Tag: strategie

Akira Hsu / Simply and funny (CC BY-NC-ND 2.0)

Kosmiczne kolonie

RimWorld to jedna z najdziwniejszych i najbardziej wciągających gier, w jakie kiedykolwiek zainstalowałem. Mam ją od wczesnej alphy, swoją pierwszą kolonię stworzyłem jeszcze zanim ten tytuł trafił na Steama. Nie żałuję nawet minuty spędzonej na gaszeniu pożarów oraz warzeniu piwa. RimWorld jest piękny. W taki przerażający sposób. Czy w ogóle mogłem przejść obojętnie obok nowego dodatku? Nie mogłem. Lista wprowadzonych zmian cały czas mnie kusiła.

DLC Royalty swoją nazwą zdradza temat rozszerzenia. O królewskość chodzi, o dostojeństwo, o szeroko rozumiane szlachectwo, a nawet o bunt przeciwko upadającego Imperium. Dodanie do gry tytułów wpływających na potrzeby kolonistów jest zmianą niewielką, ale brzemienną w skutkach. Nagle moje osady zaczęły przypominać małe miasteczka z wydzielonymi dzielnicami. Osobno mieszkają arystokraci, a osobno plebs, który na nich pracuje. W pocie czoła stawia budynki, fedruje, rąbie drewno oraz przyrządza potrawy. Ci lepsi, ci z tytułami, spędzają czas w warsztatach. Warzą piwo, tworzą cudowne rzeźby, handlują i przyjmują gości. Na dodatek często się odurzają, plebs ma ograniczony dostęp do narkotyków oraz alkoholu. Tak, RimWorld zawsze sprawiał, że budziły się we mnie despotyczne instynkty.

A już prawdziwym majstersztykiem są proceduralnie generowane zadania. RimWorld zawsze opierał się na reagowaniu na nieprzychylne wydarzenia. Pożary, najazdy, nagłe załamania mieszkańców osady lub – bardziej pospolite – fale upałów. Właśnie takie przypadki napędzały rytm całą zabawę. Mogłem mieć cudowną, rozbudowaną osadę, bogatych mieszkańców, ale wystarczało tylko kilka potknięć, chwilowy brak uwagi, aby trafił wszystko. Teraz pojawiły się jeszcze zadania. Z różnymi nagrodami, jednak najważniejszą jest awansowanie w społecznej hierarchii Imperium. Dlatego warto je wykonywać. Tylko że to jest RimWorld i nie da się tak po prostu wyprodukować kilkuset cegieł bez odpowiedniego przestawienia cyklu produkcyjnego kolonii. Może jest coś ważniejszego? Na przykład zebranie dojrzewających plonów? A nagrody kuszą, zachęcają do podjęcia ryzyka, do oddelegowania jednego mieszkańca, do zaryzykowania… Nie będę ukrywał, że czasem kończyło się to dla mnie tragicznie. Raz wolałem urządzić bankiet, niż zadbać o ciepłe ubrania dla mieszkańców. Większość wymarzła, a niedobitków porwali najeźdźcy. RimWorld to nieobliczalna gra.

Jesteśmy w trudnym momencie historycznym. Wszystkich zachęca się do siedzenia w domu. Dlatego uważam, że takie gry jak RimWorld mogą uprzyjemnić ten okres. Zarządzanie własną wirtualną społecznością jest naszpikowane różnymi pułapkami. W trakcie gry na pewno pojawią się wyzwania, z którymi trzeba będzie sobie poradzić. Głowa od razu będzie zajęta! Konieczność zapewnienia zapasów na zbliżającą się zimę lub odparcie ataku zbuntowanych robotów – oto przykłady cyfrowych problemów! Ich rozwiązanie zawsze wymaga dużo poświęcenia, a czasem nawet całkowitej zmiany planów.

RimWorld. Piękna gra. Nic to! Wracam do mojej małej osady! Trzeba zapełnić magazyn ryżem, żeby mieszkańcy mogli bez problemu przetrwać zimę!

Jewels of an RPG / IBBoard

Pociągi na planszy

Od świąt trwa u mnie planszówkowe szaleństwo! W poniedziałek, wraz z moją Żoną, rozpoczęliśmy rozgrywki w pewną grę. Słyszałem o niej wcześniej, kilka osób nawet mi ją polecało. Jakoś nigdy nie trafiła na moją listę tytułów do kupienia i przejrzenia. Dzisiaj wiem, że był to błąd. Wsiąść do pociągu to kawał porządnej planszówki. A sama gra jest stosunkowo prosta.

Mechanika opiera się na zarządzaniu zasobami w optymalny sposób. Celem jest realizowanie tras, za które zdobywa się punkty. Oczywiście wymaga to ciągłego pilnowania ilości dostępnych wagoników, dobierania kart, a także zabezpieczenia poszczególnych miast. Przeciwnik nie śpi! Może musi przebyć podobną trasę i znacznie spowolni rozwój linii kolejowych? Wsiąść do pociągu jest grą strategiczną, w której planowanie kolejnych posunięć jest bardzo istotne. Wydaje się, że posiadanie doskonałego projektu gwarantuje zwycięstwo. Tak jednak nie jest. Kolejne partie dynamizowane są przez element losowości – gracze zmuszeni są do dobierania odpowiednich kart, aby rozbudowywać trasy. Nigdzie nie jest powiedziane, że w ciągu kilku tur uda się uzbierać dany kolor, który pozwoli na zajęcie kolejnego miasta lub zamknięcie trasy.

Losowość w grach nigdy mi nie przeszkadzała. Jednak Wsiąść do pociągu wymaga zupełnie odmiennego myślenia niż – na przykład – Terraformacja Marsa. Drugi tytuł wręcz zmusza gracza do planowania swoich posunięć, a zmiana strategii, czasem wymuszona poprzez postępowanie rywala, jest zawsze skomplikowaną operacją. Inaczej jest we Wsiąść do pociągu. Sztywne realizowanie swojego projektu może szybko skończyć się przegraną. Nie można czekać na dobre karty, należy budować z tego, co aktualnie ma się na ręce. Przynajmniej dwie partie przegrałem, ponieważ czekałem na odpowiednie kolory i w mojej puli zostawało sporo niewykorzystanych wagoników. Zauważyłem, że dobrą drogą do zwycięstwa jest agresywna ekspansja, szczególnie ta podparta odpowiednim wyborem tras.

W najbliższe dni planujemy rozegrać kolejne partie Wsiąść do pociągu. Ta planszówka po prostu wciąga! Gwarantuje dobrą zabawę, a przecież właśnie to w grach jest najważniejsze. Przyjemna mechanika, dobrze wykonane elementy, krótka i nieskomplikowana instrukcja. Jeżeli szukacie czegoś do wspólnego spędzania czasu, a seriale na Netfliksie już się Wam znudziły, to warto rozważyć kupno planszówki Wsiąść do pociągu. Podejrzewam, że szybko się wciągnięcie. My, pierwszego dnia, graliśmy dokładnie przez osiem godzin. Od stołu odszedłem dosłownie wypluty, przerwaliśmy tylko dlatego, że przyszedł czas kolacji. Aktualnie unikami tak długich sesji, lepiej zagrać kilka partii i nie czuć się jak po kilkugodzinnym wykładzie.

W najbliższym czasie dotrze do mnie polska planszówka, którą wsparłem w ramach kampanii crowdfundingowej. Liczę na to, że Stworze będzie interesującą odskocznią od ciągłego ustawiania wagoników.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén