Tag: święta

Refleksja ze wsi

W piątek, siadając do kolejnego tekstu, stwierdziłem, że sporo rzecz nazbierało się na te Święta Wielkanocne. Sobota minęła mi na nagrywaniu materiałów. Wpadłem w jakiś szał! Ciąłem wideo i dogrywałem audio! Byłem jak burza! Oczywiście wcześniej posprzątałem wraz z Żoną mieszkanie. Dlatego, aby odpocząć, postanowiliśmy uciec na wieś, na dwa dni. Ja siedzę i nawalam w klawisze, Żona zbiera siły na prace w ogródku, a pies śpi. Tegoroczne Święta Wielkanocne będą nam się kojarzyły z odpoczynkiem.

Nigdy nie rozumiałem tej potrzeby urządzania wielkich rodzinnych imprez. Zastawiania stołu jedzeniem, wymuszonymi rozmowami i męczącym sprzątaniem. Jeżeli ktoś to lubi, jest szczerze oddany tradycji i ma wokół siebie ludzi podzielających jego poglądy, to nie widzę problemu. Najgorsze jest zmuszanie siebie i otoczenia do hucznej Wielkanocy. Bo tak trzeba, bo tak wypada, bo co ludzie powiedzą… Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że gdybyśmy częściej odpuszczali, przy różnych sprawach, gdybyśmy potrafili zdobyć się na dystans, to ten nasz niewielki świat byłby lepszy. Dwa razy do roku widzę, jak ludzie przypominają sobie o tradycji i zaczynają szaleć.

Szkoda, bo święta, w wymiarze tradycyjnym, nie polegają na udawaniu zainteresowania sprawami religijnymi i grzecznym staniu z koszyczkiem lub na pasterce. Dwa razy do roku powinnyśmy spotkać się w połowie drogi, aby umocnić wspólnotę. To ostatnie słowo od dawna w Polsce jest marginalizowane. Żyjemy w rzeczywistości, w której zwalczają się różne obozy, nie potrafimy ze sobą rozmawiać, a w dziennikach informacyjnych oraz w wypowiedziach polityków słyszę wyłącznie nawoływanie do walki. Dziwi mnie jak chętnie uczestniczymy w tych starciach, jak dajemy się porwać emocjom, zamiast spróbować porozmawiać. Kultura dyskusji upadła, zastąpił ją dyskurs konfliktu. W takich warunkach nie ma miejsca na wspólnotę, tylko na zwalczające się nawzajem grupy społeczne.

Gdy uciekam na wieś, to zawsze nachodzą mnie takie smutne refleksje.

Literat przegląda Internet #17

Krzątanie, sprzątanie i bieg na czas po prezenty. Oblężenie przeżywają wszelkiego rodzaju sklepy, które zdecydowały, że przynajmniej do godziny 14 będą przyjmowały klientów. Prezent pod choinką to jak karp na stole – rzecz obowiązkowa. A reklamy kuszą, kuszą i jeszcze raz kuszą…

Od tego kuszenia zacznijmy. Na pewno każdy z nas przynajmniej raz trafił w Internecie na reklamę genialnego sposobu na zarabianie. Problem ten zauważył Grzegorz Marczak w swoim tekście. Ma rację, trzeba ostrzegać, bo oszuści stają się coraz bardziej bezczelni.

Pozostańmy jeszcze przez chwilę w przestrzeniach Internetu. Cenzura w Sieci? To niemożliwe? A jednak powoli staje się coraz bardziej realne. Wszystko przez hejt, mowę nienawiści oraz negatywne nastawienie do człowieka. Będzie kultura? A może faktycznie cenzura? Ciekawie ugryzł ten temat Maciej Sikorski.

Trudno wyjść z Internetu… Zastanawialiście się kiedyś, co Sieć robi z naszym mózgiem? Czy jej wpływ jest wyłącznie zbawienny i prowadzący do błogosławionej wielozadaniowości? Nicholas Carr ma zupełnie inne zdanie. Zresztą nie tylko on.

Dość! Czas na awangardę, najlepiej w połączeniu z Witkacym. Zespół Kinsky otwarcie przyznaje się do inspiracji dziełami tego wyjątkowego artysty.

Brakuje lektur na święta? W takim razie polecam uwolniony numer Ha!Artu. O pracy. Tak dla odmiany.

Świąteczne piekiełko

Trwa mój ulubiony okres w roku! Czas świątecznych porządków, świątecznych przygotowań, świątecznych prezentów, świątecznych piosenek i świątecznego nastroju. Z ulgą w sercu przywitaliśmy w tym roku ciężarówki Tmobile wiozące setki umów oraz dodatkowych opłat. Ucieszyła nas CocaCola, której wersja Świętego Mikołaja stała się już symbolem Bożego Narodzenia. Podejrzewam, że o Gwieździe Betlejemskiej niewielu słyszało. Zresztą co to za atrakcją, z której nie można się napić! A czarna woda została wpisana na stałe na listę dwunastu potraw.

Ukrócę wątpliwości – nie ma we mnie nawet grama świątecznego nastroju. Nigdy nie czułem potrzeby zbierania się wokół choinki, wyczekiwania prezentów, siadania do stołu i udawania, że jest się wspólnotą. Tej świątecznej sztuczności, która jest obowiązkowym elementem świątecznego nastroju, ale nikt o tym nie mówi. Bo nie wypada, bo trzeba przełamać się opłatkiem, bo trzeba zapomnieć na ten czas o krzywdach i dzielących nas sprawach. Potem, w zasadzie po trzech dnia lub zaraz po tym, jak minie kac, można dalej drzeć koty. Wszyscy od razu zapominają o lukrowanych życzeniach oraz marcepanowych uśmiechach. Było, minęło, byle do Wielkanocy podczas, której znowu trochę się poudaje i będzie dobrze.

Ta sztuczność mnie denerwuje. Po co te uśmieszki? Znalazłoby się kilka osób, które zakrzyknęłyby: TRADYCJA! Nie, żadna tam tradycja, tylko reklamy nas formatują. Od początku grudnia jesteśmy atakowani zastawionymi stołami, zadowolonymi ludźmi oraz wszechogarniającą radością. Zaczynamy myśleć, że tak trzeba, że tak powinno być. Staramy się, aby nasze życie wyglądało, jak to, które obserwujemy w przerwach między filmami. Pomijamy to, że te reklamówki mają nas namówić do zrobienia zakupów. Postnowoczesne Święta mają niewiele z tradycji, ale dużo z konsumpcjonizmu. Uśmiech jest piękniejszy, gdy ma się założoną drogą biżuterię, prawda? Więcej radości widać na twarzy człowieka, gdy ten trzyma w dłoni tablet. Pewnie szczęście świeci mu w oczy z ekranu.

Okres Świąt Bożego Narodzenia jest dla mnie czasem na przemyślenia. Zastanawiam się, czy to nasze pojęcie wspólnoty wciąż obowiązuje. W XXI wieku, pomiędzy Fejsikiem, Twittkiem, Snapem i Insta zaczyna ono wyglądać inaczej. Ignorowanie cyberkultury to poważny błąd, ale nie posadzimy jej przy wigilijnym stole. Coraz częściej obserwuję to, że ludzie znający się tylko z gry, mają więcej wspólnego, niż ci, którzy spożywają karpia. Świat się zmienił, a my trwamy przy pewnych zwyczajach. Zastanawiam się, czy kiedyś ta cała wigilijna szopka będzie czymś podobnym do dziadów. Znamy je z dzieła Mickiewicza, którym katuje się nas w szkole, ale to nie znaczy, że wciąż je praktykujemy. Wprost przeciwnie – w ich miejsce przytuliliśmy Halloween.

Zastanawiam się, czy jeszcze tego potrzebujemy. Mikołaj też kiedyś stanie się przeżytkiem. Dzieciaki grają w GTA, przeglądają Sieć – ktoś im powie, że to zwykła bujda. Prezenty dostarcza karta kredytowa, a nie gruby facet w śmiesznej czapce. Jak wytłumaczyć kolejnemu pokoleniu, że ta bliskość, którą odczuwają przy wigilijnym stole, jest bardziej prawdziwa od tej, którą mają w swojej gildii w grze?

Święta staną się dla nich sztuczne. I być może je odrzucą. Nie wiem, czy należy to traktować jako klęskę obyczajów. Bliższy jestem stwierdzeniu, że to znak czasów.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén