Tag: stereotypy

Internet mnie przeraża

Wczorajszy poranek mógł być przyjemny. Niestety, stało się coś, co całkowicie zniszczyło mój dobry humor. Nie mam na myśli niesmacznej kawy lub kiepskiego śniadania. Padłem ofiarą Internetu i dotarło do mnie, że coraz mniej lubię Sieć oraz ludzi do niej piszących. Najwyraźniej tylko mała liczba osób rozumie, że potrzebujemy interesującej zawartości, treści, które będą wartościowe. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to zadanie jest trudne oraz mało klikalne, ale jakieś minimum przyzwoitości należy zachować!

Dość! Wróćmy do poranka. Popełniłem jeden, podstawowy błąd – postanowiłem sprawdzić wiadomości na Twitterze. To właśnie stamtąd wychylił się do mnie quiz „Jak bardzo katolickie było twoje dzieciństwo”. Zamarłem. Nie mogłem uwierzyć. Aż musiałem kliknąć i sprawdzić, czy jest aż tak źle, jak podpowiada mi moja intuicja. Było znacznie gorzej. Celowo nie umieszczam linku, kto będzie chciał znaleźć tę pożałowania godną zabawę, może użyć Google’a. Ja z quizu dowiedziałem się, że katolickie dzieciństwo to takie, w którym budzą dzwony, odpicowuje się zeszyt z religii w trakcie kolędy i odwiedza się Jasną Górę. Byłbym zapomniał o najważniejszym, czyli o strachu! Ale nie przed Bogiem, tylko przed wpływem Harry’ego Pottera. Czekam na kolejne quizy, mam nadzieję, że redakcja będzie konsekwentna. Już wyobrażam sobie pytania do „Jak bardzo zislamizowane było twoje dzieciństwo”, „Jak bardzo protestanckie było twoje dzieciństwo” oraz „Jak bardzo dobry z ciebie Żyd”.

Dlaczego takie quizy się nie pojawiły? Wszystkie dotyczą religii. Podejrzewam, że problemem była wiedza, a właściwie jej brak. Pytania o katolickie dzieciństwo były do bólu stereotypowe i nie wymagały poszerzenia zakresu wiadomości. Rozumiem, że to quiz, że zabawa i w ogóle #heheszki, i czepiam się, bo mam taką naturę. Po prostu drażni mnie utrwalanie negatywnych stereotypów poprzez bezmyślną z nimi zabawę. Gdyby to miało jeszcze jakiś cel, poza rozrywką niskich lotów, to moje nerwy nawet by nie zadrgały. Tak nie było. Zawsze powtarzam swoim studentom, że jesteśmy otoczeni stereotypami o różnej wartości oraz wadze. Jednak granie nimi wymaga inteligencji oraz wyczucia dobrego smaku. Może być niebezpieczne. Wtedy zamiast dobrej zabawy pojawia się utrwalanie negatywnego wizerunku danej grupy społecznej.

Przypomnę, że żyjemy w świecie, w którym odbiorcy nie są przygotowani do selekcji informacji. Niby powinna robić to edukacja, ale z własnego doświadczenia wiem, że tak nie jest. Po drugie żyjemy w świecie, w którym ludziom miesza się rzeczywistość serialu z codziennym życiem. Oglądają Miłość na bogato i wierzą w to, że w Warszawie żyją wyłącznie modele. Właśnie dlatego uważam, że stereotypami należy grać ostrożnie i je rozmontowywać, a nie wyłącznie utrwalać. Ta część Internetu, w której uproszczenia traktuje się, jak prawdę objawioną coraz bardziej mnie przeraża. Te nawyki z przestrzeni wirtualnej są coraz częściej przenoszone do codzienności. Aby tego uniknąć, wystarczy zrobić jedną, bardzo malutką, rzecz, do której przygotowała nas ewolucja.

Wystarczy pomyśleć.

Literat przegląda Internet #13

Dzisiaj, w ten piękny listopadowy dzień, prawie pocałowałem klamkę. Na szczęście los oszczędził mi tej wątpliwej przyjemności i mogę spokojnie pracować. Za to jutro spróbuję ponownie! Żałuję, że załatwianie jakiejkolwiek biurokracji na Uniwersytecie to hazard – może ktoś będzie, a może drzwi będą zamknięte? Nic to! Trzeba przeglądać Internet i szukać ciekawostek.

Stereotypy – znamy je wszyscy, czasem stosujemy je świadomie, innym razem po prostu nam się wymykają. Polecam Waszej uwadze ten film, którego autorzy eksperymentują z pewnymi uproszczeniami. Interesujące, szczególnie w dobie politycznej poprawności.

Nowy rząd upodobał sobie nocną zmianę. W mediach dyskutuje się o różnych decyzjach, ale jedną sprawą nikt nie się zajmuje – szkolnictwo wyższe to sierota, która absolutnie nikogo nie interesuje. Jak będzie wyglądała polska nauka? Warto przeczytać kilka wniosków wysnutych z expose pani Premier przez doktora Emanuela Kulczyckiego. Mogą stanowić dobry fundament do dyskusji.

Hobbit, to w zasadzie rozbudowany fan art, z którym wielu fanów Władcy Pierścieni ma problem. Okazuje się, że nie tylko oni czują, że coś nie pasuje. Podobnie myśli Peter Jackson. Najwyraźniej wiele rzeczy poszło w złym kierunku.

Zdjęcie z rekwizytem okazuje się trudnym tematem. Warto zobaczyć kilka fotek i zrozumieć, jakich problemów należy unikać.

Na koniec jeszcze o edukacji. Media znowu zajmują się problemem gimnazjów, ale nikt nie widzi, że to ledwo powierzchnia. Kogo my w zasadzie chcemy kształcić? Jakie kompetencje ma posiadać młody człowiek po maturze? Dalej nie wiadomo.

Kris Duda / Czeladź - Elektrownia Saturn (CC BY 2.0)

Ileż można się śmiać?

Beka. Niezwykle modne słowo. To śmiech na granicy chamstwa, wyśmiewanie praktykowane w szkole podstawowej i gimnazjum. Nie cierpię, gdy ktoś go używa. Dla mnie niesie ze sobą napiętnowanie, bo beka ma być z kogoś, kto jest głupszy lub z czegoś, co jest gorsze. Ale trudno zabronić komukolwiek wyśmiewania, tym bardziej że śmiech to zdrowie, a jesteśmy wręcz owładnięci manią zdrowego życia. Czyżby do jednego z elementów miałaby należeć wszechobecna beka?

Problem polega na tym, że nie ma prób uzasadnienia, dlaczego się z czegoś wyśmiewamy. Często argumenty ślizgają się po powierzchni omawianej sprawy, zahaczają o niebezpieczne stereotypy i zamiast kwestię wyjaśnić, to jeszcze bardziej ją zaciemniają. Naczelnym tematem nieustającego festiwalu beki jest Sosnowiec. Potem już idzie gładko, bo wypracowane uproszczenia przenoszone są na całe Zagłębie i już nikogo nie interesuje historia regionu oraz jego mieszkańców, tylko każdy wyciąga z worka kamień ze stereotypem, rzuca i śmieje się do rozpuku. Ciekawą próbą poszukiwania fundamentów beki jest wpis Dlaczego śmiejemy się z Sosnowca? Agnieszki Wąsowskiej (blog „Warto Wspierać”). Dostrzeżone przez autorkę elementy to tylko część problemu, ale na pewno rozwalają pewne stereotypy, które wrosły w świadomość Polaków. Jednak w dalszym ciągu jest to przebicie powierzchni, prawdziwe wyzwanie leży znacznie głębiej – jest nim kwestia tożsamościowej słabości Zagłębia.

Region jest wyraźnie podzielony, nie ma jednego oczywistego centrum. Każde miasto walczy o prymat i podkreśla swoją niezależność oraz istotność dla Zagłębia. Prowadzi to do kłótni oraz sporów, co nie pomaga przy tworzeniu solidnej tożsamości. Gdy przyszło mi się zmierzyć z tym problemem, to trudno było mi znaleźć jakiś początek Coś, od czego mógłbym wyjść, po prostu trudnych kwestii dotyczących Zagłębia jest bardzo dużo. Na pewno dwie największe to stereotyp „czerwonego Zagłębia” oraz konflikt ze Ślązakami. Historia tego regiony jest bardzo skomplikowana i rozpatrywanie jej wyłącznie pod kątem dwóch wcześniej wymienionych spraw, prowadzi do powstania kolejnych uproszczeń. Na szczęście są już opracowania zbierające losu Zagłębia oraz jego mieszkańców i ukazujące je w perspektywie historycznej.

Jeżeli ktoś planuje zająć się sprawą tożsamości Zagłębia, to powinien obowiązkowo sięgnąć po dzieło Jana Przemszy-Zielińskiego Historia Zagłębia Dąbrowskiego. Jest to opracowanie całościowe, ujmujące nie tylko wielkie wydarzenia historyczne, ale także pokazujące jak mocno region związany jest z przemysłem. Ważnym elementem Historii… są przemiany gospodarcze, które miały przełożenie na lokalną społeczność. Ta książka jest dowodem na to, że o Zagłębiu można mówić w sposób całościowy i pokazywać, że poszczególne miasta regionu są ze sobą bardzo mocno połączone. Więzy te są silne, a niektórzy mieszkańcy zdają się ich nie zauważać.

//Obrazek wyróżniający: Kris Duda / Czeladź – Elektrownia Saturn (CC BY 2.0)

Co z tym stereotypem?

W Internecie czytam różne rzeczy. Jak wielu moich znajomych mój czytnik RSS jest pełen najróżniejszych stron, z których czerpię informacje i tematy do zajęć. Przez większość czasu Internet służy mi jako natchnienie, ale zdarza się, że staje się źródłem silnej irytacji. W środę przeczytałem artykuł, który odrobinę podniósł mi ciśnienie.

Tekst ten został napisany przez Panią Ewę Lalik, która regularnie publikuje na łamach Spider’s Web. Jedne są lepsze, inne są gorsze, w końcu każdemu zdarza się popełnić bubla, jest to rzecz całkowicie normalna. Sam często czytuję teksty Pani Ewy Lalik i zdarza się, że niektóre zaprezentowane w danym tekście tezy, potrafią mnie zdenerwować. Właśnie tak stało się w przypadku artykułu na temat Doliny Krzemowej (tytuł angielski: Sillicon Valley). Jest to serial komediowy produkcji HBO. Daleki jestem od pisania recenzji na ten temat, raczej chcę się odnieść do niektórych stwierdzeń, które pojawiły się w tekście Pani Ewy Lalik.

Siła stereotypu

Już sam początek mnie przeraził. Pani Ewa Lalik, we wstępie, pisze:

„Obejrzałam Silicon Valley, podobno komediowy serial HBO i nie mogę wyjść z podziwu nad stereotypowym podejściem do tematu.”

Również widziałem ten serial i jest właśnie tak, jak zauważa to autorka. Ale mamy do czynienia z produktem kultury masowej, a ta, podobnie jak jej siostra kultura popularna, oparta jest na stereotypowym przedstawianiu rzeczywistości. Dolina Krzemowa ma właśnie taka być, ma prezentować świat technologii w formie, która istnieje w świadomości odbiorców. Ten szkic wypełniany jest branżowym słownictwem, a to może oznaczać, że autorzy niekoniecznie chcą wzmocnić realność świata przedstawionego, ale liczą na to, że osoby będące częścią tej branży zrozumieją, dominujący w serialu, sarkazm.

Dalej, autorka artykułu opisując fabułę Doliny Krzemowej, stwierdza rzecz następującą:

„W sumie nie ma w tym nic złego – to komedia, przerysowywanie postaci jest jak najbardziej uzasadnione – jednak w szerokiej perspektywie Silicon Valley wpisuje się w nurt przedstawiania technologicznego świata jako pełnego “freaków” i nerdów, którzy nie potrafią nawet porozmawiać bez stresu z kobietą.”

Pojawia się tutaj rażąca niekonsekwencja autorki, która w pierwszym akapicie pisze o podobno komediowym serialu, aby kilkadziesiąt enetrów niżej, stwierdzić, że jednak jest to serial komediowy. Rozumiem, że jest to tylko felieton, ale nie zwalnia to z zachowania spójności wypowiedzi. Jednak w tym stwierdzeniu jest coś znacznie ważniejszego. Mam na myśli ową szerszą perspektywę, pewien sposób przedstawiania świata.

Serial o nerdach nie jest nowością w kulturze masowej. W ramach tej konwencji pojawiła się już, również wspomniana przez autorkę, Teoria Wielkiego Podrywu (The Big Bang Theory), ale byli także Technicy-magicy (The IT Crowd). Każdy z nich operował pewnym stereotypowym przedstawieniem osoby mocno zafiksowanej na punkcie pewnej dziedziny, którą niekoniecznie musi być informatyka. Skoro aktualnie popularny staje się temat starupów, wiele znanych firm właśnie tak zaczynało, to kwestią czasu było pojawienie się serialu na ten temat. Dlatego wszelkie zarzuty dotyczące stereotypowości uważam za bezpodstawne. Szczególnie wszelkiego rodzaju sitcomy bazują na tym elemencie. Nawet genialni Przyjaciele byli na nim oparci i mogą stanowić podstawę do świetnej analizy różnego rodzaju schematów społecznokulturowych.

Dolina Krzemowa to konglomerat stereotypów, ponieważ zarówno kultura popularna, jak i masowa je uwielbiają. Według mnie nie ma w tym nic złego, dopóki utrzymamy odpowiedni dystans i spróbujemy zrozumieć skąd wzięły się takie, a nie inne schematy.

(Nie)zwykłość bohaterów

Zastanawia mnie, proponowane przez Autorkę, wprowadzenie zwykłych bohaterów do produkcji typu Dolina Krzemowa. Ewa Lalik pisze:

„W popkulturze niemal nie istnieją przeciętni, zwykli programiści i inni pasjonaci technologii. Nie ma zwykłych informatyków, którzy mają żony, nie nagrywa się o nich filmów czy seriali. Nawet ci z nich, którzy odnieśli sukces i zbudowali przynoszący zyski startup nie są wystarczająco interesujący, by czynić ich głównymi bohaterami.”

W tym akapicie zostaje przywołany znacznie ciekawszy problem, czyli zwyczajność, przeciętność. Bardzo trudno zdefiniować tego zwykłego człowieka, w przypadku Doliny Krzemowej, zwykłego programistę. Sama fraza „zwykły nerd” niesie ze sobą wrażenie sprzeczności, ponieważ nie zgadza się z tym, czym jesteśmy otaczani przez kulturę popularną. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że bycie nerdem polega właśnie na niezwykłości, na odróżnieniu się od nich. Ale ja chciałbym pójść dalej.

Po przeczytaniu całego artykułu, zacząłem zastanawiać się nad tym, czy jakakolwiek produkcja kultury popularnej lub masowej prezentuje tzw. „zwykłego człowieka”. Na pewnie nie jest tak w przypadku Teorii Wielkiego Podrywu, Doliny Krzemowej i Techników-magików. Tutaj zaprezentowane zostało, oparte na stereotypach, środowisko wszelkiego rodzaju nerdów. Nawet Przyjaciele nie są grupą zwykłych ludzi. W każdych z bohaterów  tego serialu jest coś wyjątkowego, coś co wyróżnia go z tłumu. Być może miejscem dla przeciętności są seriale obyczajowe? Koncepcja taka, nasuwająca się intuicyjnie, nie wydaje mi się słuszna.

Zadaniem serialu obyczajowego jest sportretowanie pewnej ilości przedstawicieli danych klas społecznych. Takie przykłady znamy z rodzimego podwórka, ponieważ właśnie w taki sposób budowany jest świat przedstawiony w Klanie, Na Wspólnej czy w M jak Miłość. Poza tym, twórcy tych tekstów, umieszczają w nich aktualnie istotne problemy społeczne oraz pokazują jak można je rozwiązać. Serial obyczajowy jest silnie zakorzeniony w danym kontekście kulturowym. Jednak nie można powiedzieć, że opowiada o zwykłych ludziach. Z banalnej przyczyny – już sam fakt przedstawienia ich historii sprawią, że stają się niezwykli. Wyjątkowość polega na tym, że podejmowane działania i dokonywane wybory składają się na prezentację konkretnej normy społecznej. Ich postępowanie można interpretować jako budowanie lub umacnianie danego wzoru, a w takim układzie również nie są ani przeciętni, ani zwykli.

Serial zawsze będzie składał się ze stereotypów. Żyjemy w kulturze nastawionej na ciągłą indywidualizację swojego istnienia, właśnie dlatego – takie przynajmniej odnoszę wrażenie – czas everymanów skończył się. Bohaterowie współczesnych tekstów kultury muszą czymś odróżniać się od innych, co prowadzi przejaskrawiania przedstawień za pomocą silnej stereotypizacji.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén