W Internecie czytam różne rzeczy. Jak wielu moich znajomych mój czytnik RSS jest pełen najróżniejszych stron, z których czerpię informacje i tematy do zajęć. Przez większość czasu Internet służy mi jako natchnienie, ale zdarza się, że staje się źródłem silnej irytacji. W środę przeczytałem artykuł, który odrobinę podniósł mi ciśnienie.

Tekst ten został napisany przez Panią Ewę Lalik, która regularnie publikuje na łamach Spider’s Web. Jedne są lepsze, inne są gorsze, w końcu każdemu zdarza się popełnić bubla, jest to rzecz całkowicie normalna. Sam często czytuję teksty Pani Ewy Lalik i zdarza się, że niektóre zaprezentowane w danym tekście tezy, potrafią mnie zdenerwować. Właśnie tak stało się w przypadku artykułu na temat Doliny Krzemowej (tytuł angielski: Sillicon Valley). Jest to serial komediowy produkcji HBO. Daleki jestem od pisania recenzji na ten temat, raczej chcę się odnieść do niektórych stwierdzeń, które pojawiły się w tekście Pani Ewy Lalik.

Siła stereotypu

Już sam początek mnie przeraził. Pani Ewa Lalik, we wstępie, pisze:

„Obejrzałam Silicon Valley, podobno komediowy serial HBO i nie mogę wyjść z podziwu nad stereotypowym podejściem do tematu.”

Również widziałem ten serial i jest właśnie tak, jak zauważa to autorka. Ale mamy do czynienia z produktem kultury masowej, a ta, podobnie jak jej siostra kultura popularna, oparta jest na stereotypowym przedstawianiu rzeczywistości. Dolina Krzemowa ma właśnie taka być, ma prezentować świat technologii w formie, która istnieje w świadomości odbiorców. Ten szkic wypełniany jest branżowym słownictwem, a to może oznaczać, że autorzy niekoniecznie chcą wzmocnić realność świata przedstawionego, ale liczą na to, że osoby będące częścią tej branży zrozumieją, dominujący w serialu, sarkazm.

Dalej, autorka artykułu opisując fabułę Doliny Krzemowej, stwierdza rzecz następującą:

„W sumie nie ma w tym nic złego – to komedia, przerysowywanie postaci jest jak najbardziej uzasadnione – jednak w szerokiej perspektywie Silicon Valley wpisuje się w nurt przedstawiania technologicznego świata jako pełnego “freaków” i nerdów, którzy nie potrafią nawet porozmawiać bez stresu z kobietą.”

Pojawia się tutaj rażąca niekonsekwencja autorki, która w pierwszym akapicie pisze o podobno komediowym serialu, aby kilkadziesiąt enetrów niżej, stwierdzić, że jednak jest to serial komediowy. Rozumiem, że jest to tylko felieton, ale nie zwalnia to z zachowania spójności wypowiedzi. Jednak w tym stwierdzeniu jest coś znacznie ważniejszego. Mam na myśli ową szerszą perspektywę, pewien sposób przedstawiania świata.

Serial o nerdach nie jest nowością w kulturze masowej. W ramach tej konwencji pojawiła się już, również wspomniana przez autorkę, Teoria Wielkiego Podrywu (The Big Bang Theory), ale byli także Technicy-magicy (The IT Crowd). Każdy z nich operował pewnym stereotypowym przedstawieniem osoby mocno zafiksowanej na punkcie pewnej dziedziny, którą niekoniecznie musi być informatyka. Skoro aktualnie popularny staje się temat starupów, wiele znanych firm właśnie tak zaczynało, to kwestią czasu było pojawienie się serialu na ten temat. Dlatego wszelkie zarzuty dotyczące stereotypowości uważam za bezpodstawne. Szczególnie wszelkiego rodzaju sitcomy bazują na tym elemencie. Nawet genialni Przyjaciele byli na nim oparci i mogą stanowić podstawę do świetnej analizy różnego rodzaju schematów społecznokulturowych.

Dolina Krzemowa to konglomerat stereotypów, ponieważ zarówno kultura popularna, jak i masowa je uwielbiają. Według mnie nie ma w tym nic złego, dopóki utrzymamy odpowiedni dystans i spróbujemy zrozumieć skąd wzięły się takie, a nie inne schematy.

(Nie)zwykłość bohaterów

Zastanawia mnie, proponowane przez Autorkę, wprowadzenie zwykłych bohaterów do produkcji typu Dolina Krzemowa. Ewa Lalik pisze:

„W popkulturze niemal nie istnieją przeciętni, zwykli programiści i inni pasjonaci technologii. Nie ma zwykłych informatyków, którzy mają żony, nie nagrywa się o nich filmów czy seriali. Nawet ci z nich, którzy odnieśli sukces i zbudowali przynoszący zyski startup nie są wystarczająco interesujący, by czynić ich głównymi bohaterami.”

W tym akapicie zostaje przywołany znacznie ciekawszy problem, czyli zwyczajność, przeciętność. Bardzo trudno zdefiniować tego zwykłego człowieka, w przypadku Doliny Krzemowej, zwykłego programistę. Sama fraza „zwykły nerd” niesie ze sobą wrażenie sprzeczności, ponieważ nie zgadza się z tym, czym jesteśmy otaczani przez kulturę popularną. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że bycie nerdem polega właśnie na niezwykłości, na odróżnieniu się od nich. Ale ja chciałbym pójść dalej.

Po przeczytaniu całego artykułu, zacząłem zastanawiać się nad tym, czy jakakolwiek produkcja kultury popularnej lub masowej prezentuje tzw. „zwykłego człowieka”. Na pewnie nie jest tak w przypadku Teorii Wielkiego Podrywu, Doliny Krzemowej i Techników-magików. Tutaj zaprezentowane zostało, oparte na stereotypach, środowisko wszelkiego rodzaju nerdów. Nawet Przyjaciele nie są grupą zwykłych ludzi. W każdych z bohaterów  tego serialu jest coś wyjątkowego, coś co wyróżnia go z tłumu. Być może miejscem dla przeciętności są seriale obyczajowe? Koncepcja taka, nasuwająca się intuicyjnie, nie wydaje mi się słuszna.

Zadaniem serialu obyczajowego jest sportretowanie pewnej ilości przedstawicieli danych klas społecznych. Takie przykłady znamy z rodzimego podwórka, ponieważ właśnie w taki sposób budowany jest świat przedstawiony w Klanie, Na Wspólnej czy w M jak Miłość. Poza tym, twórcy tych tekstów, umieszczają w nich aktualnie istotne problemy społeczne oraz pokazują jak można je rozwiązać. Serial obyczajowy jest silnie zakorzeniony w danym kontekście kulturowym. Jednak nie można powiedzieć, że opowiada o zwykłych ludziach. Z banalnej przyczyny – już sam fakt przedstawienia ich historii sprawią, że stają się niezwykli. Wyjątkowość polega na tym, że podejmowane działania i dokonywane wybory składają się na prezentację konkretnej normy społecznej. Ich postępowanie można interpretować jako budowanie lub umacnianie danego wzoru, a w takim układzie również nie są ani przeciętni, ani zwykli.

Serial zawsze będzie składał się ze stereotypów. Żyjemy w kulturze nastawionej na ciągłą indywidualizację swojego istnienia, właśnie dlatego – takie przynajmniej odnoszę wrażenie – czas everymanów skończył się. Bohaterowie współczesnych tekstów kultury muszą czymś odróżniać się od innych, co prowadzi przejaskrawiania przedstawień za pomocą silnej stereotypizacji.