Ostatnie minuty długiego weekendu! Wszyscy przygotowują się do powrotu do pracy, być może już spokojnie śpią i błagają o to, aby przebudzenie było delikatne. Budziki ustawione. Grille wygaszone. Samochody zatankowane. Ani śladu po wcześniejszym szaleństwie, może mały kac, który musi minąć do poniedziałku, żeby nie jeździć na „wczorajszym”. Strach, suszą, bo na pewno suszyć będą, w końcu statystyki trzeba jakoś zrobić. A człowiek chciał tylko się trochę zabawić, poszaleć w trakcie wolnego, odetchnąć od kieratu. Złapać przestrzeń.

Ale wcześniej trzeba było chwycić wór węgla drzewnego na promocji. Dołożyć do tego zamarynowaną w czerwonej chemii karkówkę i kiełbasę podobno śląską powstałą w wyniku zebrania poprodukcyjnych odpadów. Zapomniałem o specjalnej podpałce na bazie alkoholu, której pić nie warto, bo może i kopie, ale też zabija. Nadaje idealny, lekko chemicznym, posmak wszelkim mięsom uwędzonym w szarym, podpałkowym dymie. Aromat! Cudowny kolor! Człowiek w pełni gotowy do nienaturalnego spożycia w otoczeniu wspaniałych okoliczności przyrody. Plastikowe krzesełka trochę trzeszczą, ale kto by się tym przejmował! Pół litra siwuchy niższej klasy doskonale łagodzi upadek, szczególnie gdy zostanie popita piwem alkoholowym, ambrozją najprawdziwszą przelaną w zwykła butelkę lub aluminiową puszkę. Szklanek próżno szukać, bo na długoweekendowej zabawie króluje plastik. Dominuje w składzie sztuców, kubeczków oraz talerzyków, bo przewracający się człowiek miewa tendencję do tłuczenia zastawy, a tak z tworzywa sztucznego, cudo techniki, najwyżej płyn się wyleje. Co również może doprowadzić do płaczu.

Sklepowe spustoszenie przed długim weekendem było koniecznością podyktowaną trudnymi warunkami. W końcu to cztery dni wolnego, ale w zasadzie to tylko jednego dnia były zamknięte sklepy. Lepiej uważać! Być może mogło w Boże Ciało zabraknąć cebuli lub ziemniaków na frytki i co wtedy począć? Jak żyć? Co zjeść do grillowanej karkówki? Jak przełknąć schabowego beż obowiązkowego wianuszka z ziemniaków i surówki. Dlatego trzeba było ładować wszystko do wózka, bo w CZWARTEK sklepy były zamknięte, karta płatnicza pokutowania w ciemnościach portfela. Łkała za terminalem… Konsumpcja jest przymusem i to pewnie było powodem przygotowań na długi weekend, w którym sklepy były nieczynne przez jeden dzień. Tłok, szaleństwo w oczach, drżące od potrzeby wydania pieniędzy dłonie, wyrywanie sobie produktów przecenionych, bo TAKA OKAZJA SIĘ NIE POWTÓRZY, a w Biedronce RZUCILI TANIEJ ZIEMNIAKI, WIĘC BIERZCIE I RÓBCIE PUREE Z NICH WSZYSCY! To jest bowiem kartofel z Biedry, który spożyty zostać musi, bo inaczej się ZNISZCZY!

Do tego wszystkie trzeba obowiązkowo dodać ze dwie zgrzewki coli. Cukru czarnego, próchnicę wywołującego, ale tak cudownie smakującego, pobudzającego do harców. Koniecznie trzeba to załadować do wózka i przepychać nim ludzi, którzy, przez zupełny przypadek, chcą przejść do kasy lub sięgnąć po coś z półki.

Jak ja żałuję, że wszedłem do sklepu w środę przed długim weekendem…