Wielu polskich wykonawców nie jest w stanie przekonać mnie do swoich utworów. Często są zbyt kiczowate (takie Odnawiam dusze Perfectu) lub mało interesujące i nie wzbudzające jakichkolwiek dreszczy, ale potrafią wywołać torsje. Na szczęście wciąż zdarzają się artyści, którzy doskonale opowiadają historie.

Na pewno jednym z nich jest Paweł Sołtys, bardziej znany jako Pablopavo. Jego ostatnia solowa płyta,Tylko, to prawdziwy majstersztyk. Muzycznie jest świetnie, nie sposób się nudzić w trakcie słuchania tej płyty. Ale nie o dźwięki w tle autorowi chodzi, chociaż ich nie lekceważy. Dobiera je tak, aby pasowały do historii, którą opowiada. Sam Pablopavo doskonale podsumował tematykę swojej płyty:

W każdym z moich bohaterów staram się zobaczyć człowieka. Każdego z nich lubię, nawet tych, którzy popełniają błędy. Za każdym razem staram się jakoś wejść w ich życie; pokazać, jak znaleźli się w danym miejscu albo co kryje się za ich niespecjalnie atrakcyjną powierzchownością. Przekaz popkulturowy omija dziś szerokim łukiem połowę społeczeństwa. Są piękne miasta, eleganckie mieszkania, młodzi, zadowoleni z siebie ludzie – ale przecież to nie jest całe społeczeństwo. Nie mówiąc już o tym, że Warszawa to nie Polska. Dużo jeżdżę po Polsce i naprawdę, jeśli pojedzie się do Wałbrzycha, Nakła czy Bytomia, to trafia się do innego kraju. I ja chcę się upomnieć o tych ludzi, tak żeby też mieli swoje miejsce w kulturze czy w opowieści. (B. Andrejuk, J. Mencwel, Pablopavo: Nie umiem pisać o sytych i zadowolonych (wywiad), “Magazyn Kontakt”).

O każdym z wykluczonych Pablopavo opowiada w sposób liryczny i pełen trafnych obserwacji. To spojrzenie w kierunku niewidzialnych, czyli tych, którym się nie udało jest bardzo interesujące, ponieważ artyści muzyki rozrywkowej unikają społecznie ważnych tematów. I nagle okazuje się, że wciąż są tacy, którym zależy na śpiewaniu o obserwowanym przez nich świecie, a składa się on nie z zakochanym, pędzących po nowe buty lub tańczących dla siebie, tylko z rzeczy niedostrzegalnych.

Tylko Pablopavo trwa 30 minut. Warto się w nią wgryźć, ponieważ wprowadza w człowieka w melancholijny nastrój i pozwala się rozejrzeć po innym świecie. Paweł Sołtys pokazał, że jest artystą potrafiącym interesująco opowiadać, a to bardzo szczególny dar. Coś, co ginie we współczesnej muzyce. Zapewne za sprawą ciągłego poprawiania dźwięku i coraz większych kampanii marketingowych. Zapewne właśnie dlatego Paweł Sołtys został uhonorowany “Paszportem Polityki” w kategorii muzyka popularna.

//Teksty wykorzystane w trakcie pisania felietonu: