz nią przesycone, legendy zamieszczone w Silmarillionie wrażenie to pogłębiają, natomiast Westeros pragnie być znacznie bardziej racjonalne. Element ten jest bardzo wyraźny w Świecie Lodu i Ognia…, gdzie informacje na temat magii podaje się na marginesie i nieustannie podkreśla się ich niesprawdzalność. Westeros nie próbuje być przeciwieństwem Śródziemia, Martin w ten sposób pokazuje, że kwestię sił nadprzyrodzonych w fantasty można rozwiązać inaczej. Studenci, w trakcie dyskusji na jednym ze spotkań Koła Badaczy Popkultury, wcale nie wykluczali magii ze świata przedstawionego Gry o Tron, ale podkreślali, że działa ona zupełnie inaczej, niż w przypadku dzieł Tolkiena. Martin wprowadza tajemniczych Innych, smoki, piromantów, Dzieci Lasu oraz Czardrzewa – Westeros również posiada swoje magiczne siły, ale wymagają one rozbudzenia. Być może pojawienie się smoków sprawi, że czary znowu staną się skuteczne? Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać na dalszy ciąg powieści.

Winter is coming / Twig Aho (CC BY-NC-SA 2.0)

Winter is coming / Twig Aho (CC BY-NC-SA 2.0)

O wiele ważniejszy od funkcji magii jest kierunek w jakim zmierza świat przedstawiony. Przyjrzymy się Władcy Pierścieni. Jest to bardzo piękna realizacja mitu bohaterskiego ze wszystkimi jego elementami – jest heros (nawet kilku), są towarzysze i pojawia się obowiązkowa podróż (temat ten rewelacyjnie przedstawia Joseph Campbell w książce Bohater o tysiącu twarzy), jest zło, które należy pokonać i świat, któremu należy przywrócić porządek. Właśnie ta potrzeba spajania jest bardzo charakterystyczna dla Władcy Pierścieni. Chaos ma zostać wyparty ze Śródziemia, krasnolud i elf walczą ramię w ramię, Gondor odzyskuje króla – nacje Śródziemia znowu zostają zjednoczone. Fabuła Gry o Tron opiera się na pobudzaniu kolejnych sporów. Powieść Martina to starcia poszczególnych postaci, konflikty pomiędzy różnymi formami kultury oraz religii. Tutaj ma miejsce nieustanne chaotyzowanie świata przedstawionego! Już sam początek, czyli ścięcie Eddarda Starka, wyznacza sposób prowadzenia narracji. Z punktu widzenia fabuły był to świetny zabieg, ponieważ w ten sposób Martin sprawił, że do gardeł rzuciły się sobie dwa – bardzo ważne – rody Westeros: Lannisterowie oraz Starkowie.

Jest to wspaniałe starcie dwóch kultur. Lannisterowe są bardzo mocno związani z bogactwem. Pociąga ich władza, dlatego są zawsze blisko Tronu oraz Króla. Po obejrzeniu serialu i przeczytaniu książki odbiorcy utrwala się stereotyp bogatego Lannistera, ubranego w złote barwy, postaci pełnej blasku i siły, która jest związana z posiadanymi środkami materialnymi. Starkowie to brutalna i bardzo honorowa Północ. Niewielkie znacznie ma zasobność sakiewki, ale bardzo ważne jest zachowanie twarzy. Ród Starków bardzo poważnie podchodzi do takich spraw jak przysięgi oraz gościnność. Kierują się bardzo jasno określonymi zasadami. Za przykład może tutaj posłużyć egzekucja, której dokonuje Ned Stark na dezerterze. Ścina go, ale czyni to sam i, jak tłumaczy synom, jest to najwyższy wymiar kary i powinien ją wykonać ten, który wydaje wyrok. Stereotypowy przedstawiciel rodu Starków kojarzy się z ciemną paletą barw, ale jego bardzo ważnym atrybutem jest honor, żyje na uboczy Królestwa, ponieważ najistotniejsze są dla niego Północ oraz nadciągająca zima. Nic dziwnego, że Martin zdecydował się oprzeć fabułę na konflikcie pomiędzy tymi dwoma rodami.

Gra o Tron realizuje model fantasty opartego na destabilizacji świata przedstawionego. To bardzo dobrze, ponieważ w ten sposób dekonstruowana jest struktura mitu bohaterskiego, która bardzo mocna wrosła w ten gatunek. Podobnie postępują dwaj Polacy – Feliks W. Kres oraz Andrzej Sapkowski, ale to temat na zupełnie inny tekst.