Jak bardzo wygodna jest cyfrowa dystrybucja? Pewnie wielu z Was powie, że jest wręcz najwspanialszym wynalazkiem współczesności. Wystarczy mieć dostęp do Internetu i można dowolnie korzystać z rozrywki. Gier, muzyki, filmów, programów, a tym pragnieniom nie ma końca. Z przykrością stwierdzam, że w ostatnich dniach zatęskniłem za czasami, gdy mogłem sobie zainstalować grę z płyty CD. W obecnym laptopie tego nie zrobię i nie dlatego, że nie chcę. Po prostu nie mam czytnika i liczyłem na to, że wystarczy przenieść dane za pomocą zewnętrznego dysku twardego.

Częściowo się udało, ale miałem kilka przypadków, gdy okazało się to niemożliwe. Cała moja biblioteka zainstalowanych gier z Xbox Game Pass for PC została na starym komputerze. Nie znalazłem sposobu, aby ją przenieść, a muszę przyznać, że w ostatnich miesiącach często korzystam z tej usługi. Efekt? Cóż, musiałem je ponownie pobrać. Co może się wydawać bzdurą, bo przecież mamy XXI wiek i wystarczy mieć względnie stabilny dostęp do Internetu, żeby zaradzić tej sytuacji. Mnie po prostu uderzyło to, jak wiele rzeczy wynajmuję na czas określony chęcią płacenia za daną usługę. Niby nie muszę tego robić, często szukam otwartoźródłowych alternatyw, ale w przypadku gier coraz częściej czuję się skazany na konieczność korzystania z subskrypcji.

Dlaczego? Ze względu na ceny. Czasem odnoszę wrażenie, że obecny koszt gier coraz częściej jest dostosowywany tak, aby bardziej opłacalna była subskrypcja. Dlaczego mam płacić 299 złotych za “Gears Tactics” skoro mogę mieć ten produkt w ramach abonamentu?

Zresztą cena to dopiero wierzchołek góry lodowej. Od dawna piszę na DailyWeb, że system subskrypcji, wynajmowania gier, jest tylko naturalnym przedłużeniem cyfrowej dystrybucji. Mam pełną świadomość tego, że żaden z kupionych przeze mnie tytułów w ostatnich 5 latach nie należy do mnie. Tylko go “wypożyczam” w ramach usługi, jaką jest platforma dystrybucyjna. Nie ma znaczenia, czy to jest Steam, uPlay czy Origin. To tylko olbrzymie wypożyczalnie miejsce. Skąd we mnie takie przekonanie? Bo nie mogę sobie zainstalować “Anno 1800” bez konieczności autoryzowania zakupu za pomocą mojego konta na uPlay. Nie mam tej gry na fizycznym nośniku, niby ją kupiłem, ale tak jakby zawsze muszę potwierdzać, że mam ją z legalnego źródła.

Uważam, że historia zatoczy koło. Torrenty powrócą do głównego nurtu, znowu każdy będzie miał zainstalowanego klienta, żeby seedować Linuksa. A tak na poważnie. Niby wszyscy pożegnali cyfrową zatokę piratów, bo przecież nowoczesne formy dystrybucji sprawiły, że nie jest nam potrzebna, ale dużo wskazuje na to, że wielu znowu do niej wróci.

Często dla materiałów, które mają blokady regionalne. Takie pośrednie, przez brak dostępności danej usługi w kraju. Sądzę, że znajdą się tacy, którzy usprawiedliwią piractwo wygodą. Bez problemu będą przenosili gry, filmy, seriale i muzykę pomiędzy komputerami. Bez konieczności ciągłego utrzymywania połączenia z Internetem i logowania się do różnych kont, aby potwierdzić, że jednak nie jest się złodziejem. Tylko grzecznym i legalnym wynajmujących kawałek cyfrowej przestrzeni.

Na koniec grafika prezentująca przychody ze sprzedaży muzyki w Stanach Zjednoczonych. Warto zwrócić uwagę na to, jak popularne były płyty CD.

Infographic: From Tape Deck to Tidal: 30 Years of U.S. Music Sales | Statista You will find more infographics at Statista