Tag: stereotyp

Moyan Brenn / War (CC BY 2.0)

Pusty śmiech

W czasie serialowej posuchy sięgnąłem nie tylko po Graczy. Postanowiłem, że poszukam także czegoś komediowego. W zajawkach Świat w opałach wyglądał całkiem ciekawie. Myślałem, że przynajmniej raz na odcinek będę miał problemy ze złapaniem oddechu ze śmiechu. Liczyłem na inteligentne granie stereotypami. Pomyliłem się i kosztowało mnie to sporo czasu, ponieważ Świat w opałach oglądałem na bieżąco, wciąż licząc, że coś się zmieni.

Produkcja ta jest nieudolną próbą wyśmiania groźby wojny atomowej. Wiele dowcipów jest po prostu prostackich, bohaterowie są kiepscy, a fabuła przypomina chaotyczny zlepek wątków, który chyba tylko przez przypadek dotarł do finału. Amerykańska popkultura żywo reaguje na wszelkie wahania bezpieczeństwa. Nic dziwnego, w końcu sami często są stroną w konflikcie.Stany Zjednoczone wydały na świat takiego bohatera jak Kapitan Ameryka, aby stał on na straży pokoju. Dlatego tak ważną rolę odgrywa w filmie Avengers. Czy jest ktoś taki w Świecie w opałach? Nie. Tam wszyscy są w jakiś sposób ubrudzeni i fanatycznie zapatrzeni w amerykańskość.

Moim zdaniem jest to jedyny element serialu, na którym warto się skoncentrować. Twórcy próbują pokazać, w jaki sposób Biały Dom rozdaje karty na świecie, jak wchodzi w różne sojusze, obśmiewają negocjacje oraz działania wojskowe, który niby są zaplanowane, ale i tak w pewnym momencie stają się chaotyczne.W naszym niebezpiecznym świecie – co rusz słyszymy o jakimś zachwianiu równowagi – należy w delikatny sposób wyśmiewać każde zagrożenie. Natomiast Świat w opałach przypomina produkt podświadomej paniki, uczucia spadającej na kark groźby. Stąd bierze się dziwne miotanie się pomiędzy wątkami, czasem bezpieczne uciekanie w stereotyp, a innym razem sztuczne umoralnianie bohaterów. Nie ma tutaj przerażającego zła, czyhającego na los postaci, jakiejś przeciwwagi, której celem byłoby dynamizowanie świata przedstawionego. Jest histeryczny śmiech, nieudolne próby wytykania słabości i chaos, z którego nie wyłania się absolutnie żaden porządek.

Zastanawiam się, czym w założeniu miał być ten serial. Pochwałą pacyfizmu? Nabijaniem się z zagrożenia atomowego? Krytyką amerykańskiego wtykania nosa w nieswoje sprawy? Próżno szukać któregokolwiek z tych motywów w serialu. Jest tylko pusty śmiech i nędzny, prymitywny humor. Nic ciekawego, a mogło być niezwykle interesująco.

//Obrazek wyróżniający: Moyan Brenn / War (CC BY 2.0)

Who wants to play video games? / JD Hancock (CC BY 2.0)

Miejsce gier?

Gracze nie mają dobrej prasy. Nie mam na myśli czasopism lub portali, które zajmują się pisaniem o cyfrowej rozrywce, bo takich jest multum. Ich poziom jest różny, ale na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Problemem polega na sposobie w jaki gracze są prezentowani w medium najmocniej wpływającym na świadomość odbiorców, czyli w telewizji.

Wydawało mi się, że opisywanie fanów gier komputerowych jako nieudolnych społecznie jednostek już dawno minęło. Myślałem, że nikt już nie traktuje tej formy rozrywki jako mniej wartościowej, gorszej i wyjątkowo niebezpiecznej. Bardzo się pomyliłem. Ten stereotyp funkcjonuje dalej i – co najgorsze! – jest utrwalony przez Telewizję Polską. Dowiedziałem się o tym z artykułu Damiana Pawlikowskiego „TVP kontra gry wideo – jak przedstawia się graczy w publicznej telewizji?”. Myślę, że te słowa idealnie podsumowują misyjną działalność Telewizji Polskiej:

Przeciętny gracz to nic ciekawego, dlatego przedstawiono nas jako kierowanych wyłącznie pierwotnymi instynktami społecznych odrzutków, kreując jednocześnie fałszywy obraz społeczeństwa graczy. [D. Pawlikowski, „TVP kontra gry wideo – jak przedstawia się graczy w publicznej telewizji”, gry-online.pl]

Negatywny stereotyp trwa i ma się w najlepsze. W takim razie jak można go zmienić?

Być może warto, aby dziennikarze mediów kreujących świadomość odwiedzili takie przybytki jak katowicka Cybermachina lub poczytali artykuły Szymona Radziewicza? Takie dwie małe wskazówki pozwalające odkryć zupełnie inną twarz graczy i nagle może okazać się, że wcale nie są to osoby siedzące w piwnicach i grające w ulubione gry, ale interesujący ludzie, którzy bardzo często mają coś ciekawego do powiedzenia. Tylko, że to wymagałoby pewnego wysiłku, wytłumaczenia dlaczego robi się taki, a nie inny reportaż. Miejmy nadzieję, że kiedyś w końcu do tego dojdzie.

Inna sprawa to game studies. Mamy Polskie Towarzystwo Badania Gier, które wydaje periodyk Homo Ludens. Można w tam znaleźć wiele interesujących artykułów traktujących gry komputerowe w sposób naukowy, a nie publicystyczny. Uważam, że jest to kierunek, o którym warto opowiadać studentom na zajęciach. W tym roku, po raz pierwszy, wprowadziłem do listy tematów dwa zajęcia na temat gier komputerowych. Obie grupy je wybrały, ale tylko w jednej odniosłem sukces. Po prostu w drugiej zabrakło graczy i dyskusja umarła. A szkoda, bo liczyłem na interesujące uwagi na temat kobiecych postaci w grach komputerowych.

Who wants to play video games? / JD Hancock (CC BY 2.0)

Who wants to play video games? / JD Hancock (CC BY 2.0)

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén