Tag: społeczeństwo (Page 1 of 3)

Literat przegląda Internet #57

Dotarliśmy do kresu tygodnia! Cudowanie! Niektórzy już wzięli urlopy, już cieszą się z długiego weekendu, ale są też tacy, którym przyjdzie w poniedziałek przeklikać kilka rzeczy. Należę do tej drugiej grupy. Smutki przeganiam, grając w najnowszą odsłonę Cywilizacji.

Dlatego zaczynam przegląd od wywiadu z twórcą serii Civilization.

Co z tym całym multi-kulti? Upadło?

Czasem warto popracować samemu, niż ciągle zwoływać burze mózgów.

Pouczymy się algorytmów!

Świetne mockupy nawiązujące do bohaterów gry Overwatch.

Pustkowia

Zostawmy na chwilę No Man’s Sky, te całe proceduralnie generowane światy oraz potrzebną dyskusję o tym, czy warto się napalać na takie produkcje. Sam latam i zauważyłem, że muzyka jest świetna, a to już coś. Jednak moją uwagę przykuła inna gra, również będą ca przedstawicielem gatunku niezależnego. Tylko że bez opowieści o algorytmach i wyjątkowym doświadczeniu w nazywaniu kolejnego znalezionego grzyba. Morning Men to wspaniały przykład fantastyki naukowej ze świetną grafiką.

Nie pamiętam, jak trafiłem na informacje dotyczące Morning Men. Chyba Jutjub zaproponował mi, żebym obejrzał trailer tej gry. Po prostu zamarłem. Najpierw zwróciłem uwagę na grafikę, taką komiksową, mocno inspirowaną dziełami Moebiusa. Jest to pseudonim artystyczny Jean Girauda, osoby zainteresowane filmem na pewno wiedzą o małej aferze związanej z Piątym Elementem. Alejandro Jodorowski oraz Moebius pozwali Luca Bessona za inspirowanie się (piękny eufemizm) elementami z The Incal w trakcie prac nad Piątym Elementem. Proces przegrali, a my do dzisiaj oglądamy Burce’a Willisa strzelającego do kosmitów oraz Millę Jovovich ubraną w kilka bandaży. Mam wrażenie, że coraz częściej zapominamy o takich wyjątkowych dziełach jak Azrach oraz The Incal. Oczywiście za oba odpowiada Moebius.

Dlatego, gdy obejrzałem graficzne prezentacje na stronie poświęconej Morning Men, ucieszyłem się. Autorzy sami przyznają się do komiksowych inspiracji. Obok Hellboya wymieniają Philippe’a Druilleta, którego komiksy są – delikatnie mówią – mroczne i niepokojące. Wbrew pozorom graficzna reprezentacja w przypadku budowania opowieści jest bardzo istotna. Warto na nią zwrócić uwagę, ponieważ Morning Men to gra komputerowa, a więc medium silnie wizualne. Po przeczytaniu wszystkich obecnie dostępnych materiałów odnoszę wrażenie, że ten projekt je bardzo przemyślany. Liczę na to, że jako gracz otrzymam pełnowartościową produkcję, z wyjątkową historią. Dobra fabuła nie polega na tym, że musimy ją odkrywać sami, jej istotnym elementem jest to, że rozwija się na oczach odbiorcy. Miło jest utonąć w eksploracji otwartego świata, jednak mam wrażenie, że zbudowanie solidnej linii narracyjnej w przestrzeni zamkniętej również jest interesującym wyzwaniem.

Z niecierpliwością czekam na kolejne wieści na temat Morning Men. Gra jest wyraźnie związana z fantastyką naukową, ponieważ podstawową kwestią będą relacje człowieka oraz technologii. Ostatnio zauważam coraz więcej tekstów zajmujących się tym problemem. Czyżby zaczęło nam doskwierać towarzystwo smartfonów? Internet rzeczy staje się coraz mniej atrakcyjny? Ciekawe.

Pozaziemscy okupanci

Postanowiłem zajrzeć na moją cyfrową półkę wstydu na Kindle’u. Od czasu do czasu kupuję jakieś ebooki, najczęściej w większych zestawach, ale potem nie mam, kiedy ich przeczytać. Z tego powodu dręczy mnie sumienie, dlatego okazjonalnie tam zaglądam. Bywa, że nie uciekam przerażony, zaczynam szperać w poszukiwaniu ciekawego tytułu. Tym razem moje spojrzenie padło na powieść fantastycznonaukową. Żaden przypadek, z tym gatunkiem literatury popularnej jestem w szczególnym sposób związany za sprawą mojej dysertacji.

Prowadząc badania nad polskim science fiction, dotarło do mnie, że spoglądamy na ten gatunek przez pryzmat jednego twórcy. Oczywiście mam na myśli Stanisława Lema. Nic w tym dziwnego. Jego powieści są genialnie napisane, pełne interesujących fabuł i sprytnie wypełnione filozofią. Czytałem, czytam i wciąż się zachwycam. Jednak mam to do siebie, że lubię szukać innych dróg postrzegania problemu. Tak też uczyniłem z polską fantastyką naukową. Najpierw trafiłem na Janusza A. Zajdla, potem wpadłem na Jacka Dukaja, aż wreszcie przyszedł czas na Marka Oramusa Wcześniej pisałem o jego książce Arsenał, w której uderzyły mnie próby naśladowania stylu i narracji Stanisława Lema. A teraz skoczyłem czytać Dzień drogi do Meorii.

Doskonała lektura. Marek Oramus z niezwykła precyzją portretuje społeczeństwo, które powoli ugina się pod jarzmem kosmicznych najeźdźców. Są jednostki prowadzące aktywny sprzeciw, ale to mniejszość. W Dniu drogi do Meorii fascynujące jest przesunięcie akcentu, swoista zmiana perspektywy. Gdy słyszymy o najeźdźcach z kosmosu i o trwającej okupacji naszej ukochanej niebieskiej planety, to w głowie mamy gotowe klisze wprowadzone przez popkulturę. Historia ma dotyczyć bohatera, który stanie po stronie uciśnionych i rozpocznie walkę o wyzwolenie Ziemi. Po drodze trafi na ruch oporu borykający się z wieloma problemami. Bohater je rozwiąże, znajdzie słabość kosmicznych najeźdźców i od razu ich przepędzi. Marek Oramus inaczej zaplanował fabułę swojej książki.

Najważniejsi nie są bohaterowie, ale postacie postronne. Dzień drogi do Meorii to socjologiczna fantastyka naukowa, dlatego tak wiele miejsca autor poświęca na opisywanie relacji w okupowanym społeczeństwie. Pełno w nim zachowań patologicznych, a także działań, które wynikają ze specyficznej sytuacji. Przerażająca jest wszechobecna kontrola stosowana przez kosmitów oraz ciągła indoktrynacja. Dzień drogi do Meorii opowiada o powolnych przekształceniach zachodzących w umysłach mieszkańców Ziemi. Kolejne pokolenia pamiętają coraz mniej, nadają odmienne znaczenia przedmiotom, ze skrawków dostępnej historii konstruują mity opowiadające o przeszłości. Do tego należy dodać oficjalną wersję wydarzeń, która jest elementem obcej propagandy. Wykorzystywane są do tego środki masowego przekazu, każdy materiał jest odpowiednio preparowany, aby zawierał wyłącznie pożądane treści. Nikt się nie przeciwstawia. Masy cieszą się, że ktoś ciągle dorzuca im paszy.

Dzień drogi do Meorii wspaniale portretuje sposoby kontrolowania społeczeństwa za pomocą dystrybucji zasobów, edukacji oraz propagandy. Lektura obowiązkowa dla osób pasjonujących się tymi tematami.

Literat przegląda Internet #31

Jesteśmy po świętach! Koniec laby, trzeba wracać do pracy! Przez ostatnie kilka dni każdy zajmował się tym, czym chciał, z drobnymi przerwami na rodzinne posiłki. Ja, oczywiście, czytałem i pisałem, ale taki już mój los, sam się o to prosiłem. Z internetowych lektur wybrałem kilka perełek.

Patriotyczne gadżety? Czemu nie! Ale trzeba uważać, żeby się nie zagalopować…

Krytycy literaccy nie potrafią się odnaleźć w wolnorynkowym świecie wydawnictw. Po prostu umarła przestrzeń do dyskusji, teraz tylko wymieniamy się poglądami.

Kilka słów o dobrej zmianie, która wcale taka wspaniała nie jest…

… i trochę gorzkich spostrzeżeń o polskim społeczeństwie.

Na koniec seria zdjęć, w których muzycy zespołów metalowych przytulają szczeniaczki.

These are the droids you're looking for / Maciej Korsan

Sztuczna inteligencja, prawdziwy problem

Sprawy związane ze sztuczną inteligencją fascynują mnie od dłuższego czasu. Zainteresowanie to wywołane jest nie tylko przez urzeczenie fantastyką naukową, wynika ono także z namysłu nad stanem kultury. W końcu jest się tym kulturoznawcą i pięć lat studiów zaprogramowało mnie na specyficzne postrzeganie różnych – ważnych lub całkowicie nieistotnych – spraw. Na pewno kwestią istotną jest rozwój sztucznej inteligencji.

Nie ma co się czarować – rozpędzonej machiny postępu w żaden sposób nie da się zatrzymać. Próbowali tego luddyści, na początku XIX wieku. Ten radykalny ruch związany był z wynalezieniem maszyn tkackich. Rewolucja przemysłowa przyniosła ze sobą zanik miejsc pracy, ponieważ wraz z nią przyszły różnego rodzaju urządzenia, które wykonywały zadania, do tej pory, przeznaczone wyłącznie dla ludzi. Dlatego dzisiaj naszych ubrań nie szyja mistrzowie tkaccy. Jak widać ruch luddystów, został odnotowany przez historię. Jednak trudno powiedzieć, że ich postulaty realnie odbiły się na rzeczywistości. Bliższe prawdzie będzie stwierdzenie, że maszyna postępu ich po prostu rozjechała. Co ciekawe o luddystach uczymy się w szkole, niektórzy pewnie robili o tym nawet prezentację maturalną, ale nie wyciągamy wniosków z przeszłości.

Robotyzacja wkrótce postawi nas przed dokładnie takim samym problemem. Tylko że zamiast XIX wieku, w podręcznikach do historii ludzie napiszą, że był to wiek dwudziestyktóryś. Wynalazek samojeżdżącego samochodu to wspaniała rzecz, ale zagrożeni są kierowcy. Do czego będą wtedy potrzebni? Mogą stać się reliktem przeszłości. Drony, które będą dostarczały towary lub rozkładały je w magazynie – świetne! Tylko że wtedy zupełnie niepotrzebny będzie człowiek. To nie są wymysły przepisane z jakiejś powieści science fiction, ale fakty, pomysły, które już teraz się realizuje. Czy jesteśmy na to przygotowani? W żadnym wypadku, raczej ślepo wierzy w to, że jednak ludzie pozostaną na stanowiskach pracy. Obawiam się, że będzie zupełnie inaczej. To człowiek jest zawsze najdroższym elementem każdego przedsięwzięcia, kto prowadził kiedyś firmę, ten doskonale o tym wie. Czy bezduszne korporacje przejmą się losem swoich pracowników, których zastąpią maszynami? Odpowiedź jest prosta – nie.

To nie jest tak, że zagrożeni mogą czuć się wyłącznie niewykwalifikowani pracownicy. Rozwój sztucznej inteligencji może pozbawić zawodu także innych specjalistów. Bardzo dziwnie pisze mi się te słowa, ponieważ gdzieś w okolicy pleców czuję ciężar tego, co wkładają mi do głowy media. Tam dominuje jednostronne przedstawienie sprawy – nowoczesne technologie, roboty i sztuczna inteligencja, to droga do raju, jedyna możliwość osiągnięcia utopii na Ziemi. A te mnie pozytywne wizje można sobie między bajki włożyć, bo to przecież tylko książki i filmy. Każdy, kto myśli inaczej jest traktowany jako wariat. Korzysta z wynalazków i krytykuje? Hipokryzja! Ja tak nie uważam. Trudno dzisiaj rozdzielić naszą egzystencję od kolejnych wymysłów nowoczesnych technologii, ale to nie znacznie, że mamy je przyjmować jako objawione dobro i je czcić. Pytajmy o to, po co powstają i co z nami robią. Zastanówmy się nad kierunkiem, w jakim to wszystko zmierza.

Gdy przeczytałem Stephen Hawking AMA, to dotarło do mnie, że są na świecie ludzie, którzy jednak się nad tym zastanawiają. Być może to mniejszość, ale przynajmniej bronią się przez medialnym hurraoptymizmem. Na dodatek, to AMA pokazało, że problem sztucznej inteligencji jest bardzo złożony. Wymaga wspólnych działań specjalistów z różnych dziedzin, nie tylko tych związanych z naukami ścisłymi. Szkoda, że nagle postanowiliśmy zadręczyć humanistykę i kochamy jej udowadniać, że jest już zbędna. Lektura wypowiedzi wskazuje, że kontynuowanie tego myślenia może mieć bolesne reprekusje.

//Obrazek wyróżniający: These are the droids you’re looking for / Maciej Korsan (CC0)

Page 1 of 3

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén